Przegląd nowości

Romantyczna ciasnota

Opublikowano: poniedziałek, 16, czerwiec 2025 21:45

Wystawa czasowa w Muzeum Chopina w Zamku Ostrogskich, którą można oglądać do 31 października 2025, jest zbiorem 59 autentycznych pamiątek po romantykach takich jak Fryderyk Chopin, George Sand, Eugene Delacroix, a także inni sławni artyści należący do elity ówczesnych salonów paryskich. Wszystkie te osoby spotykały się w pracowni i salonie Ary'ego Scheffera.

 

Scheffer 1

 

Przyjaźniły się z tym malarzem pochodzenia holenderskiego, który jest szczególnie licznie reprezentowany na wystawie, noszącej tytuł Życie Romantyczne, Chopin, Scheffer, Delacroix, Sand. Owe pamiątki zebrane pod kątem naszych potrzeb przyjechały do Warszawy prosto ze stolicy Francji, trochę dlatego, że w tamtejszym Muzeum Życia Romantycznego trwa aktualnie remont, ale także dzięki bliskim kontaktom kulturalnym polskich instytucji z francuskimi. My spoglądamy na romantyzm w sztuce przez pryzmat naszych najświetniejszych twórców, naszych wieszczów, którzy nie ze swej woli zasilili szeregi tzw. Wielkiej Emigracji pierwszej połowy XIX wieku. Był to, jak się okazuje, jeden z największych ruchów emigracyjnych ówczesnej Europy spowodowany głównie upadkiem Powstania Listopadowego 1831 roku. Dla Francuzów czy Niemców Polacy – emigranci stanowili pewną ciekawostkę, ale także doskonałych współtwórców aktualnych prądów artystycznych, partnerów i przyjaciół w pracowniach, salonach, salach koncertowych, na uczelniach. 


Jakkolwiek wielu ówczesnych emigrantów cierpiało biedę i niedostatek, jednak ci najwybitniejsi (i zamożni) nie spotykali się z przejawami ksenofobii, szowinizmu ani pogardy. Często budzili sympatię w środowiskach ludzi sztuki, i tak zawiązywały się przyjaźnie, których ślady znajdujemy na wspomnianej wystawie. 

 

Scheffer 2

 

Jednym z najbardziej ewidentnych i dobitnych artefaktów ukazujących ówczesne stosunki w kręgach elit artystycznych jest dekoracyjny, malowany wachlarz, wspólne dzieło George Sand, Augusta Charpentiera i Gavarniego przedstawiający idylliczną, ale jednocześnie humorystyczną scenę spotkania na łonie natury. Są tam uwiecznione m.in. karykatury samej George Sand i jej dzieci, a także Chopina, Liszta, Delacroix, hrabiego Wojciecha Grzymały i wielu innych osób ze światka artystycznego, które beztrosko oddają się radości obcowania ze sztuką.


W podobnym duchu zdają się być też inne obrazy i rysunki, a także niewielkie rzeźby czy rozmaite pamiątki, w tym listy, pukle włosów, odlewy dłoni itd., związane z bywalcami paryskich salonów, np. podobizny znanej z licznych przekazów śpiewaczki operowej Pauline Viardot, aranżującej także melodie Chopina.

 

Scheffer 3

 

Inną ciekawą postacią jest wyidealizowany portret w aureoli Madonny przedstawiający Elizę Krasińską, żonę naszego poety Zygmunta Krasińskiego, która, jak się okazuje, była muzą dla wspomnianego malarza Ary'ego Scheffera. Inne „polonica" na wystawie to pamiątki związane z Adamem Mickiewiczem także przechowywane w paryskim muzeum. Są tu np. płaskorzeźba z brązu przedstawiająca naszego poetę z profilu wykonana przez Davida d'Angers a także komentarz Mickiewicza do tematu znanego z ballady Lenora Burgera poparty obrazem Lenora Ary Scheffera. 


Tu bezpośrednio pojawiają się tylko słowa naszego wieszcza, któremu temat ballady był jakoś znajomy z czasów pobytu na Litwie. Wystawa zawiera jeszcze wiele ciekawych wątków odkrywających nam francuskie rozumienie romantyzmu, jednak ilustracją dźwiękową jest tylko muzyka fortepianowa Chopina. Kuratorem muzycznym został dr Artur Szklener, dyrektor NIFC.

 

Scheffer 5

 

Wydaje się jednak, że  ekspozycja jest zdecydowanie przeładowana, bo pomieszczenia na drugim piętrze Zamku Ostrogskich są w sumie niewielkie. Aranżacją wystawy zajęła się zawodowa projektantka, historyk sztuki i scenograf Karolina Fandrejewska. Stanęła ona przed ogromnie trudnym zadaniem, jak w tej ciasnej przestrzeni, w której nie można niczego umieścić na bogato zdobionych ścianach, wyeksponować tak wiele bardzo różnorodnych prac.

 

Scheffer 4

 

Obmyśliła więc „zygzakowaty” labirynt z białych ścianek ustawionych od jednego końca sali do drugiego. Wszystkie artefakty się zmieściły, ale nieco klaustrofobiczne warunki ich oglądania nie spełniają podstawowych wymagań kontaktu z dziełami sztuki np. malarskiej. W normalnej galerii widz powinien mieć możliwość tzw. odejścia, by przyjrzeć się pracom z pewnej odległości, tutaj natomiast musi patrzeć tylko z bliska. Wydaje się, że takie zagęszczenie, zwłaszcza przy końcach każdej ścianki, może nawet stanowić pewne zagrożenie potrącenia wiszącego obrazu lub gabloty. Zapewne Muzeum Fryderyka Chopina mogłoby udostępnić jeszcze inne pomieszczenia, aby uniknąć ciasnoty.

                                                                       Joanna Tumiłowicz