Muzyka współczesna nie taka straszna, skoro potrafi wypełnić widownię, w tym przypadku krakowskiego teatru Łaźnia Nowa. Na koncert Sinfonietty Cracovii 5 czerwca złożyły się trzy kompozycje dwudziestopierwszowieczne i jedna z ubiegłego stulecia, ale za to prawdziwy fajerwerk.

Przeważały formy koncertujące, ponieważ otwierające Naninana Aleksandra Nowaka to właściwie trzyczęściowy utwór tego rodzaju na amplifikowany instrument klawiszowy i smyczki z dodaną przez wykonawcę Piotra Orzechowskiego kadencją pod koniec pierwszego ogniwa. Odznacza się ono punktualistyczną fakturą złożoną z oryginalnych, wyszukanych brzmień, osiąganych wszakże bez odwoływania się do rozszerzonej artykulacji. Drugie charakteryzuje się jakby nokturnowym nastrojem, a trzecie operuje tremolandami stopniowo narastającymi, by ulec uspokojeniu prowadzącemu jakby do zawieszenia toku kompozycji.
Partia solowa nie tyle przeciwstawiona jest zespołowi, ile współgrająca z nim, choć zgodnie z tradycją tej formy wysuwa się na pierwszy plan, a w finale dochodzi do swoistego agonu pomiędzy nimi. Zgodnie z sugestią kompozytora należy wykorzystać fortepian elektryczny typu Rhodes, tym razem posłużono się jednak Wurlitzera, którego nazwa pochodzi od producenta, a zaprojektował go Benjamin Miessner.

Podobną formę posiada utwór Hanny Kulenty - Concerto (g) Rosso - g w nawiasie to moja ingerencja w tytuł, aby wydobyć jego nawiązanie do barokowego gatunku muzycznego. Formę concertina pełni kwartet smyczkowy przeciwstawiony reszcie tego rodzaju zespołu.

Na tle jego stojących dźwięków rozwijają się motoryczne figuracje solowych instrumentów. Stopniowo, na zasadzie imitacji dołączają do nich członkowie orkiestry, ale niebawem role się odwracają, towarzyszący muzycy operują szklistym dźwiękiem, a ich grą rządzi accelerando czyli przyśpieszenie, po czym następuje kolejna perypetia muzyczna: na tle trzymanych nut wiolonczel i kontrabasów, do których dołączają kolejne grupy kwintetu smyczkowego, solowe partie odwołują się do glissand. Solistkami były: Marta Nowak, Danuta Augustyn, Elżbieta Gromada i Monika Krasicka-Gajownik. Koncert na instrument klawiszowy i smyczki op. 40 Henryka Mikołaja Góreckiego został prawykonany przez Elżbietę Chojnacką w wersji klawesynowej i w takiej jest najbardziej znany i najczęściej wykonywany.
Za sprawą córki kompozytora Anny zaistniała w obiegu koncertowym alternatywna, fortepianowa, a Piotr Orzechowski, solista tego wieczora, zaproponował jeszcze inną aurę brzmieniową, wynikającą ze specyfiki wspomnianego instrumentu Wurlitzera, którego dźwiękom towarzyszą wibracje. Pomiędzy Allegro molto i Vivace wprowadził ponadto autorską, improwizowaną dawnym obyczajem kadencję, utrzymaną wszakże w ostinatowym rytmie całości.

Dzięki temu zabiegowi utwór po wielokroć słyszany i mogący wydawać się już ogranym, ukazał swoje nowe oblicze. Temu pianiście zawdzięczamy także spopularyzowanie równie aforystycznego Koncertu fortepianowego Henryka Warsa, a niekonwencjonalne interpretacje klasyki nowoczesności w pełni uzasadniają brzmienie pseudonimu jako Pianohooligana.

Program dopełnił utrzymany w odmiennej stylistyce utwór angielskiej autorki Anny Clyne W jej ramionach. Można go roboczo określić jako 5×3, co odnosi się do obsady, skoro składają się na nią po trzy instrumenty z każdej sekcji kwintetu smyczkowego. Na tle linii kontrabasów następują wejścia pozostałych grup utrzymane w powolnym tempie i charakteryzujące się płynnym kształtowaniem dźwięku, tworząc elegijny nastrój wychodzący naprzeciw dedykacji dla zmarłej matki kompozytorki. Sinfoniettę Cracovię poprowadziła tego wieczora jej dyrektorka artystyczna Katarzyna Tomala-Jedynak. Oby więcej takich odważnych repertuarowo koncertów, skupionych na współczesnej twórczości muzycznej nie tylko z okazji poświęconych jej festiwali.
Lesław Czapliński