Przegląd nowości

Halo. Tu Mozart. Jak mnie słyszysz?

Opublikowano: wtorek, 03, czerwiec 2025 22:36

Spotkania reżysera z autorem dzieła mogą prowadzić do ciekawych wniosków. W przypadku kompozytorów nieżyjących wymiana myśli nie musi przebiegać po prostej, ale wpada niekiedy w zasadzki. Stąd przyszedł pomysł, aby urządzić na scenie zamach na pewną wpływową Szczeciniankę poprzedzony wykonanym w cichości gwałtem na przedstawicielce podbitego narodu.

 

Idomeneo 1

 

Odwieczna zasada „ząb za ząb" dała się jakoś opakować w klasyczną i pełną dramatyzmu muzykę, w której fragmenty śpiewne i liryczne, tak charakterystyczne dla Mozarta, stanowiły mniejszość, a całą intrygę podsumował zwycięski, choć to niezgodne z historyczną prawdą, ostatni z koronowanych, nieco bardziej pulchny niż na portretach.

 

Idomeneo 2

 

I chyba to wystarczy za charakterystykę koncepcji reżyserskiej Marka Weissa zastosowanej do opery Idomeneo, jeśli pominąć dosyć brutalne pchnięcia dwóch eterycznych tancerek, które najwyraźniej pragnęły przewrócić całkiem postawną śpiewaczkę, wykonującą rolę Elektry, Gabrielę Kamińską. Mimo tych zasadniczych nieścisłości przedstawienie stało na wysokim poziomie muzycznym, o co zadbał dyrygent Dawid Runtz, klawesynistka Dagmara Dudzińska, Orkiestra Polskiej Opery Królewskiej z zespołem wokalnym, trochę rozsypującym się w finale, oraz soliści. 


Ci ostatni stanęli na wysokości zadania. Począwszy od postaci tytułowej, sprawdzonego już w wielu spektaklach z Mozartem Sylwestra Smulczyńskiego, przez będącą w znakomitej formie wokalnej Annę Radziejewską w roli Idamantego aż po dawno nie oglądaną Martę Boberską, w niczym nie ustępującą swej koleżance w roli jej przeznaczonej Iliai. Wojtkowi Gierlachowi, któremu hołdy składał nawet dyrygent znakomicie posłużyła loża królewska, skąd potężny głos jeszcze lepiej się rozchodził niż ze sceny.

 

Idomeneo 3

 

Byli nawet tacy, którzy podejrzewali, że artysta jest sztucznie wzmocniony. Na tym tle Arcykapłan Jacek Szponarski wypadł bardziej ubogo. Nie zawiodła Elektra, a potwierdzenie znakomitych walorów muzycznych czwórki solistów można było wysłyszeć w kwartecie w drugim akcie, gdzie spotkali się Elektra, Idomeneo, Idamante i Ilia. Był to nie tylko smakowity kąsek muzyczny, ale również poniekąd erotyczny.

 

Idomeneo 4

 

Wprawdzie z libretta wynikało, że Idamante i Ilia mają się ku sobie, ale kwartet został tak zaaranżowany, że narzeczona sięgała podbrzusza swego przyszłego teścia, on zaś łapał niedoszłą synową za biust. Co chciał przez to powiedzieć twórca inscenizacji? Pewnie był zgorszony, że związek Idamante i Ilia jest jednopłciowy i starał się to jakoś wizualnie naprawić. A była to bodaj jedyna scena, w której można było zauważyć wyraźną rękę reżysera, bo w innych okolicznościach soliści albo stali i śpiewali, albo, jak dwukrotnie zdarzyło się Idomeneowi, leżał i śpiewał. 


Zamach na Szczeciniankę został zaaranżowany w stylu kina niemego na zwolnionych obrotach kamery, co dodatkowo wyostrzało intrygę, do której włączony został jeszcze metrowy postument, usłużnie na czas zamachu zjeżdżający do dołu. Pora zająć się oprawą wizualną. W scenografii Wiesława Olko centralne miejsce zajął wielki, okrągły stół, chyba kopia arcydzieła sztukaterii, które można podziwiać w Palazzo Pitti we Florecji.

 

Idomeneo 5

 

Ważną składową stanowiła też zaokrąglona ławka, na której zasiedli uczestnicy omawianego już kwartetu. Jednak wszystkie wysiłki twórcy dekoracji legły w konfrontacji z kostiumami wykonanymi przez firmę Paprocki & Brzozowski. Idomeneo miał bardzo dobrze skrojony jasny frak, ale w pierwszym akcie otrzymał podarte czarne spodnie i czystą białą koszulę wizytową.

 

Idomeneo 6

 

Piękny, długi biały płaszcz założył arcykapłan ze świątyni Neptuna, który jednak od wewnątrz zapaćkano smołą. Elektra opiętej sukni czarnej ozdobionej błyszczącym wzorem i długimi, błyszczącymi sznurami przytwierdzonymi do rękawów. Zaś Ilia jakby z naturalnego lnu, żeby nie powiedzieć z worka ozdobionego świecidełkowym haftem. Najlepiej ubraną-ubranym solistą w operze okazała się Anna Radziejewska w błękitnych spodniach i podobnym włochatym futerku w ten gorący majowy wieczór. Lud Kartagińczyków, któremu kazano czołgać się po ziemi, był na ciemno i szaro. 

                                                                 Joanna Tumiłowicz