Ambrogio to niema postać famulusa z domu Don Bartola, jednego z protagonistów Cyrulika sewilskiego Gioacchino Rossiniego. W nowojorskiej Metropolitan Opera (retransmisja 1 czerwca w krakowskim kinie Kijów należącym do sieci Apollo-Film) rolę tę powierzono mimowi Jayowi Dunnowi, który w tle nieustannie wykonuje salta, przewraca się i koziołkuje, dynamizując w ten sposób akcję, a starszym polskim widzom przypominając wykorzystywanego w podobnych sytuacjach polskiego aktora Zdzisława Leśniaka (reż. Bartlett Sher). Raz tylko przemówi wypowiadając słowo „Basta!“, gdy Almaviva przebrany za Don Alonsa wkrada się do domu wspomnianego Bartola i w nieskończoność powtarza powitalne zwroty.
A wszystko to dzieje się pośród nieustannie przesuwających się, wyjętych z ram drzwi oraz praktykabla z oknem w należącym do Rozyny pokoju na piętrze. Dodatkowo podest okrąża orkiestron, stąd śpiewacy niekiedy znajdują się w bezpośrednim sąsiedztwie publiczności (dek. Michaek Yeargan). Reszta pozostaje tradycyjnie rozegrana w kostiumach odnoszących się do umownego, scenicznego wyobrażenia końca osiemnastego wieku (kost. Catherine Zuber).
Pod względem muzycznym zdecydowano się na oryginalną wersję, w której partia Rozyny przeznaczona jest na kontralt. Jej odtwórczyni, baszkirska śpiewaczka Ajgul (czyli Księżycowa Róża) Achmetszyna, to dramatyczny mezzosopran, świetnie sprawdzająca się na tej scenie jako Carmen. Stąd koloraturom w kawatynie Una voce poco fa zbywało nieco na perlistości. Choć może było to kwestią rozśpiewania, skoro w drugim akcie, podczas lekcji śpiewu głos artystki wykazywał już większą giętkość.
Jack Swanson, wykonawca Hrabiego Almavivy, to lekki tenor typu di grazia otwarty na wysokie tony dla tego głosu. Zaśpiewał popisową, wielką arię Cessa più resistere, zawierającą liczne koloratury i zakończoną wirtuozowskim rondem z fletem Ah il più lieto, il più felice, przy czym artykulacja c² pozbawiona była swobody i nosiła oznaki pewnego wysiłku w przeciwieństwie do Juana Diego Flóreza, dla którego przywrócono ten numer, czy Lawrence'a Brownlee. W tytułowej roli wystąpił pochodzący z Mołdawii rosyjski baryton Andriej Żylichowski.

Pod względem powierzchowności odznaczający się znacznym wdziękiem, choć wokalnie nieco zbyt statyczny i pozbawiony większej dozy błyskotliwości. Najbardziej odpowiadał oczekiwaniom kompozytora węgierski bas komiczny Peter Kálmán w charakterystycznej roli okpionego, pożądliwego starca, czyli wspomnianego już Don Bartola.

Zwłaszcza w jego arii A un dottor della mia sorte budząc między innymi brawurowym parlandem. Całości brakowało jednak lekkości i potoczystości pożądanych w komicznych operach belcantowych być może z powodu prowadzącego spektakl Giacomo Sagripantiego, a efekt echa w sekcji skrzypiec w drugim temacie uwertury był prawdopodobnie bardziej zasługą instrumentalistów niż dyrygenta. Continuo z wdziękiem i dowcipnie realizowała Liora Maurer, zapowiadając na przykład pojawienie się Figara pasażem z jego kawatyny Largo al factotum. W sumie solidne, profesjonalne wykonanie, ale bez rewelacji.
Lesław Czapliński