Jeśli sięgnąć do przeszłości początków PRL-owskich, to twórczość niektórych artystów bywała zatrzymywana przez cenzurę, czyli w ogóle nie była w Polsce obecna.

Po jakimś czasie dzieła twórców emigracyjnych zyskiwały ograniczone prawo wykonywania lub eksponowania, aż wreszcie, po 1989 roku przestały być sekowane, zyskiwały prawo bytu w oficjalnym obiegu. Dotyczyło to także muzyki.
Dr Adam Tański, organista, improwizator, a od 2023 roku także kurator artystyczny festiwalu sztuka źle obecna, który organizuje Instytut Pamięci Narodowej, zwraca uwagę, że mimo demokratycznych przemian nadal utwory niektórych dawniej pomijanych autorów wciąż niezbyt często pojawiają się w programach koncertowych.

Czy powód tego „wtórnego pomijania" jest nadal polityczny lub ideowy? Chyba nie, co chętnie potwierdzą ci artyści, którzy cały czas tkwili blisko władzy, niczym się nie narażali, ale po śmierci, gdy nie znaleźli obrotnego promotora, szybko odeszli w zapomnienie. Czy np. jeden z najwybitniejszych, Tadeusz Baird, jest lepiej obecny niż np. Aleksander Tansman albo Roman Maciejewski?

Być może jest nawet odwrotnie. Czas dokonuje bezwzględnej selekcji i wcale jego wyroki nie są sprawiedliwe. Jednym udaje się przetrwać na estradach koncertowych, jak np. Andrzejowi Panufnikowi czy Mieczysławowi Weinbergowi – choć losy tych twórców były skrajnie odmienne – a inni trafiają do archiwum. Koncert finałowy tegorocznego Festiwalu IPN – Muzyka źle obecna, zatytułowany Trzy krajobrazy polskiej muzyki na emigracji, też obejmował twórców o odmiennych biografiach, ale w samym słuchaniu ich utwory, paradoksalnie, okazywały się całkiem podobne do siebie, jeśli idzie o traktowania materiału muzycznego.
Tak je wszystkie zagrała Polska Orkiestra Sinfonia Iuventus pod batutą Norberta Twórczyńskiego. Nie znalazł się tutaj żaden przykład awangardowy, rewolucyjny czy obrazoburczy. Wszystko zmierzało ku łagodnej percepcji delikatnie filmowo-komercyjnej, gdzie są wyraziste linie melodyczne, skoczne, lekko jazzujące rytmy i solidna instrumentacja. W krótkiej Suicie na małą orkiestrę pt. Sceny z nadmorskiego krajobrazu (Scenes from Seaside) Romana Maciejewskiego mieliśmy przedsmak tego co stworzył Henryk Wars w Koncercie na fortepian i orkiestrę.

Hollywoodzkie klimaty, w których odzywały się ponoć echa przedwojennych piosenek, nieco zaburzył solista Piotr Orzechowski, znany pod przydomkiem Pianohooligan, dołączając już na samym początku granego attacca utworu nieuczesaną, wirtuozowską kadencję, stanowiącą raczej wizerunek temperamentu wykonawcy, niż przetworzenie myśli kompozytora. Zaraz jednak potem prawykonanie gdzieś zagubionej kompozycji Aleksandra Tansmana Muzyka do baletu He, She and I przywróciło taki swobodnie się rozwijający pejzaż dźwiękowy, gdzie były impresje z jakiejś podróży do Hiszpanii i raczej niekontrowersyjne obrazki trójkąta męsko-damskiego. W każdym razie do takiego odbioru zachęcił słuchaczy prelegent, wspomniany już Adam Tański sugerując, iż balet Tansmana jest od strony muzycznej dziełkiem ilustracyjnym, do którego można sobie podłożyć jakąś subtelną choreografię, a może pantomimę. W podsumowaniu wypada więc powiedzieć, że to, co dało się wysłyszeć nie pasowało do ogólnej nazwy cyklu koncertowego firmowanego przez Instytut Pamięci Narodowej. Po prostu przypomnieliśmy sobie nieco zapomniane obszary naszego, polskiego dorobku muzycznego, ale wszystko było raczej „dobrze obecne”, a nie „źle”. Źle byłoby natomiast, gdyby w perspektywie znów miało się okazać, że żyją wśród nas twórcy gorzej i lepiej widziani przez jakże niemiło podzieloną wspólnotę.
Joanna Tumiłowicz