Przegląd nowości

Kochany dronie w Dramatycznym

Opublikowano: sobota, 17, maj 2025 20:26

Od początku przeczuwałam, że w monodramie pt. Będzie trzeba, to pójdę na wojnę, wykonawczyni ma za sobą szkołę muzyczną. I Bingo! Ma. Ten spektakl mógłby równie dobrze być prezentowany na Warszawskiej Jesieni, a nie tylko na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych, bo jest w większości oparty na muzyczno-teatralnych eksperymentach i dźwięk jest tutaj bardzo ważny.

 

 Pojde na wojne 1

 

Oczywiście wojna, z którą już trzeci rok zmaga się Ukraina, stała się tematem wiodącym, zwłaszcza, że jako tworzywo artystyczne nie była dotąd specjalnie wykorzystywana. A tym bardziej kobiecy aspekt służby wojskowej. Tutaj dowiadujemy się na wstępie, że ok. 20 proc. armii ukraińskiej stanowi płeć piękna. Piękna... To brzmi upiornie i złowieszczo. Upodlenie, jakiemu poddawany jest każdy człowiek na wojnie, także żołnierz, w przypadku żołnierek jest jeszcze bardziej dosadne i przygniatające. 


A w przedstawieniu nie podnosi się jeszcze jednego aspektu kobiecego wojowania, w proporcji – np. 5 kobiet na 300 panów – życia seksualnego na froncie, w obliczu niechybnej śmierci, kiedy wyzwalają się w człowieku najbardziej pierwotne instynkty, którym żadna kultura, regulamin, wychowanie, obyczajność itd. nie są w stanie postawić tamy.

 

Pojde na wojne 2

 

Tego tematu jednak spektakl zagrany przez Agatę Różycką, w ogóle nie porusza. Swoje uczucia i pieszczotliwe słowa bohaterka kieruje jedynie do malutkiego, ponoć uszkodzonego drona, który jak ptaszek w poezji romantycznej ma przynieść jakąś miłosną wiadomość, a tutaj odwrotnie, do tego latającego urządzenia ma się przypiąć bombę, która spadnie na wroga. I ten dron, jak normalny człowiek, broni się przed taką perspektywą.

 

Pojde na wojne 4

 

Uruchamiają się jego śmigła i reflektory, ale twórcy monodramu – Magda Szpecht, Szymon Adamczak oraz scenografka, kostiumolożka, oświetleniówka i wideo operatorka Karolina Pawelczyk – nie zdecydowali jednak, by dron poleciał nad widownię tego spektaklu. A byłoby to uczucie jeszcze bardziej dojmujące. Ale miało być o muzyce. Mamy zamiast scenografii na środku sceny keyboard oraz po bokach werbel, bęben i jeszcze ławeczkę z brzęczącymi szprychami i perkusyjnym talerzem. To stanowisko pracy dla muzyka, którym jest oczywiście Agata Różycka. Korzysta z całego oprzyrządowania z perfekcją i znawstwem. I jeszcze prezentuje coś absolutnie odkrywczego – pisze list do przyjaciółki – siostry pałeczką po werblu. 


Te stuki idą na mikrofony i słowa wypowiadane przez aktorkę mają dźwiękowy podkład militarny. Znakomity efekt przemawiający do wyobraźni. Później Agata Różycka gra na keyboardzie typową melodyjkę z telefonu komórkowego i po chwili rozmawia z ukraińską żołnierką. Zaś po jakimś czasie, po kolejnym telefonicznym wywołaniu, już muzycznie przetworzonym przez aktorkę, z głośnika odzywa się nagrana informacja – numer nie odpowiada, zadzwoń później.

 

Pojde na wojne 3

 

Innym kreatywnym rozwiązaniem scenicznym jest suknia aktorki z bardzo długim i ciężkim „Canneńskim” trenem, który aktorce dosyć przeszkadza, ale potem służy za oparcie, stołek, a nawet namiot – wojskową pałatkę chroniącą od deszczu w okopie. Są jeszcze różne akcesoria świetlne, ale najważniejsza jest ciągle ta perkusja i inne dźwięki wydobywające się z przenośnych odtwarzaczy.

 

Pojde na wojne 5

 

Agata Różycka gra dwie role na scenie na żywo, a dodatkowo jest inaczej ucharakteryzowaną i przebraną w jakiś wojskowy łach żołnierką na symulowanym froncie ukraińsko-rosyjskim. Trudno nawet rozpoznać, że to ta sama osoba. Widzimy dosyć nieciekawie skręcony, bardziej symboliczny niż rekonstrukcyjny filmik ilustrujący kobiece bytowanie w wojsku. Koszmar przez tę wideo prezentację staje się mniejszy, bardziej anegdotyczny i nawet, dla niektórych widzów, z elementami komizmu. Tutaj dodatkowo występuje typowo wojskowy pies „Szarik”. Brawa dla psa. Jest drugą „postacią”, poza dronem, do której mamy ciepłe uczucia.

                                                                          Joanna Tumiłowicz