Przegląd nowości

Od niemieckiej chińszczyzny do polskiego mazura

Opublikowano: środa, 16, kwiecień 2025 18:49

Jeśli idzie o muzykę Beethovena, to zespół Beethoven Orchester z Bonn zagrał wyśmienicie, z nerwem i ze zrozumieniem swego patrona. Pomógł w tym walnie niemiecki dyrygent Dirk Kaftan potrafiący zróżnicować tempa i dynamikę, dający się porwać muzyce, gdy nadchodziły kolejne kulminacje w Uwerturze Leonora III oraz w Egmoncie.

 

Beethovenorcheste 1

 

Cały był w tej muzyce zanurzony, w jej szaleństwach i w spokojnych fragmentach. Tym się różnił od Christopha Eschenbacha, który na inauguracji Festiwalu Beethovena z NFM Filharmonii Wrocławskiej nie umiał wydobyć ani precyzji, ani żaru, ani słodyczy, gdy się taka pojawiała. Po prostu orkiestra z Bonn, grała mistrza z Bonn na najwyższym poziomie. Zespół ten przygotował też coś polskiego, bo jak inaczej nazwać VI Symfonię Chinesische Lieder Krzysztofa Pendereckiego.


Wydaje się, że kompozytorowi w tym utworze chodziło o spojrzenie na trochę inny świat, w którym kultura chińska staje się dla nas zrozumiała gdy się jej nada europejski charakter. I tak np. szereg pieśni do słów poetów starochińskich w tłumaczeniu na język niemiecki Hansa Bethgego zabrzmiało całkiem przystępnie, nie trzeba było ich specjalnie opakowywać w skalę pentatoniczą ani egzotyczne brzmienia instrumentów. To się pojawiło tylko na początku, a potem szybko zniknęło.

 

Beethovenorcheste 2

 

Coś jednak spowodowało, że takie postromantyczne opracowanie tekstów m.in. o tajemniczym flecie, o dzikich łabędziach, o smutku i rozpaczy, o podróży po rzece itd, wydało się twórcy tej Symfonii niewystarczające, więc niektóre pieśni śpiewane zupełnie tradycyjnie, po europejsku przez barytona Thomasa Bauera, poprzedzielał solówkami na autentycznym erhu, zwanym chińskimi skrzypcami, bo to instrument smyczkowy posiadający tylko dwie struny, a jego dwięk przypomina  trochę barwą chiński śpiew.

 

Beethovenorcheste 2

 

Przerywniki grane na erhu przez Joannę Kravchenko, która jest altowiolistką, nie wiązały się raczej z melodiami pieśni. Wyglądały na dołączone do utworu zupełnie przypadkowo, ale dodawały całości orientalnego klimatu. W drugiej części mieliśmy znów muzykę Beethovena, tym razem teatralną napisaną do dramatu Egmont ze słowami Goethego.


Był tutaj ładnie odgrywający poszczególne sceny narrator Franz Tscherne oraz sopranistka Christina Landsharmer. Po tym utworze, gdzie muzyka miała charakter ilustracyjny, najwyraźniej dyrygentowi zabrakło jakiegoś prawdziwie polskiego akcentu na zakończenie, podobnie jak wcześniej zabrakło chińskiego kolorytu Pendereckiemu. Orkiestra więc z beethovenowską werwą zagrała Mazura z opery Halka Stanisława Moniuszki, co wywołało huczne owacje, bo wykonanie było również bardzo dobre.

 

Beethovenorcheste 4

 

Narrator deklamujący tekst Goethego i sopranistka śpiewająca pieśni zakochanej w bohaterskim Egmoncie nadal spoczywali na swoich miejscach i przysłuchiwali się tej arcy polskiej muzyce. Choć nie brali udziału w jej wykonaniu to jednak dawali świadectwo przekonaniu, że nasz Moniuszko też jest OK.

                                                                       Joanna Tumiłowicz