Przegląd nowości

„Wicked” czyli podły

Opublikowano: piątek, 02, maj 2025 21:07

Można się zastanawiać o kim jest ta bajka i kto jest najbardziej podły. Elfaba, Glinda, pani od uniwersytetu, a może ich męscy znajomi Fijero, Boq, Czarodziej? Wydaje się, że jednoznacznej odpowiedzi nie ma i wychodzi na to, że bajka chce nam przekazać, iż każdy, nawet najgorszy człowiek może mieć ochotę zrobić coś dobrego. Ważnym i zdecydowanie wychowawczym, pozytywnym przesłaniem Wickedu jest pochwała szacunku dla zwierząt, choć zaprezentowana w dosyć naiwnej formie. Reżyser polskiej wersji musicalu wystawionego w ROMIE Wojciech Kępczyński twierdził, że jest to rzecz o tolerancji.

 

Wicked 1

 

Tak, taka idea też się w spektaklu przewija, ale w ramach przeciwieństw, bo pokazywane są właśnie odruchy nietolerancji. Jest też trochę o zmienności ale i o trwałości uczuć. Generalnie Wicked jest świadectwem ogromnej pracy i dążenia do perfekcji w każdym calu. W zbiorowych tańcach, w ruchu na scenie, w poruszaniu się dekoracji, które precyzyjnie i bezszmerowo się przesuwają i dokładnie na wyznaczony czas ustawiają się w żądanym miejscu. Perfekcja świadczy o ogromnej pracy włożonej w realizację spektaklu.

 

Wicked 2

 

To naprawdę dobra robota. Wszyscy soliści śpiewają czysto, sztuczne nagłośnienie nastawione o „dwa oczka” wyżej niż nakazywałoby wrażliwe ucho, to już norma tego typu przedstawień. Z bardzo atrakcyjnej scenografii Mariusza Napierały wrażenie robi oryginalny pomysł na zmniejszanie i powiększanie światła sceny. Zamiast w celu oddzielenia poszczególnych etapów przedstawienia za pomocą odpadającej kurtyny zastosowano sposób zasłaniania widoku jak w obiektywie tradycyjnego aparatu fotograficznego, zmniejsza się jak w migawce dopływ światła, ona przysłania nam obraz aż do zupełnego wygaszenia. Doskonały pomysł, warty upowszechnienia. 


Co do wykonawców, maniera piosenkarska rozwijania frazy przez wysilony sztucznie głos, po jakimś czasie staje się męcząca, zwłaszcza, że melodie są niesamowicie do siebie podobne i mało wymyślne. Jedyną odmianę proponuje nam Glinda (niestety nie wiemy, czy to śpiewa Anna Federowicz, Patrycja Mizerska czy Agnieszka Przekupień, bo w Romie nie ma zwyczaju ogłaszania aktualnej obsady).

 

Wicked 3

 

Otóż owa Glinda, gdy staje się niejako wielką damą, w swej odezwie do zebranych mieszkańców zaczyna korzystać z technik bel-cantowego śpiewu operowego i gdy wchodzi na wysokie tony jej sposób wydobywania głosu się na krótko zmienia. Ale później znów przechodzi na emisję piosenkarską. Muzyka tego musicalu jest zdecydowanie banalna. Autor, Stephen Schwartz to jednak nie jest kuzyn Richarda Rodgersa. Pojawia się jeden lub dwa epizody, które wydają się ciekawsze.

 

 Wicked 4

 

Np. gdy w pierwszej części dorastające panienki trafiają na amerykański uniwersytet, to niewielki chórek proponuje nam coś jak czterogłosowy hymn, lub chorał, zapewne zaczerpnięty z oryginalnego repertuaru uczelnianego. Natomiast patrząc krytycznym okiem trzeba wyróżnić na plus pracę kostiumologa Martyny Kander, a także reżyserskie opracowanie dłuższych śpiewanych opowieści. Nie ma tutaj nieruchomego stania na scenie, ale każde wypowiadane, a zwłaszcza wyśpiewywane zdanie ma inną, sugestywną mimikę i gestykulację zrozumiałą dla każdego widza. Tym też m.in. można tłumaczyć zainteresowanie i zdecydowany aplauz zwłaszcza młodej, typowo szkolnej widowni, która reaguje żywo i z wielkim ukontentowaniem. Nie jest wykluczone, że dla wielu z tych chłopców i dziewcząt jest to pierwsze zetknięcie ze sztuką teatralną i dobrze, że trafiają na spektakl przygotowany tak profesjonalnie.

                                                                  JoannaTumiłowicz