Przegląd nowości

Życie wyszło z morza, a taniec?...

Opublikowano: środa, 30, kwiecień 2025 22:20

Na trzy dni przed Międzynarodowym Dniem Tańca, 26 kwietnia w Teatrze Wielkim w Łodzi odbyła się premiera Tryptyku morskiego - widowiska baletowego złożonego z trzech różnych układów choreograficznych. Cztery tańce morskie autorstwa izraelskiego artysty Emanuela Gata, mające za podkład muzyczny cykl Czterech interludiów morskich z opery Peter Grimes Benjamina Brittena, utrzymane są w estetyce dance moderne, a więc schodzącej między innymi z puent.

 

Morze 1

 

W pierwszym mamy jakby do czynienia z ekspozycją, w której tancerze pojedynczo lub w małych grupach przedstawiają się, wykonując rozmaite figury, między innymi piruety, a także na poły akrobatyczne. Często są to ewolucje dokonywane en terre czyli na posadzce. W pozostałych trzech występuje na pozór nieskoordynowany, nieco chaotyczny ruch zbiorowy, w którym jednak dopatrywać się można odniesień do wodnego żywiołu, choć jest to taniec zdecydowanie ornamentalny, a więc pozbawiony czynnika przedstawiającego. 


Niejednokrotnie ogólny ruch rozpada się na grupy tworzące rodzaj choreograficznych plam. Znaczące, że są boso, co zapoczątkowała Isadora Duncan, gorsząc tym miłośników klasycznego baletu o wiele bardziej niż muślinową przejrzystą tkaniną narzuconą na nagie ciało. Tancerze występują w białych strojach, wśród których dojrzeć można jednego z nagim torsem, a kilku z odsłoniętymi nogami, czy też balerinę w romantycznej paczce. W czwartym, finałowym ogniwie zostają oni skąpani w barwnym oświetleniu.

 

Morze 4

 

Drugą część, skomponowaną przez Jacka Przybyłowicza do muzyki Arvo Pärta, rozpoczyna i zamyka pas de deux dwóch balerin. Tancerze dwukrotnie też tworzą ze swych ciał figury geometryczne. To ogniwo widowiska posiada bowiem budowę łukową, wychodząc od i powracając do solowego utworu fortepianowego Dla Aliny.

 Morze 5

 

W ruch sceniczny tym razem wplatane są figury klasycznego tańca: entrechats (uderzanie łydek o siebie), tour en l'air a więc podskoki z obrotami w powietrzu, arabesque czyli stanie na jednej nodze z drugą wyciągniętą do tyłu, podnoszenie partnerek, poruszanie się na puentach. Muzyczną ilustrację uzupełniają wydawane odgłosy westchnień czy okrzyki, a pomiędzy tańczących i dźwięki ukształtowane w stylistyce tintinnabuli wkracza tajemnicza postać w hełmie kosmonauty. Trzecie ogniwo tryptyku, opracowane pod względem choreografii przez angielskiego artystę Douglasa Lee, za muzyczny punkt wyjścia posiada Morze Claude'a Debussy'ego. 


Rozpoczyna się projekcją kompozycji, w której tonacji kolorystycznej i metamorfozach dopatrzyć się można dalekich analogii z igraniem fal. Ponadto marynistycznych skojarzeń doszukać się można w kostiumach tancerzy utrzymanych w ciemnobłękitnej tonacji. Tym razem na pierwszy plan wysuwa się ekspresja na przemian ruchu zespołowego i indywidualnego.

 

Morze 3

 

Dzięki opuszczanej kotarze dwukrotnie dane było obserwować tancerzy zredukowanych do swych popiersi. W omawianym przedstawieniu można mówić o rzadkiej w przypadku baletu zespołowości, a więc braku podziału na solistów, koryfejów i corps de ballet, albowiem występuje pomiędzy nimi nieustanna przemienność ról, raz wysuwanie się na pierwszy plan i na powrót wtapianie w tło.

 

Morze 2

 

Poza wspomnianym utworem Dla Aliny w wykonaniu Julii Kociuban, w pozostałych bierze udział orkiestra Teatru Wielkiego w Łodzi, w Morzu rozbudowana do rozmiarów symfonicznych i ledwo mieszcząca się w kanale, o której dyscyplinę gry zadbała kanadyjska kapelmistrzyni Maria Fuller. Premierę poprzedziła uroczystość wręczenia medali Gloria Artis dyrygentom: Tadeuszowi Kozłowskiemu, byłemu dyrektorowi Teatru i Rafałowi Janiakowi, obecnemu szefowi artystycznemu, a także barytonowi Andrzejowi Kostrzewskiemu, soliście łódzkiej sceny operowej, oraz Honorową Odznakę "Zasłużony dla Kultury Polskiej" Iwonie Marchewce, kierowniczce działu literackiego i edukacji, która zarazem zaprojektowała plakat i okładkę programu do wystawionego właśnie widowiska. Nie od dziś wiadomo, że Łódź baletem stoi, co potwierdziła ostatnia premiera w tamtejszym Teatrze Wielkim.

                                                                         Lesław Czapliński