Najnowsza premiera w krakowskim Teatrze KTO (7 maja 2025) stanowi pokłosie festiwalu „Ciało i czas“. Laureaci pierwszej nagrody mieli okazję zrealizować przedstawienie. Tak powstało widowisko Salon Bizarre (reż. Jakub Mędrzycki i Ilona Gumowska). Oparte jest ono przede wszystkim na oddziaływaniu ekspresją czystego ruchu w przestrzeni wyłożonej orientalnymi dywanami, które nie tylko występować będą w swojej podstawowej funkcji wyściełania posadzki, ale zostaną wykorzystywane dramaturgicznie na różne sposoby.
A w przestrzeni tej, zgodnie z drugą częścią tytułu, dziać się będą różne „dziwne“ zdarzenia. Na chwilę zarysowują się jakby znaki (dywan zwinięty w rulon i niesiony na ramieniu jednego z performerów kojarzyć się może z belką krzyża i via crucis, a kiedy indziej przemieni się w całun spowijający ciało, ale podniesiony do pionu staje się ozdobnym kobiercem, będącym świadkiem być może miłosnego wyznania?).

Wyłaniają się quasi-fabularne sytuacje i na powrót znikają, wchłaniane przez dominujący czynnik choreograficzny (Jakub Mędrzycki). Niekiedy płynnie przechodzą w siebie. Taniec w miłosne zapamiętanie niezależnie od płci, które z kolei zamienia się w na poły śmiertelne zmaganie, które zastyga w rodzaju świeckiej piety. Działania pozostają na tyle nieokreślone i pojemne, iż każdy widz może projektować na nie własne doświadczenia i przez ich pryzmat przypisywać im rozmaite znaczenia.
Stąd przeżycie akcji posiada zindywidualizowany charakter. Do pewnego stopnia rządzi się ona prawami rozwojowymi kompozycji muzycznej, której rytm wyznaczają powroty określonych motywów. A więc na początku w charakterze ekspozycji pojawia się przemierzanie przez jednego z performerów miejsca gry z dziecięcym wózkiem z umieszczonym w środku źródłem światła, przechodzące w niepokojące trzęsienie udzielające się trojgu postaciom, w czym istotną rolę odgrywają takie rekwizyty jak dawnego typu zielony aparat telefoniczny czy drżąca filiżanka, a co jeszcze powtarzać się będzie dwukrotnie z lekkimi modyfikacjami.

Pomiędzy nimi występują wspomniane „dziwne“ epizody na krócej lub dłużej zapadające w pamięć. Spośród wykonawców na szczególne słowa uznania zasłużył Szymon Walawender rozporządzający iście baletową techniką ruchową. Spektakl trwa godzinę.
Sądzę iż optymalnym czasem dla takich manifestacji byłoby pół godziny do trzech kwadransów, kiedy percepcja publiczności pozostaje wyostrzona, zdolna chłonąć samoistne obrazy bez wyraźnych treści programowych, jak to było w przypadku niegdysiejszych seansów Sceny Plastycznej KUL-u niedawno zmarłego Leszka Mądzika.
Lesław Czapliński