Przegląd nowości

Sascha Goetzel i „Piąta“, wenecka

Opublikowano: piątek, 30, maj 2025 08:54

Już chyba na zawsze Piąta Gustava Mahlera zrosła się z kadrami Luchino Viscontiego Śmierci w Wenecji, a konkretnie przeznaczone na smyczki Adagietto z niej. W ten sposób ex post dodane zostały treści programowe, których kompozytor nie mógł przewidzieć, albowiem zmarł na rok przed wydaniem literackiego pierwowzoru Thomasa Manna.

 

Filharmonia Krakowska 519

 

A w oryginale pozostają jeszcze cztery akty, jeśli pozostać przy metaforze dramatu symfonicznego. W ramach II Festiwalu Mahlerowskiego poprowadził ją 23 maja Sascha Goetzel, od tego sezonu pierwszy dyrygent krakowskich filharmoników, po raz drugi stający za ich pulpitem. Piąta to kolejny absolutny dramat symfoniczny tego kompozytora oddziałujący na wyobraźnię i emocje słuchacza samym swoim przebiegiem muzycznym.


A jest on niejednorodny i pełen estetycznych sprzeczności i skrajności, a co za tym idzie niepokoić ma swym wewnętrznym rozdarciem jakim jawił się świat z perspektywy dekadentyzmu i nieodłącznego od niego katastrofizmu. Może dlatego Mahlerowska symfonika zyskała szczególną popularność w dobie ponowoczesności?

 

Filharmonia Krakowska 520

 

Wydaje mi się, że Goetzelowi nie udało się tym razem, według słów kompozytora, zbudować świata z dźwiękowej substancji V Symfonii cis-moll. Rozpadł się on na epizody o różnym stopniu urody, a co za tym idzie nie udało się utrzymać niesłabnącego napięcia przez około półtorej godziny trwania utworu, a wymaga on niewątpliwie wykonawczej perfekcji oraz całościowej wizji, a dyrygent ten dotąd z powodzeniem mierzył się jednak z krótszymi formami.

 Filharmonia Krakowska 521

 

I znowu największe wrażenie wywarł na mnie kwintet smyczkowy. W Adagietcie falowanie nastrojów za sprawą narastania dynamicznego natężenia i jego słabnięcia. W pozostałych ogniwach przytłumione wejścia z nawracającymi tematami stopniowo wzmacniane dostarczały znacznej satysfakcji. Także perkusja, a zwłaszcza brzmienie talerzy i wielkiego bębna nie było nadużywane, by zmasowane tutti nie sprawiało hałaśliwego wrażenia. Nie do końca udało się to uzyskać wskutek generalnie zachwianych proporcji ze strony instrumentów dętych, na dodatek nie zawsze odznaczających się nieskazitelną artykulacją. 


Dotyczyło to chociażby otwierającej trąbki, a potem pozostałej blachy. W zakończeniu drugiego ogniwa Stürmisch bewegt, do którego odwoła się Dmitrij Szostakowicz w swojej Piątej, wejściom drzewa na tle harfy brakowało wyrównania rytmicznego i dynamicznego, co udaremniło efekt wygasania muzycznej akcji. Wszelako zamykającej kodzie pod względem agogiki, a więc zwolnień i przyspieszeń, nie sposób odmówić prawdziwej brawury. Pewien zawód wynikał być może z nadmiernie rozbudzonych oczekiwań po pierwszej części wieczoru, kiedy mieliśmy do czynienia z autentyczną kreacją artystyczną znacznej miary.

 

Filharmonia Krakowska 522

 

Jako solistka w Koncercie skrzypcowym e-moll op. 64 Felixa Mendelssohna wystąpiła bułgarska skrzypaczka Lija Petrowa. Bardzo często wykonanie utworu poprzedzającego wielką formę symfoniczną traktuje się ulgowo jako wprowadzenie dopełniające koncert. Tym razem było inaczej.

 

 Filharmonia Krakowska 523

 

Był to równoważny punkt programu, mimo nieporównywalnych proporcji czasowych. Utwór Mendelssohna stanowi połączenie klasycznej dyscypliny formalnej z romantycznymi uniesieniami, do których w pełni odnosi się oznaczenie z pierwszego ogniwa, a mianowicie "appassionato" czyli namiętnie. Kompozytor dla zapewnienia zwartości i jednorodności utworu płynnie połączył ze sobą trzy części koncertującego cyklu grane attaca. Czyżby pomysł ten zainspirował Richarda Wagnera, który podobnie postąpił w Holendrze tułaczu i w Złocie Renu? Wykonanie to od pierwszych taktów z charakterystycznym wejściem skrzypiec na tle orkiestry elektryzowało, nie miało bowiem słabych punktów. 


Dla rozlewnych fraz smyczków precyzyjny puls wyznaczały instrumenty dęte drewniane. Szlachetną urodą odznaczały się sygnałowe wejścia waltorni w dynamice piana. Wywierało wrażenie idealne wyważenie proporcji pomiędzy poszczególnymi sekcjami.

 

Filharmonia Krakowska 524

 

A ponad tym wszystkim górujące nośnym i głębokim tembrem skrzypce Lii Petrowej o rodowodzie prowadzącym do lutniczej Trójcy z Cremony, w tym przypadku warsztatu Giuseppe Guarneriego, a ten konkretny egzemplarz o nazwie Rovelli datowany jest na rok 1742. Najdoskonalszy nawet instrument nie przemówi jednak sam z siebie, jeśli jego użytkownik nie będzie artystą o dużej wrażliwości i niezawodnej technice.

 

 

 Filharmonia Krakowska 525

 

W kontraście do ustępów par exellence wirtuozowskich, z grą na jednej strunie, najbardziej urzekały te nastrojowe z wyciszoną orkiestrą, kiedy wraz ze zwolnieniem tempa muzycy jakby się wzajemnie w siebie wsłuchiwali. Dawno już nie słyszałem tak gromkich owacji po zakończeniu występu. O skromności naprawdę wybitnych artystów może świadczyć fakt, że po przerwie Lija Petrowa zasiadła za pulpitami drugich skrzypiec by wpółuczestniczyć w wykonaniu symfonii Mahlera. Na potrzeby tego koncertu Sascha Goetzel zastosował odmienne ustawienie orkiestry, z obydwiema grupami skrzypiec po obu stronach dyrygenta oraz wiolonczelami i kontrabasami po lewej na drugim planie.

                                                                              Lesław Czapliński