Dlaczego autorka największych sukcesów Opery Wrocławskiej dała książce mówiącej o jej poczynaniach artystycznych i organizatorskich tytuł stawiający dorobek tego okresu 1995-2016 w pewnym nawiasie? Splątane losy? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie bez lektury tej liczącej ponad 650 stron księgi wypełnionej dokumentacją wspaniałych dokonań i ilustracjami Marka Grotowskiego.

Wiadomo, że realizacje ogromnych widowisk operowych w Hali Stulecia i na otwartym powietrzu były okupione kolosalnym wysiłkiem zarówno finansowym jak też technicznym i fizycznym, ale przecież działalność tej dolnośląskiej placówki kultury nie sprowadzała się jedynie do realizacji megaspektakli, bo w końcu zabytkowy gmach z 1841 roku przebudowany, zrekonstruowany i zmodernizowany w sposób bardzo rozsądny, pracował nieprzerwanie, z wyjątkiem czasu remontu, w trybie „normalnym" realizując na „zwykłej scenie" bogaty i ambitny repertuar, zarówno klasyczny, jak i współczesny, nawet eksperymentalny, dając szansę młodym twórcom i nie obawiając się ryzyka. Opera Wrocławska skupiała na sobie uwagę całej operowej Polski, a z pewnością nie była też obojętna dla publiczności zagranicznej. Fama i magia Wrocławia promieniowała szeroko na Zachód także dzięki ponad dwudziestoletniej obecności Ewy Michnik na stanowisku dyrektora. Obszerne wydanie albumowe zawiera prócz przypomnienia muzycznych tradycji Wrocławia także zmagania autorki z materią dyrygowania i kierowania teatrem operowym, gdzie pojawia się nawet pytanie, czy to zadanie może udźwignąć kobieta. Odpowiedź nasuwa się po przeczytaniu całości. Tak, może. Co więcej wydaje się, że akurat ta kobieta poradziła sobie z żywiołem, jakim jest teatr operowy w wielkim mieście, o wiele lepiej niż niejeden mężczyzna i to nie tylko we Wrocławiu. W każdym razie spoglądając na losy i to wcale nie „splątane”, innych dyrektorów w innych miastach i innych operach, gwiazda Ewy Michnik bije najjaśniejszym blaskiem.
Z pewnością do rozmachu dyrektorowania we Wrocławiu autorka tych osiągnięć nie doszła natychmiast. Sama zresztą o tym pisze: „W książce przedstawiłam również te fakty z mojego życia oraz wcześniejszej działalności zawodowej i artystycznej, które niewątpliwie miały znaczenie nie tylko w zdobywaniu wiedzy”. Ale ta wiedza i doświadczenie okazały się bardzo przydatne i przyniosły znakomite efekty.

Jeśli miarą osiągnięć teatru operowego jest wystawienie w całości Pierścienia Nibelunga Ryszarda Wagnera, to Ewie Michnik to się udało i rozmach czterech kolejnych inscenizacji był zaiste imponujący. Jeśli natomiast przyłożymy miarę realizacji prapremier światowych nowych dzieł scenicznych i jeszcze prawykonań polskich, to również ta lista będzie długa i świadcząca o nie lada ambicjach artystycznych. Tu przecież pojawiały się na scenie dzieła twórców rodzimych, jak Krzysztofa Pendereckiego, Joanny Bruzdowicz, Eugeniusza Knapika, Hanny Kulenty, Zygmunta Krauzego, Rafała Augustyna, Marcina Błażewicza, Juliusza Łuciuka, że wymienimy tylko tych, którzy osiągnęli znaczną popularność.
Ewa Michnik tytułuje w książce kolejne etapy swojego królowania we Wrocławiu z humorem i szczerością, bo jest tu i Fabryka „koszmarnych” snów i Cud nad Odrą, ale także Złudne nadzieje i fatalne decyzje. A ponadto ponad 100 stron zajmuje w książce Aneks zawierający spisy prapremier, premier, wykonawców, personelu, wydawnictw i nagrań, podróży artystycznych, plakatów, sponsorów, wreszcie spis nazwisk.

Nawet moje nazwisko, jako początkującej recenzentki, się tu znalazło. Mam jeszcze do p. dyrektor Ewy Michnik szczególną wdzięczność, bo niewiele się zastanawiając zgodziła się przyjąć do foyer Opery Wrocławskiej moje grafiki, które nawiązywały do szykującej się premiery widowiska Bal maskowy. Ta opera Giuseppe Verdiego została później wystawiona w formie megaprzedstawienia na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu, a po tym wydarzeniu mój cykl grafik jeszcze się powiększył i miał wiele innych prezentacji w kraju i za granicą. To również jest dodatkowa zasługa Pani Dyrektor.
Joanna Tumiłowicz