Beethovena przyciągała muzyka sceniczna, szczególnie gdy dotyczyła wolnościowej tematyki, ale artystyczna bezkompromisowość sprawiała, iż trudno mu było dostosować się do oczekiwań i koncesji na rzecz antreprenerów i publiczności. Stąd jedyna, wielokrotnie przerabiana opera Leonora, która ostateczny kształt przybrała pod tytułem Fidelia.
Nie wyczerpuje ona jednak związków kompozytora z teatrami. Obejmują one muzykę do dwóch dramatów Augusta von Kotzebue: Króla Stefana oraz Ruin Aten, w tych ostatnich z własnym marszem tureckim. Być może o niepowodzeniach w tej dziedzinie przesądziły niskie walory literackie libretta oraz utworów scenicznych, do których komponował swą muzykę.

Wyjątkiem jest Egmont, tragedia Johanna Wolfganga von Goethego. Walka o niepodległość Niderlandów stała się dla niemieckiego Oświecenia symbolem wszelkich wolnościościowych aspiracji, że wspomnę ten wątek w Szylerowskim Don Carlosie. W przypadku Beethovena, co prawda Niemca, ale osiadłego w Wiedniu, pikanterii dodaje fakt, że te dążenia wymierzone były ze strony protestantów przeciwko katolickim Habsburgom hiszpańskim, których austriacka gałąź zasiadała na naddunajskim tronie. I właśnie ta muzyka opatrzona 84 numerem opusowym zabrzmiała w Krakowie na koncercie Orkiestry Beethovenowskiej z Bonn, rodzinnego miasta kompozytora, w ramach XXIX Festiwalu Wielkanocnego jego imienia. W Uwerturze f-moll zwracała moją uwagę dynamiczna elastyczność kwintetu smyczkowego.
Lśniące złotem waltornie poprawnie intonowały, choć ich brzmienie wydawało się nieco głuche. Spośród pozostałych ustępów instrumentalnych z satysfakcją słuchało się solowego oboju Gunde Hamrathsa w Antrakcie nr 6 oznaczonym jako Allegro poprzedzające Marsz.

W cieszeniu się tymi detalami przeszkadzało mi zbyt narzucające się nagłośnienie zarówno orkiestry, wyostrzające jej dźwięk, jak i recytatora Franza Tschernego, austriackiego aktora, które w przypadku języka niemieckiego potęgowało zawartą w nim dźwiękową agresywność. Poza tym, skoro jest to polski festiwal, to może należało ustępy mówione przełożyć i zaprosić do ich interpretacji polskiego aktora, zwłaszcza że nie wyświetlano ich tłumaczenia?

Dwie pieśni Klaruni, utrzymane w wysokiej tessyturze, świadczą o trudnościach stawianych wykonawczyniom, zwłaszcza jeśli zważy się, że w teatrze były nimi aktorki, a nie śpiewaczki jak to było w przypadku Christiny Landshamer w Krakowie. W pierwszej z nich Die Trommel gerühret zwracały uwagę szorstko dysonujące akordy skrzypiec. Na bis niemiecki zespół wykonał Mazura z Halki Stanisława Moniuszki. Nie było to jego pierwsze zetknięcie z muzyką polskiego twórcy, ponieważ przed laty tamtejsza opera wystawiła jego Straszny dwór, a niemieckim obyczajem gra w niej ta właśnie orkiestra, kierowana wtedy przez Jana Krenza pełniącego funkcję generalnego dyrektora muzycznego nadreńskiej wówczas stolicy, która należy obecnie do dyrygującego koncertem Dirka Kaftana.
Lesław Czapliński