Przegląd nowości

Satyra na sanatorium

Opublikowano: piątek, 06, czerwiec 2025 23:33

Motorem całego spektaklu jest Agnieszka Makowska, jak piszą o niej – szalenie zabawna i charyzmatyczna – aktorka drugiego planu w wielu filmach i serialach, robiąca zwykle za kucharkę, sprzedawczynię, salową czy współwięźniarkę. Tutaj w Duchu Wojewody, operze komicznej, a w zasadzie satyrycznej śpiewogrze, jako lekarka uzdrowiskowa zadaje tempa i wigoru wszystkim  wydarzeniom i postaciom.

 

Duch wojewody 1

 

Na początku nawet śpiewa, otwartym głosem, bo widać, że nie szkolona w tym zakresie. Wszystko w spektaklu jest kpiną, nawet fakt, że w przedstawieniu dzieła Ludwika Grossmana żongluje się terminem „wykonanie koncertowe”. W tle pojawia się wielki slajd zawiadamiający, że nie jest to pełnospektaklowa opera. Agnieszka Makowska mówi, że to spektakl półsceniczny, albo półkoncertowy. 


Tymczasem na scenie jest dużo ruchu, maszyneria z celowo głośnym warczeniem przywozi praktykable wraz ze śpiewakami chóru na krzesełkach, w trakcie wycieczki  kuracjuszy w górską okolicę z podłogi wyjeżdża jedna ze ścianek, jest duża kurtyna i druga tylko przeźroczysta, wreszcie są kamery rzucające na ekran sceny z zaplecza. Czuć tutaj rękę reżysera Cezarego Tomaszewskiego, który doskonale opanował formułę zgryźliwej parodii i satyry pozwalającej śmiać się ze wszystkiego.

 

Duch wojewody 2

 

Choreograf, reżyser i performer, nominowany do Paszportów Polityki za błyskotliwy humor i odwagę mówienia rzeczy prostych w przewrotny sposób, zasłynął jako serwujący Monteverdiego w krakowskim barze mlecznym. Twierdzi, że w sztuce interesuje go banał i dlatego Duch Wojewody, który rozgrywa się w jakimś XIX-wiecznym uzdrowisku czy sanatorium (odniesienie do Czarodziejskiej Góry Tomasza Manna, czy do Olgi Tokarczuk) może się stać doskonałym powodem do zgrywy.

 

Duch wojewody 3 

 

Jeśli „zwykli reżyserzy operowi" zwalczają ciągnące się arie i recytatywy tworząc jakieś scenki na drugim planie, aby uatrakcyjnić tradycyjną statyczność, to Tomaszewski robi jeszcze dziwniejsze rzeczy, np. jednemu z aktorów, który ma wspaniałe długie włosy, nakazuje wykonywać nimi najróżniejsze ewolucje, roztrzepywać, zwijać, okręcać itd. Niby bez sensu, a jednak przykuwa uwagę. Z kolei sympatyczna solistka, która kreuje rolę romantycznej Helenki – Magdalena Stefaniak – przed każdą kolejną zwrotką przechodzi do sąsiedniego pulpitu i rozrzuca znajdujące się tam nuty. Po co? Śmiejmy się z tego.


Najpewniej do tego typu pomysłów skłoniło twórców spektaklu „półscenicznego” oryginalne polskie libretto Władysława Anczyca z 1873 roku, napisane celowo wierszem z typowo częstochowskimi rymami, które całość intrygi obracają w tak ulubiony przez reżysera banał. Weźmy choćby próbkę takiego tekstu z roli Helenki: „Lecz skowronku, ptaszku mały, pożycz mi swych piórek, bym obiegła kraj ten cały, każdą wieś i wzgórek. Tatrów szczyty, puszcze sine, stepy lasy morze. Całą, całą tę krainę. Całą, o mój Boże.” 

 

Duch wojewody 4

 

Zaś jej ukochany Leon, trochę Kiepurowatym głosem Arnolda Rutkowskiego zaczyna w te słowa:„Aniele uroczy, zwróć na mnie swe oczy, miłości raj mnie poznać daj. Sen mój niech spełni się. Ach. Miej serce łaskawsze. Bądź moją na zawsze. Ach, nie mów nie!”.

 

 Duch wojewody 5

 

Powiedzmy jeszcze, że do wykonania ról śpiewanych zaangażowano znakomitych solistów. Prócz wymienionych są tu Dariusz Machej, Krzysztof Szumański, Tomasz Rak i przede wszystkim Małgorzata Walewska, której nie trzeba tłumaczyć, co to jest banał i satyra. Wszyscy mówią do malutkich mikroportów. W przedstawienie pół sceniczne został jeszcze dodatkowo wpleciony język czeski, z definicji śmieszny, ale w istocie drugim filarem przedstawienia, prócz Agnieszki Makowskiej, jest wspaniale radząca sobie z ciekawą i zróżnicowaną, efektowną partyturą orkiestrową Marta Kluczyńska. Ludwik Grossman to, jak nam tłumaczą w programie koncertowym, taki mniejszy Moniuszko i to wcale nie jest banał.

                                                              Joanna Tumiłowicz