Monodram, a właściwie instalacja multimedialna Lekcja dziennikarstwa bez oszustwa dotyczy stanu cywilizacji konsumpcyjnej i wytworzonego przez nią typu społeczeństwa. Wskutek produkcji przekraczającej możliwości jej wchłonięcia powstała synergia pomiędzy ludźmi i szczurami tworzącymi równie wysoce zorganizowaną wspólnotę. To dzięki temu trwa w świecie chwiejna równowaga, a przybywająca ilość odpadów ulega utylizacji. Z drugiej strony temu konsumpcyjnemu modelowi istnienia służy utrwalajacy go świat komercjalnych mediów, którym rządzi zasada atrakcyjności przekazu, a nie jego istota.

A zatem liczy się wyłącznie sensacja i to podana wyłącznie w spektakularnej formie, mimo że groźba autentycznej katastrofy niosącej kres cywilizacji nie jest tylko wytworem spekulacji, lecz faktycznie zawisła nad światem. Spektakl toczy się naprzemiennie na dwóch planach: świata oglądanego z punktu widzenia szczura oraz Erica Nowickiego, przedstawiciela prawdopodobnie amerykańskich programów informacyjnych, w drugim przypadku tropiąc zarazem formy stosowanej manipulacji.

Nie w pełni jednak udało mi się uchwycić związek między obydwoma wątkami. Inspiracji dostarczyła sztuka Człowiek, z którego wydobyto zło rumuńsko-francuskiego pisarza Mateia Vişnieca, któremu niewątpliwie znane jest studium Guy Deborda Społeczeństwo spektaklu, będące metaforą zamkniętego systemu, z którego nie sposób się wydostać, skoro nawet bunt przeciwko niemu zostaje zamieniony w popularne widowisko i włączony do systemu.
Przykładem może być chociażby kariera w kulturze masowej postaci Che Guevary zredukowanego do czysto zdobniczego motywu na podkoszulkach. Swą nowoczesną formę Lekcja dziennikarstwa bez oszustwa zawdzięcza niewątpliwie mołdawsko-rumuńskiemu reżyserowi Radu Ghilaşowi, który nadał jej wspomniany multimedialny charakter, wcześniej wystawiając ją w teatrze w Jassach.

Na ustawionym po środku ekranie pojawiają się projekcje z tą najbardziej przejmującą na początku, a mianowicie przedstawiającą zrujnowane miasto, w którym wszystko ulega rozpadowi. Także napisy rozsypują się na pojedyncze, rozwiewane litery. W dalszej kolejności oglądamy na nim plansze telewizyjnych stacji, formatowane i pozycjonowane twarze ich prezenterów, animacje w przenośny sposób odnoszące się do przywoływanych zjawisk. A po środku tej scenicznej instalacji znalazł się Jurij Fedczuk.

Artysta w wirtuozowski sposób posługujący się środkami aktorstwa instrumentalnego czyli performatywnego, nie tworząc ciągłości roli ani integralnych wizerunków postaci, lecz dostosowując się każdorazowo do występujących sytuacji i okoliczności. A wszystko to toczy się w rytm spadających worków ze śmieciami, których wciąż przybywa, czyżby odmierzając czas do nieuchronnie zbliżającej się zagłady? Przedstawieniem Drohobyckiego Teatru im. Jurija Drohobycza zainaugurowany został wczoraj XII Festiwal Teatru Ukraińskiego, odbywający się w Krakowie pod hasłem Wschód-Zachód od 2014 roku.
Lesław Czapliński