

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościSkąd się wzięła „Frida” we Wrocławiu
Strona 1 z 2
Dawno nie byłem w Operze Wrocławskiej, nękanej ostatnio kłopotami kadrowymi. Z radością więc przyjąłem zaproszenie na premierę baletową zatytułowaną „Frida”. Okazało się, że chodzi o mało znaną w Polsce malarkę meksykańską o nazwisku Frida Kahlo, który życiorys zapewne zasługuje na spektakl baletowy. Ale aby zrozumieć o co chodzi, trzeba było godzinnego wykładu dr Dariusza Galewskiego z wrocławskiej Akademii Muzycznej, interesująco opowiadającego o tym wszystkim na foyer teatru, tuż przed rozpoczęciem przedstawienia.
Również niewiele wyjaśnił dobrze zredagowany przez Jana Płonkę program spektaklu, dzięki któremu dowiedzieliśmy się, kim jest choreografka i pozostali realizatorzy, dotąd nieznani polskim baletomanom. Ale ciągle pozostaje tajemnicą, dlaczego przed naszą publicznością tańczy się historię meksykańskiej malarki, nie mającej przecież z nami nic wspólnego. Polscy twórcy baletowi nie interesowali się dotąd ani Matejką, ani Gierymskim, Chełmońskim, Beksińskim, czy Witkacym, nie mówiąc już o Boznańskiej, Stryjeńskiej, czy Andzie Rottenberg (wprawdzie tylko historyczce sztuki), o której cała Warszawa huczy, że podpowiada i doradza obecnej ministrze kultury.
Gdyby chociaż powstał balet o Juanie Soriano, wybitnym meksykańskim malarzu i rzeźbiarzu, którego duża liczba dzieł znalazła się w Polsce. Odkrył go, wylansował i rozkochał w naszym kraju Marek Keller, niezapomniany polski sponsor pamiątek po Fryderyku Chopinie.
Frida Kahlo (1907-1954) zabrała pracowitemu zespołowi Opery Wrocławskiej wiele miesięcy trudu, aby powstało taneczne przedsięwzięcie, nie mające absolutnie nic wspólnego z naszą historią, tradycją czy jakimikolwiek polsko-meksykańskimi związkami. Więcej ; dotyczy ono skomplikowanych i tragicznych przeżyć artystki, która w młodości kolegowała się z Lwem Trockim, a zainfekowana komunizmem stała się wielbicielką Józefa Stalina, malując go w tle jednego ze swych obrazów.
Istnieje jednak przyczyna, która znacznie łagodzi mój krytyczny stosunek do tego przedsięwzięcia. Jest nim niezwykle rzetelna realizacja tego spektaklu, zarówno pod względem choreograficznym (Annabelle Lopez Ochoa), scenograficznym (Dieuweke Van Reij), jak i muzycznym (kompozytor Peter Salem). Przy czym sugeruję, że spektakl zyskałby na warstwie muzycznej nagranej na taśmie magnetofonowej, koniecznie również pod dyr. Rafała Kaczmarczyka, który na czele orkiestry Opery Wrocławskiej robi to bardzo dobrze. |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||