Przegląd nowości

Orfeusz w piekle

Opublikowano: niedziela, 11, maj 2025 10:03

Ale to nie ten adres. Żadne kankany i galopy. Ani Offenbachy. A nawet zawsze Bachy. Co najwyżej Haendel z kolacji na cztery ręce z tamtym przywołany za sprawą Lascia ch'io pianga z jego Rinalda. Raczej jest to piekło Dantego, skoro taksówkarz Charon (Vincent Cassel) napomyka o konieczności wyzbycia się wszelkiej nadziei, jeśli się tam zabłądzi.

 

Ranieri Calzabigi

 

Na przekór temu, Amora z poświęconej tej parze opery Christopha Willibalda Glucka, od której zaczyna się muzyczna akcja, zastępuje właśnie Nadzieja z krukiem, która kilkakrotnie wspiera Orfeusza w jego niezłomnych wysiłkach, by odzyskać Eurydykę, z którą mieli wziąć ślub, gdy, jak przystało na aktualną wersję mitu, dosięgła ją kula. Protagonistów odtwarzają operowi śpiewacy: sycylijski tenor Valentino Buzza i Mariam Battistelli, włoski sopran etiopskiego pochodzenia. A Hades okazuje się na poły Mefistofelesem, który gra z Orfeuszem w szachy o życie Eurydyki niczym Śmierć z Blockiem w Siódmej pieczęci Ingmara Bergmana, śpiewając przy tym arię z gwizdami Arriga Boita własnym głosem, bo jego odtwórca Erwin Schrott jest urugwajskim basso cantante.


Czegóż tu nie ma. W piekle czyli w hotelu Hades brodzi się w wodzie niczym w Strefie u Andrieja Tarkowskiego, a połączenie telefoniczne przeznaczone wyłącznie dla Orfeusza przywodzi na myśl przypowieść o Odźwiernym z Franza Kafki. Ostatecznie wszystko to okazuje się metaforą uporczywej terapii podtrzymywania przy życiu, ponieważ przywiązani jesteśmy do materialnych pozorów egzystencji.

 

Arrigo Boito

 

Bliscy zdają się pozostawać z nami tak długo, dopóki istnieją ich ciała. A zatem doczesnym piekłem jawi się szpitalny OIOM. Innego już nie będzie... Wszystko to szalenie pretensjonalne i sztuczne niczym sceneria prawdopodobnie wygenerowana przez AI. Momentami może wydawać się, że to kolejna Barbie, tyle że z ambicjami przynależności do sztuki wysokiej? Być może takie były operowe melodramaty w przeszłości, kiedy niewinne dziewice ucieleśniały potężne primadonny w słusznym wieku, a amantów pokraczni tenorzy nie pierwszej młodości. Ale to już przebrzmiałe stereotypy, odkąd filmowcy uczynili z tego rodzaju artystycznego przestrzeń śmiałych poszukiwań nowych środków wyrazu.


W znacznej mierze mamy w tym przypadku do czynienia z antologią mechanicznie zestawionych numerów operowych poświęconych rozstaniom i śmierci: duet Violetty i Alfreda przed ich zerwaniem z Traviaty Giuseppe Verdiego, aria Cho-Cho-San oczekującej powrotu Pinkertona z Madama Butterfly, duet Rudolfa i Mimi poprzedzający jej śmierć z Cyganerii, pożegnalna aria Cavaradossiego z Toski Giacoma Pucciniego, wreszcie lament Dydony z opery Henryego Purcella.

 

Franz Kafka

 

Kiedyś z przyjaciółką zastanawialiśmy się nad wizją piekła filmologów? Dla operomanów do pewnego stopnia urzeczywistniła się ona w filmie Davide'a Livermore'a i Paola Gepa Cucca Opera! w oryginale z podtytułem arie na czas zaćmienia, bo w tym interwale czasowym Orfeusz udaje się do piekła. Albowiem już siedemnastowieczny francuski filozof Bernard le Bovier de Fontenelle utrzymywał, że jakości dostarczające przyjemności w nadmiarze stają się wymyślną torturą.

                                                                            Lesław Czapliński