Przegląd nowości

Z błogosławieństwem Jerzego Semkowa?

Opublikowano: środa, 18, czerwiec 2025 22:47

Czyżby istniały zaświaty, a w nich Jerzy Semkow czuwał nad poziomem powstałej z jego inicjatywy i noszącej jego imię orkiestry Sinfonia Iuventus? Złożonej z wyróżniających się studentów i absolwentów polskich akademii muzycznych, którzy nie ukończyli 30 roku życia.

 

Filharmonia Krakowska 536

 

Po wczorajszym wzorcowym wykonaniu Drugiej pod dyrekcją Antoniego Wita mogło się wydawać, iż dwa razy nie wchodzi się do muzyki Mahlera w tak wybitnym ujęciu interpretacyjnym. I zrazu twarde brzmienie blachy jakby potwierdzało, że nie będzie danym doznać podobnej dawki emocji co poprzedniego wieczora. Ale wraz z upływem czasu czekało przynoszące coraz większą satysfakcję pozytywne zaskoczenie. 


A Trzecia stawia przed muzykami nie lada wyzwanie. Nie tylko swymi rozmiarami, będąc najdłuższym pełnowieczorowym dramatem symfonicznym austriackiego kompozytora, ale i stylistyczną niejednorodnością. Rozpięta jest pomiędzy przeciwstawnymi rejestrami: pastoralną zmysłowością i ekstatyczną duchowością.

 

Filharmonia Krakowska 537

 

Dosłownością i naiwnością muzycznego obrazowania w piątej części z udziałem chórów: żeńskiego i dziecięcego, w tym ukraińskiego, Filharmonii Krakowskiej (kiedyś chłopięcego) i mistycznym uniesieniem finałowego Adagia, stanowiącego apoteozę miłości bynajmniej nie skierowanej wobec abstrakcyjnie pojmowanego Absolutu, a przynajmniej nie wyłącznie, lecz poprzez zmysłowe spełnienie aż po zatracenie, na indyjski sposób wyrażającej pełnię sacrum.

 

Filharmonia Krakowska 538

 

Co ciekawe dziesięć lat później Mieczysław Karłowicz, niewątpliwie inspirowany myślą indyjską, tak rozumianej miłości poświęci środkowe ogniwo swojego tryptyku Odwieczne pieśni. Spięcie tych wszystkich jakości w całość wymaga nie lada sztuki. I młodym instrumentalistom pod batutą węgierskiego dyrygenta Gábora Hollerunga w znacznej mierze się to powiodło. Ponownie udało się zapanować nad muzycznym czasem i wypełnić go do tego stopnia brzmieniową urodą i ekspresją, że nie odczuwało się upływu tego fizycznego. Pierwsza część odwołuje się do formy Allegra sonatowego, zderzającego ze sobą dwa tematy: typowy dla Mahlera marszowej natury z wybitnie pastoralnym. 


Od najlepszej strony prezentowały się smyczki i drzewo, odznaczające się dużą plastycznością brzmieniową, a najwięcej zastrzeżeń budziła blacha poza puzonistą i jego szlachetnymi wejściami oraz pewnym i głębokim dźwiękiem tuby. Menuet początkowo posiada elegancki dworski charakter, z czasem plebeizując się poprzez rytmiczną dosadność, by ostatecznie powrócić do punktu wyjścia.

 

Filharmonia Krakowska 539

 

W Scherzu na plan pierwszy wysuwają się dobiegające spoza audytorium sola rogu pocztowego, w tym konkretnym wypadku zastąpionego przez trąbkę, której intonacja pozostawiała nieco do życzenia. W pieśniowym ogniwie czwartym mieliśmy do czynienia z prawdziwego zdarzenia altem Małgorzaty Pańko-Edery, płynącym rozlewną kantyleną i wchodzącym w dialogowanie z obojem.

 

Filharmonia Krakowska 540

 

Finałowe Adagio jest spokojniejsze i bardziej śpiewne od tych z późniejszych symfonii, choć zwieńczone zostaje potężną kodą z rytmem triumfalnie wybijanym na kotłach. Duża rola do odegrania przypadła Kornelii Figielskiej, koncertmistrzyni Sinfonii Iuventus, albowiem partytura zawiera wiele solo skrzypcowych. I muzyczka w pełni wywiązała się z tego zadania. Hollerung za pomocą crescenda, czyli dynamicznego narastania, oraz acceleranda, a więc przyspieszenia, brawurowo zarysowywał nie tylko finałową kulminację, ale i te kończące pierwszą i trzecią części, wywołując spontaniczne owacje, którym trudno się dziwić. Pamiętać należy, iż w dziewiętnastym wieku było to powszechną praktyką, a kompozytorzy swój sukces mierzyli długością braw po każdym ogniwie swych form cyklicznych.

                                                               Lesław Czapliński