Blondas, Dzięcioł i Schabik to koledzy z jednej klasy. Kalendarzowo mają po 15 albo 14 lat. Dzierżą władzę wśród 25 kolegów i koleżanek. Szczególnie jedną z nich, Kaję, upatrzyli sobie na ofiarę sztubackich zaczepek. Gdy rozpoczyna się spektakl cała trójka czeka na poważną rozmowę z wychowawczynią i zastanawia się jak opisać to, co stało się na jednej z ostatnich lekcji.

Mówiąc językiem formalno-prawnym napastowali seksualnie koleżankę, rozebrali ją i szydzili z jej wyglądu. Wszyscy się głośno śmiali. Chłopcy dochodzą do wspólnego wniosku, że był to żart. W drugiej części spektaklu mamy dramatyczną rozmowę w formie zebrania w pokoju nauczycielskim, a właściwie sądu, w którym dyrektorka szkoły przesłuchuje wychowawczynię i obie starają się zrzucić odpowiedzialność z siebie, choć jeszcze nie wiedzą jaki jest finał owej klasowej historii. Dla nich Kaja po prostu nie pojawiła się w szkole, zniknęła. Tymczasem napastowana, a właściwie gwałcona dziewczyna popełniła samobójstwo.
Widzowie mają tego świadomość, nauczycielki jeszcze nie, więc ta pełna napięć rozmowa ma wymiar tragedii greckiej. Chciałoby się krzyczeć, aby unaocznić prawdę, tym bardziej, że każdy przecież chodził do szkoły i ma w pamięci pewnie jakiś sztubacki „żart”, którego cień wisi ciągle w pamięci.

Spektakl ambitnego Teatru Układ Formalny z Wrocławia nie jest tylko zwykłym przedstawieniem dla kulturalnej publiczności. To performans terapeutyczno-wychowawczy, który jest pokazywany w szkołach, wśród rówieśników tej nieodpowiedzialnej „zabawy”. Reakcje niepełnoletnich, dojrzewających dopiero młodych ludzi są zasadniczym probierzem znaczenia całego przedsięwzięcia artystycznego. Utwór o trudnym do zapamiętania tytule: #[+#@!? (SŁOWO NA G) w reżyserii Grzegorza Grecasa, powstał ponad dekadę temu według scenariusza Magdaleny Drab, jako rezultat konkursu na spektakl do prezentacji w szkołach. Aktorzy wcielający się w role uczniaków zebrali ogromne doświadczenie bezpośredniego kontaktu z młodzieżą i znają pełną skalę reakcji, od śmiechu po głęboki szok albo próby wyparcia tematu.
Patrząc na wzbierającą falę rozmaitych form przemocy, z którymi starają się uporać szkoły, wydaje się, że spektakl skłaniający do dyskusji, a przynajmniej zastanowienia nad tym zjawiskiem, jest dziś jeszcze bardziej potrzebny niż kiedyś.

Nadano mu więc nową oprawę scenograficzną, odmłodzono też obsadę aktorską zatrudniając po castingu studentów aktorstwa z wrocławskiej Akademii Sztuk Teatralnych, którzy najbardziej wizualnie i wyobrażeniowo odpowiadają stereotypowi uczniów ostatnich klas podstawówki. Dyrektorkę szkoły gra Wiktoria Czubaszek, wychowawczynię wciąż ta sama Paulina Mikuśkiewicz. Schabikiem został Grzegorz Kumorkiewicz, Dzięciołem Bartosz Śledź, a Blondasem Maksymilian Zejdler. To oni stwarzają złudzenie, że rzecz dzieje się naprawdę, że tak właśnie rozmawiają ze sobą uczniowie, na których padł cień poważnego przewinienia.
Młodzi aktorzy, którzy stwarzają sylwetki różnych intelektualnie i mentalnie młodych ludzi , którzy starają się wyprzeć ze swej świadomości owo zdarzenie, przerzucają się wzajemnie odpowiedzialnością za pomysł owej „zabawy”, która w ich przekonaniu była tylko śmiesznym żartem.

Doświadczenia ekipy objeżdżającej szkoły ze spektaklem oraz towarzyszącymi mu warsztatami z udziałem psychologa wskazują, że tego typu akcja jest ogromnie potrzebna i przynosi pozytywne skutki. Setki pytań młodzieży wskazują na ogromne luki w ogólnie rozumianym przygotowaniu do życia. Nawet jeśli rozmowy wydają się absurdalne, np. zdarzało się pytanie o różnicę między stosunkiem a gwałtem, to tym bardziej należy je prowadzić, traktując wręcz jako obowiązek dojrzałego społeczeństwa wobec młodego pokolenia. I na koniec warto jeszcze rozszyfrować zawarte w tytule pytanie o „słowo na G”. Chodzi o gwałt.
Joanna Tumiłowicz