Przegląd nowości

Stąpając po dźwiękach Adagietta niczym po Ponte Rialto

Opublikowano: środa, 04, czerwiec 2025 21:22

Wyłaniające się jakby z niebytu i dopiero nieco za głośne dźwięki harfy sprowadzają nas na ziemię. Brzmienie na przemian gęstniejące i z powrotem rzednące tworzy niepowtarzalną aurę czegoś ulotnego, jakby cień przywoływany z odległej przeszłości przez mgłę wspomnień. Tym razem Adagietto zagrane przez Orkiestrę Polskiego Radia w Warszawie pod dyrekcją Michała Klauzy przeprowadziło nas z weneckiego świata V Symfonii cis-moll wstecz, do Czwartej. Klasycznie czteroczęściowej i w stosunkowo pogodnej tonacji G-dur.

 

Filharmonia Krakowska 526

 

I tak wykonali ją stołeczni muzycy. Z wiedeńskim wdziękiem i przeważnie lekkim dźwiękiem (rym nieprzypadkowy), co nie znaczy powierzchownym, lecz solidnie osadzonym w instrumentach, a więc o odpowiedniej gęstości brzmienia zapewniającego nasyconą barwę. Przy tym dyrygent bardzo czytelnie zarysował pracę tematyczną pierwszej części Bedächtig. Nicht eilen.

 

Filharmonia Krakowska 527

 

Nie nadużywał też dynamiki, a więc zwroty w przebiegu muzycznej akcji odznaczały się naturalną zwinnością, a większe natężenie dynamiczne zarezerwowane było wyłącznie dla kulminacji. W groteskowym Scherzu, niepozbawionym wszakże odcienia grozy, przestrojone o pół tonu wzwyż skrzypce koncertmistrza Marcina Markowicza odznaczały się szklistym, budzącym dreszcz brzmieniem, skoro nadany przez samego kompozytora tytuł mówi o przygrywającej Śmierci. Słuchając trzeciej części oznaczonej jako Ruhevoll można się było przekonać, iż Mahlerowskie Adagia stanowią specjalność warszawskiej orkiestry radiowej, płynąc szerokim strumieniem i szlachetnym dźwiękiem.


Może więc należało poprosić ją o zagranie Adagia z Dziesiątej, by w ten sposób domknąć w ramach Festiwalu korpus Mahlerowskiej symfoniki? W finale jako solistka wystąpiła Olga Pasiecznik. Może najwyższe tony przy zastosowaniu znacznego natężenia dynamicznego nie są obecnie jej najmocniejszą stroną, ale te niedostatki mająca ogromne doświadczenie artystka rekompensowała niepospolitą urodą w prowadzeniu kantyleny, zwłaszcza śpiewając mezza voce.

 

Filharmonia Krakowska 528

 

Beethovenowski recytatyw Ah! Perfido i aria Per pietà, non dirmi addio op. 65 stały się okazją do zademonstrowania maestrii wokalnej tej śpiewaczki. Udowodniła jak wspomniane niedoskonałości wokalne można zrównoważyć za pomocą techniki i kultury muzycznej i w ten sposób stworzyć niepospolitą kreację.

 

Filharmonia Krakowska 529

 

Zwłaszcza eteryczne pianissima w samej arii oraz piękne portamenta czyli płynne przejścia pomiędzy odległymi tonami decydowały o kształcie zaprezentowanej interpretacji. W ten sposób otrzymaliśmy scenę dramatyczną o znacznej sile ekspresji i można żałować, że Beethoven poprzestał na skomponowaniu jednej tylko opery. Na bis goście z Warszawy wykonali arię koncertową Nehmt meinen Dank, ihr holden Gönner! KV 383 Wolfganga Amadeusa Mozarta. Tym razem z lewej strony dyrygenta znajdowały się pierwsze skrzypce, a z prawej altówki. A wiolonczele i kontrabasy po prawej na drugim planie.

                                                                           Lesław Czapliński