Przegląd nowości

Perły bytomskiej „Halki”

Opublikowano: poniedziałek, 30, czerwiec 2025 06:41

Dawno nie towarzyszyła mi taka radość i satysfakcja, gdy zabieram się do opisywania kolejnego jubileuszowego spektaklu Halki Stanisława Moniuszki w Operze Śląskiej. Namówiony do tego Emil Wesołowski stworzył wzorowy przykład realizacji zgodnej z intencjami Kompozytora, didaskaliami librecisty Włodzimierza Wolskiego i licznymi elementami tradycji, jaka towarzyszy Halce od 167 lat obecności na scenie. Na szczęście Wesołowski zna ją dobrze i dlatego jego inscenizacja podkreśla sens nazywania Halki polską operą narodową, a reżyseria uwydatnia indywidualne cechy dwóch polskich klas społecznych szlachty i górali, natomiast choreografia eksponuje temperament, wdzięk i tężyznę ludu polskiego.

 

W zabiegach tych nie pomogła niestety scenografia Macieja Preyera z powodu fatalnego oświetlenia autorstwa Katarzyny Łuszczyk, której zaciemniające i wręcz niszczycielskie zabiegi przypominają, że jeszcze nie tak dawno profesja reżysera świateł w ogóle nie istniała, a oświetleniem sceny zajmował się zwykle reżyser, z ewentualnym współdziałaniem scenografa. Tak więc – drogi Emilu – ponieważ dobrze znasz również i tę dziedzinę twórczości teatralnej, lepiej na przyszłość zrezygnować z usług tak nieprofesjonalnej oświetleniowej działaczki.

 

Natomiast reżyseria tej produkcji to pasmo pięknych obrazów, świetnie prezentującego się chóru, zarówno w reakcjach na wydarzenia na scenie, jak i kompozycjach ruchowych, z polonezem wspaniale odtańczonym na wstępie I aktu. Niezwykle korzystnie został przedstawiony również konflikt uczuciowy między szlachcicem, wiejską dziewczyną i jej niechcianym adoratorem.

 

Osobnym sukcesem reżyserskim było poprowadzenie solistów, zwłaszcza postaci pierwszoplanowych, w interesująco ukształtowanych ansamblach, duetach i poszczególnych ariach. Praca z fachowcem o choreograficznym rodowodzie niewątpliwie pozostawiła na solistach ruchowe ślady, przydatne zapewne później we współdziałaniu z innymi reżyserami, którzy zamiast o śpiewakach, myślą bardziej o sobie i swych – zwykle poronionych – pomysłach.

 


 

Na ostatniej próbie generalnej udało mi się usłyszeć i zobaczyć Annę Wiśniewską-Schoppę w partii tytułowej, co odnotowuję jako wybitne osiągnięcie zarówno w sferze wokalnej, jak i aktorskiej. Jako Jontek partnerował jej debiutant Aleksander Kruczek, dyplomant prof. Jana Ballarina z katowickiej Akademii Muzycznej, przed którym świetlane perspektywy, bo jest czego słuchać w jego spintowym tenorze i obserwować nienaganną sceniczną sylwetkę. Podobała mi się również Marta Huptas w roli Zofii i Zbigniew Wunsch jako Stolnik, którego nie pamiętam tak dobrze śpiewającego, a pamiętam całą jego karierę.

 

Zaskoczeniem był basowy głos Tomasza Theila, który odezwał się w mniejszej, ale ważnej partii Dziemby. Toż to wywodzący się jeszcze z chóru solista, o którym wkrótce nie jeden raz usłyszymy zwłaszcza, gdy postara się o to wszechwładna, ale mądra dyrekcja. Za czasów Łukasza Goika powstała bowiem kolekcja szczególnie cennych i utalentowanych solistów, a przecież Opera Śląska w swej bogatej historii często słynęła z pięknych głosów.

 

Wszystko to okazało się na spektaklu premierowym, kiedy to rolą Halki zachwyciła nas wszystkich Izabela Matuła, znacznie przyciemniając moje wspomnienia śląskich Halek, a było ich kilkadziesiąt. Z myślą o tej wszechstronnie utalentowanej sopranistce należy kształtować przyszły repertuar i oczekiwać jej artystycznej wdzięczności. Niestety nie okazała tego inna sopranowa koleżanka, która z dnia na dzień zmieniła nazwisko, zgarnęła zaszczyty i odznaczenia, a macierzysty teatr traktuje co najwyżej drugoplanowo.

 

Wydaje się podobnie postępować ukraiński baryton Stanisław Kuflyuk, który jako amant Janusz wygląda zbyt obszernie i leciwie, trudny do odróżnienia na scenie od swego teścia Stolnika. Natomiast urzekającą Zofią jest Anna Borucka, a rewelacyjnym Jontkiem – Łukasz Załęski. Natura nie poskąpiła mu urody młodego górala, dodając piękno głosu, którym mistrzowsko wyśpiewuje to, co napisał Stanisław Moniuszko.

 

Piękna była ta Halka, jak cenna perła, dyrygowana z wysokiej klasy kompetencją, muzykalnością i młodzieńczym entuzjazmem przez Piotra Mazurka, ubrana we wspaniałe kostiumy przez doskonałą w tej materii Dorotę Roqueplo i zespół baletowy, którego nie pamięta tak dobrze pracującego na scenie ukochana przez nas wszystkich, osiemdziesięcioletnia prężna staruszka Opera Śląska.

                                                             Sławomir Pietras