Chodzi nie o Symfonię, ale o Koncert fortepianowy nr 5, zwany także Cesarskim, który był ozdobą koncertu Filharmonii Krakowskiej. Znakomity przykład dojrzałego klasycyzmu i przemyślanego dialogu orkiestry z solistą. Świetna instrumentacja wykorzystująca rozmaite sposoby gry smyczków, wzajemne „podpowiadanie sobie" motywów i pianista Yoav Levanon, wespół z dyrygentem Lawrence Fosterem wykonali to wszystko w stylu klasycznym, po bożemu, bez udziwnień.

O samym pianiście nie można powiedzieć, że nie jest muzykalny, bo był to prawdziwy styl beethovenowski. Później przypieczętował tę dobrą opinię w dwóch bisach, raczej wirtuozowskich, może zbyt mocno uderzając w klawisze, gdyż grał po „Lisztowsku”, mimo, że nie pamiętam dokładnie tych legendarnych wykonań „Mistrza Klawiatury”. Po parafrazie Campanelli pokazał publiczności coś z Chopina – Etiudę op. 25 nr 12. Jeden z etatowych krytyków policzył sekundy, wyszło mu 2’06, co zdaje się jest rekordem.
Czy warto bić rekordy w szybkości grania Chopina? A po co są Etiudy? By młodzież się doskonaliła. A Yoav ma akurat 21 lat. Na widowni mówiono – ładny chłopiec. W Polsce mógłby już wziąć ślub bez zgody rodziców, dlaczego więc mają do niego pretensje, że tak szybko grał? Po przerwie, już nie było Piątki Beethovena, tylko dwa Poematy symfoniczne Franza Liszta. Część publiczności wyszła, bo w końcu Liszt to już nie ten format, choć właśnie on wymyślił formę Poematu symfonicznego.
Pomysł Lawrence Fostera był w sklejeniu Orfeusza z Preludiami. Dobra muzyka średniego wyrafinowania podporządkowała się woli dyrygenta. Orkiestra dęta starała się dostarczyć brzmienia i patosu. Była w tym lepsza od NFM z Wrocławia, ale słabsza od Beethoven Orchester z Bonn. Dały o sobie znać lekko kiksujące waltornie, ale to w końcu specjalność orkiestr znad Wisły i Odry.

Może ustniki mamy gorsze? A co do Liszta, warto poczytać biografię Marii Kalergis pióra Stanisława Szenica, jak wpadła kiedyś w oko Lisztowi. Dziś pisze się o niej w encyklopedii – polska pianistka, choć była córką Niemca. Ale to ona założyła Warszawskie Towarzystwo Muzyczne, a także przyczyniła się do wystawienia Halki Moniuszki w Warszawie mimo sprzeciwu Rosjanina, który w końcu został jej mężem. Wspierała też kompozytora duchowo i finansowo. Korzystała z licznych kontaktów towarzyskich, w tym z poparcia Liszta. Warto więc czasem wspomnieć tego wybitnego Węgra, który choć się nie nauczył rodzimej mowy starał sie być przyjaznym dla wszystkich.
Joanna Tumiłowicz