W 1919 roku po przedstawieniu Afrykanki Giacoma Meyerbeera pożar obrócił w zgliszcza widownię Opery w Marsylii, która pięć lat później została w dość szybkim tempie odbudowana. Uroczysta inauguracja wyremontowanego teatru miała miejsce w grudniu 1924 roku, a uświetniło ją wystawienie czteroaktowej opery Sigurd autorstwa miejscowego kompozytora Ernesta Reyera.

Dyrekcja placówki w Marsylii postanowiła teraz nawiązać do setnej rocznicy tego wydarzenia, umieszczając na afiszu przywołane - praktycznie dzisiaj nieznane - dzieło. Wprawdzie w czasach nam współczesnych dyrygent Frédéric Chaslin poprowadził jego wykonanie koncertowe w Genewie (2013) i Nancy (2019), a w 2015 roku zaistniało ono nareszcie w formie scenicznej w Theater Erfurt (pod dyrekcją Joany Mallwitz i w reżyserii Guya Montavona). Zostało także zaprezentowane właśnie w Marsylli (w koprodukcji z Operą w Montpellier), ale miało to miejsce aż trzydzieści lat temu.
Niestety owe inicjatywy nie zaowocowały wprowadzeniem Sigurda do repertuaru operowego, co zresztą dotyczy także drugiego dzieła tego kompozytora: Salammbô (1890). Przypomnijmy, że Ernest Reyer urodził się w 1823 roku w Marsylii jako Louis-Etienne-Ernest Rey, a sylabę -er dopisał do swego nazwiska w hołdzie Wagnerowi, którego był jednym z najżarliwszych wyznawców we Francji. Studiował grę na fortepianie w Paryżu pod opieką ciotki, wybitnej pianistki i kompozytorki Louise Farrenc.

Zadebiutował operą do tekstu Théophile’a Gautiera, zatytułowaną Le Sélam, po której przyszły dalsze dzieła sceniczne. Przyjaźnił się między innymi z Berliozem, ale z trudem wprowadzał swe dzieła na sceny francuskie. Ostatecznie poświęcił się pracy dziennikarskiej i objął stanowisko bibliotekarza w Operze Paryskiej. W pracy nad Sigurdem kompozytor wykorzystał podobny zbiór mitów i legend, co Wagner w swoim Pierścieniu Nibelunga.
To głównie z tego powodu często oskarża się go o naśladowanie mistrza z Bayreuth, co - zważywszy na pierwszeństwo prapremiery Sigurda (1884, Théâtre de la Monnaie w Brukseli) przed wagnerowskim arcydziełem - jest dużym nieporozumieniem. Autorami libretta opery Reyera są Camille du Locle i Alfred Blau. Skonstruowali oni historię herosa Sigurda - zakochanego w Hildzie po wypiciu otrzymanego z jej ręki napoju miłosnego - który ma obudzić uwięzioną przez boga Odyna Brunehildę i sprowadzić ją na dwór szykującego się do jej poślubienia króla Gunthera, brata Hildy. Lojalny wobec swojej przyjaźni z Guntherem Sigurd przekonuje Brunehildę, iż to właśnie król jest jej wybawcą.
Wydarta z zaklęć Odyna piękna Walkiria zakochuje się jednak w prawdziwym zbawcy, ujawnionym w dodatku przez zadrosną Hildę, a i on wyznaje Brunehildzie miłość. Aby ją zdobyć, postanawia się zmierzyć z Guntherem w rycerskim pojedynku. Ostatecznie ten ostatni zadaje Sigurdowi śmiertelny cios w plecy i w finale Brunehilda wstępuje razem z ukochanym bohaterem na żałobny stos.

Libreciści przywołują też trzy Norny, podstępnego Elfa, czarownicę Utę, wprowadzając również takie magiczne elementy, jak wywołujący miłosny dreszcz grzmot czy czarodziejskie zioło. Opowiedzenie tej emanującej tajemnicą historii współczesnemu widzowi nie należy do łatwych zadań, wszak reżyser Charles Roubaud potrafi nadać swojej inscenizacji atrakcyjny i nie stroniący od symboliki ponadczasowy wymiar, unikając zarazem popadającej w sztampowość i wizualne efekciarstwo dosłowności.

Cały obraz osadzony jest w stylizowanej i dość ascetycznej scenografii (Emmanuelle Favre) ograniczającej się do ruchomych bloków i elementów, które po zręcznych manipulacjach kreują sugestywne i często poetyckie przestrzenie, dobrze służące prowadzeniu scenicznej narracji. W budowaniu plastycznej wizji niezwykle istotną rolą odgrywa subtelnie sterowana przez Jacques’a Rouveyrollisa reżyseria świateł, operująca na różnych planach i umiejętnie wydobywająca istotne w danym momencie kadry. Z kolei zaprojektowane z dużą dozą wyobraźni przez Katię Duflot i utrzymane w historycznej estetyce, wszak nie przywołujące konkretnej epoki, kostiumy celnie charakteryzują poszczególne postaci.
Nie sposób jeszcze wreszcie nie wspomnieć o trudnej do przecenienia funkcji, jaką w omawianej realizacji odgrywają projekcje wideo Juliena Souliera, roztaczające przed widzami widoki zielonych lasów, groźnych gór, snujących się mgieł, zagadkowych sylwetek czy - podczas gdy rozbrzmiewa sygnał rogu - ognistego pierścienia wydobywającego się z morskich otchłani.
Charles’owi Roubaud zawdzięczamy też precyzjnie ustawioną i wyprowadzaną z muzyki grę aktorską solistów, ale także tworzących efektowne sceny zbiorowe chórzystów. Dyrektor Opery w Marsylii Maurice Xiberras zapewnił temu z zaciekawieniem oczekiwanemu wydarzeniu artystycznemu prezentującą wysoki poziom obsadę wokalną, złożoną z artystów zdolnych do nadania ucieleśnianym przez nich postaciom niemalże mityczny aspekt.
Znajdujący się u szczytu swojej błyskotliwej kariery tenor Florian Laconi hipnotyzuje w roli tytułowej dźwięcznym, wyrównanym we wszystkich rejestrach i pokonującym bez problemu wszelkie trudności wymagającej partii głosem, nadającym postaci Sigurda często dramatyczny wyraz. Onieśmielający przytłaczającym autorytetem wizerunek króla Gunthera z pełnym zaangażowaniem kształtuje dysponujący mięsistym barytonem Alexandre Duhamel. Jego wasalem, czyli mrocznym Hagenem, jest przykuwający uwagę gęsto nasyconym basem Nicolas Cavallier. Indywidualny rys Brunehildzie nadaje bardzo przez publiczność wielu europejskich teatrów ceniona Catherine Hunold, zniewalająca mocnym, głęboko ekspresyjnym i swobodnie sięgającym po dźwięki w górze skali sopranem.
Z kolei liryczny, wyrazisty i dynamiczny sopran Charlotte Bonnet doskonale pasuje do roli zazdrosnej Hildy, a nieco metaliczny mezzosopran Marion Lebègue dobrze służy obdarzeniu odpowiednim charakterem postaci Uty. Ponadto ucieleśniający Barda Gilen Goicoechea urzekająco intonuje pieśń o Brunehildzie, a trzymającym tę bohaterkę w uwięzieniu kapłanem Odynem jest inteligentnie posługujący się ciekawie brzmiącym barytonem Marc Barrard, któremu towarzyszą Marc Larcher (Irnfrit), Kaëlig Boché (Hawart), Jean-Marie Delpas (Rudiger) i Jean-Vincent Blot (Ramunc).
Wokalną i sceniczną wszechstronnością popisuje się zaś miejscowy chór, tradycyjnie już perfekcyjnie przygotowany przez Florenta Mayeta. Na wstępie niniejszego tekstu była mowa o fascynacji Reyera twórczością Wagnera, wszakże autor Sigurda wzorował się w nowej kompozycji przede wszystkim na francuskiej grand opéra, a manifestujących się w tym dziele wpływów należy raczej szukać ze strony takich twórców, jak Meyerbeer, Berlioz czy nawet Gluck i Weber.

Kanadyjski dyrygent Jean-Marie Zeitouni odsłania całe kolorystyczne bogactwo i ekspresję tej niesłusznie pomijanej partytury, wydobywając z niej romantyczne porywy i poruszający liryzm, kontrasty interwencji dialogujących instrumentów, a niekiedy także wciągający dramatyzm. Czas pokaże czy owa ze wszech miar godna uwagi realizacja przyczyni się do szerszej popularyzacji zasługującego na drugą szansę dzieła.
Leszek Bernat