Było takie legendarne przedstawienie poznańskiego Teatru Nowego w reżyserii Izabeli Cywińskiej Oskarżony: czerwiec pięćdziesiątsześć w ćwierćwiecze robotniczego protestu w tym mieście. Wydarzeniom o dziesięć lat wcześniejszym w Kielcach, a mianowicie pogromowi Żydów, poświęcone jest autorskie przedstawienie Mateusza Pakuły Skóra po dziadku w krakowskim teatrze Łaźnia Nowa, a powstałe w koprodukcji z kieleckim Teatrem im. Stefana Żeromskiego.
Jego twórca występuje w potrójnej roli: autora książki o tym samym tytule i będącej podstawą scenariusza, reżysera oraz aktora grającego samego siebie, ale i swego dziadka w przeszłości. Do pewnego stopnia można mówić o przedstawieniu rodzinnym, ponieważ dla uwiarygodnienia autobiograficznego charakteru opowieści występuje jego żona Zuzanna Skolias-Pakuła, a także brat Marcin.
Tytuł odnosi się natomiast do odziedziczonego po dziadku skórzanego płaszcza o niewiadomym rodowodzie. O pogromie kieleckim dowiedziałem się w 1987 roku w Paryżu od Émile'a Weissa, dyrektora tamtejszego festiwalu filmów żydowskich, którego odwiedziłem w związku z przygotowaniami do podobnej imprezy w Krakowie, która rok później zorganizowana została w o wiele szerszym wymiarze, obejmując sztukę i kulturę.
Pod względem teatralnym jest to bardzo interesujący spektakl zrealizowany w formie scenicznego reportażu historycznego. Dwupoziomowego, gdyż dotyczącego młodocianych losów wspomnianego dziadka (przywoływanego głosem Jana Peszka), który trafił do kieleckiego więzienia UB i został uratowany przez pułkownika tej instytucji w Warszawie, albowiem w czasie okupacji znalazł on schronienie w podkieleckiej wiosce, skąd pochodził rzeczony przodek autora.
Rozmowa pomiędzy matką dziadka (Joanna Skolias-Pakuła) i jej sąsiadką (Ewelina Grochowska), u której przechowywany był ten obecnie wysoki oficer bezpieki (Jan Jurkowski), a nim, z trudem zostaje nawiązana, gdyż wciąż wkradają się długie przerwy wypełnione ciążącą wszystkim ciszą. Tak ustawiona scena wywiera ogromne wrażenie. Rzuca się natomiast w uszy historyczna nieścisłość.
Wspomniany oficer nie życzy sobie, by zwracać się do niego dawnym imieniem Abram, a zaleca nowe Szymon, a jeszcze bardziej „panie pułkowniku“. Również podczas interwencji w Kielcach z tamtejszym szefem UB zwracają się do siebie per pan. W tamtych latach obowiązywała wszakże formuła „obywatel“. Wątpliwości wzbudza dość tendencyjne i jednostronne przesłanie tego przedstawienia.
Pogrom kielecki był zbrodnią, szczególnie haniebną, że ofiarami padli ci, którym dane było przeżyć zagładę. Odrzucanie wszakże szerszego kontekstu, iż w tym samym mniej więcej czasie podobne zajścia miały miejsce w węgierskim Kunmadaras i w Rumunii budzi podejrzenie, iż narracja pisana jest pod określoną tezę, a spektakl przybiera formę moralitetu, w którym role zostały z góry rozdane.

Zwłaszcza, gdy mowa o polskim antysemityzmie, o współudziale w holokauście i większym strachu przed sąsiadami niż gestapo. Jednocześnie nie budzi najmniejszych zastrzeżeń późniejsza kariera ocalonego w instytucji działającej na szkodę tych, którym zawdzięczał życie, co niewątpliwie musiało później rzutować na relacje pomiędzy obydwiema społecznościami i czyniło je bardziej skomplikowanymi. Pojawia się też rażąca nieścisłość historyczna.
Otóż wspomniana postać tłumaczy swą niechęć do teatru tym, że była świadkiem zatrzymania przez hitlerowców żydowskich aktorów: Zygmunta Turkowa (Błazen purimowy) oraz Idy Kamińskiej (późniejszej laureatki Oscara za rolę w czechosłowackim Sklepie przy głównej ulicy) i przerażającego spektaklu, kiedy artystka została zmuszona do rozebrania się i odgrywania nago przez dwie godziny swych ról.

W rzeczywistości oboje nie żyli pod niemiecką okupacją. Turkowowi udało się przedostać do Brazylii, a Kamińska schroniła się w ZSRR. Oczywiście sztuka rządzi się innymi prawami i nie musi ściśle trzymać się historycznej prawdy, ale przedstawienie Mateusza Pamuły posiada cechy teatru faktu, a zatem powinno dochowywać im wierności. Wiąże się z tym zjawisko deziluzji scenicznej rzeczywistości poprzez powierzanie aktorkom męskich ról oraz płynne przechodzenie pomiędzy odgrywanymi postaciami.

Dopiero druga część przybiera bardziej metaforyczny charakter, gdy aktorzy noszą gołębie maski i w tych kostiumach relacjonują bliskie relacje autora z dziadkiem, który był zapalonym hodowcą tych ptaków. W zakończeniu zwracają się wprost do widowni, relacjonując losy sprawców pogromu i wyroki zapadłej w ich procesie na tle widoków z współczesnych Kielc w tle. Pomysłowa jest aranżacja przez Justynę Elmimowską miejsca gry, polegająca na zajmującym centrum sceny dole, mogącym kojarzyć się z ziemnymi schronami, w których przebywali ukrywani Żydzi.
Lesław Czapliński