Teatr STUDIO oraz Polskie Radio zrealizowały słuchowisko na żywo na podstawie dramatu Ślub Witolda Gombrowicza. To już druga tego rodzaju inicjatywa, aby środkami sięgającymi zarania dawnego wynalazku masowego przekazu wykonać w czasie rzeczywistym i bezpośrednio transmitować na antenę przedstawienie teatru wyobraźni.
Widzowie skuszeni taką „rekonstrukcją” archaicznej sztuki słowa i dźwięku, pojawili się tłumnie na sali Studia, aby nie tylko posłuchać, ale także zobaczyć, tworzenie takiego nietypowego spektaklu w reżyserii Tadeusza Kabicza. A ponieważ w występie wykorzystywano nie tylko mikrofony, ale także kamery, więc „radiosłuchacze” zasiadający „po drugiej stronie” także mogli przy okazji „obejrzeć” na ekranach komputerów owo przygotowywane dla radia przedstawienie.
Kiedy się oglądało jak prymitywnymi środkami uzyskuje się tło dźwiękowe sugerujące np. zakuwanie w kajdany, odgłosy z kuchni, ostrzenie noża, zapowiedź ukazania się króla, nerwowe kroki zbliżającego się napastnika itd. odżywały w pamięci sceny ze znakomitych komedii pokazujących początki radia ze słuchowiskami tworzonymi na żywo, jak polski Skarb w reżyserii Leonarda Buczkowskiego, w którym Adolf Dymsza wcielił się w postać Alfreda Ziółko, pracownika Polskiego Radia, czy amerykańską komedię wyświetlaną u nas jako Ciotka Julia i skryba, a w oryginale Tune in Tomorrow...

W przypadku Ślubu Gombrowicza sama konstrukcja utworu, który dzieje się w otoczeniu nierzeczywistych postaci, jak z koszmarnego snu najwyraźniej odpowiada przekazowi radiowemu, który wyostrza sens – pozwala, by słowo wybrzmiało czysto i bez teatralnych podpórek. Resztę podpowiada nasza wyobraźnia.

Kiedy się obserwowało grę aktorów skierowaną przede wszystkim do mikrofonów, którzy swoje teksty po prostu czytali, nie zwracało się jednak uwagi na tę oczywistą „ściągawkę”, tak wyrazista była tworzona przez nich dramaturgia słowa ale i gestu. Daniel Dobosz, odtwórca głównej roli Henryka, jakby alter ego autora, grał niemalże jak w transie, całym sobą, więc nie była to tylko kreacja radiowa. Znakomitą postać Matki stworzyła Dominika Ostałowska przeistaczając się w jakąś nadmiernie egazaltowaną prowincjuszkę.
Zaś surowym ojcem a później uwięzionym królem był bardzo przekonujący Sławomir Orzechowski. Szarżującą nadmiernie postać stworzył grający pijanego Rob Wasiewicz. Osobami dramatu była też Dominika Biernat jako Mania, Ewelina Żak jako Kanclerz oraz nieszczęsny przyjaciel Władzio – Paweł Smagała.

Bardzo ważną rolę odgrywała w spektaklu wyobraźni muzyka, bo ona dopowiadała atmosferę, kontekst, zastępowała nieobecną scenografię. Czołową rolę w tym dźwiękowym wyposażeniu scen odgrywał trębacz Wojciech Niemyjski. On realizował zarówno fanfarowe inteludia scen na królewskim dworze, jak też ilustrował różne zawiłości psychologiczne głównych osób dramatu.
Całość partytury była dziełem muzycznym skomponowanym przez świetnie do takiej roli się nadającego Szymona Sutora, który w absolutnie profesjonalny sposób łączy style muzyki poważnej z gatunkami lżejszymi. Niezwykły pejzaż dźwiękowy przenosił słuchaczy i widzów w nierzeczywisty świat Witolda Gombrowicza. Słuchowisko trwało niecałą godzinę, był to zatem wybór najważniejszych sensów dramatu, ale ostatnią sceną pogrzebu Władzia trafnie zamknął jego zawikłane myśli.
Joanna Tumiłowicz