Przegląd nowości

Śmierć i dyrygent

Opublikowano: poniedziałek, 31, marzec 2025 22:07

Już sam polski tytuł Symfonia o umieraniu może przyciągnąć zainteresowanie melomanów, choć tytuł oryginału jest krótszy: angielski – Dying, niemiecki – Sterben. Wątków muzycznych jest tutaj sporo, bo jest to dramat rodzinny (w oficjalnych opisach – komedio-dramat), w którym główny bohater Tom Lunies jest dyrygentem, a jego przyjaciel, Bernard, kompozytorem czekającym na prawykonanie swej Symfonii o umieraniu.

 

Symfonia o umieraniu 1

 

Problemy muzyczne są jednak tylko jednymi z wątków tego, wielkiego jeśli chodzi o rozmiary, prawie 3-godzinnego fresku rodzinnego. Ma on aż pięć oddzielnych historii, które się wzajemnie uzupełniają rysując obraz skomplikowanych stosunków rodziny Lunies. Ów dramat starych schorowanych rodziców i niespecjalnie ich kochających dzieci  wzmacniany jest przez pracę dyrygencką głównego bohatera, który z młodzieżową i międzynarodową orkiestrą przygotowuje prawykonanie specjalnie zamówionej kompozycji autorstwa człowieka o psychopatycznych skłonnościach.


Czy owa Symfonia, a w rezultacie raczej  Rapsodia na wiolonczelę z orkiestrą, istotnie „mówi” o śmierci? To bardzo problematyczne, zwłaszcza, że muzyka jest sztuką asemantyczną i mało które dźwięki czy melodie stanowią wyraźny znak albo program dramatyczny. W tym wypadku, skoro kompozytor ciągle nie może się zdecydować jak jego dzieło będzie wyglądało w ostateczności i rezygnuje z udziału chóru dziewczęcego podającego jakiś tekst, a koncentruje się na czysto instrumentalnym dziele, o temacie śmierci świadczy jedynie kontekst, bo autor sam odbiera sobie życie przed premierą.

 

Symfonia o umieraniu 2

 

To dosyć sztuczny zabieg dramaturgiczny reżysera i scenarzysty Matthiasa Glasnera, warto jednak się skupić nad kwestiami czysto muzycznymi zawartymi w obrazie filmowym. Aktor grający dyrygenta Lars Eidinger, jest również raperem, a w opisach produkcji podano, że sposób kierowania orkiestrą bez użycia batuty zaczerpnął od znanego kapelmistrza greckiego Teodora Currentzisa, który swój wątpliwy rozgłos osiągnął m.in. współpracą z rosyjskimi instytucjami muzycznymi i odebraniem jakiejś nagrody muzycznej od władz Putina już po agresji na Ukrainę.

 

Symfonia o umieraniu 3

 

To nie ma jednak żadnego znaczenia dla treści filmu, o wiele bardziej interesująca od ruchów aktora-dyrygenta jest sama tytułowa kompozycja, którą dla filmu napisał kompozytor i kontrabasista Lorenz Dangel. Słyszymy spory fragment muzyczny, zarówno pierwszej wersji Symfonii z chórem, jak i ostatecznej, dużo krótszej z wiolonczelą solo na tle orkiestry.


Nie jest to jakaś banalna składanka popularnych schematów muzyki filmowej, raczej profesjonalnie zinstrumentowany utwór neoklasyczny, w stylu przypominającym nieco dzieła estońskiego twórcy Arvo Pärta. O wiele ciekawsza muzycznie jest partia wiolonczeli w drugiej wersji przygotowywanego utworu, gdzie rolę dziewczyny nieszczęsnego kompozytora gra autentyczna wiolonczelistka z bogatym dorobkiem muzycznym Saerom Park, artystka niemiecko-koreańska.

 

Symfonia o umieraniu 4

 

Jesteśmy więc świadkami prawdziwego wykonania utworu muzyki klasycznej, który do tego ma miejsce w ogromnej, nowoczesnej sali Filharmonii Berlińskiej. To podnosi jeszcze wyżej estetyczną wartość filmu Matthiasa Glasnera. Są tu również zawarte inne, drobne, ale znaczące smaczki muzyczne.

 

Symfonia o umieraniu 5

 

Np. matka dyrygenta wyznaje, że jej syn po niej odziedziczył swój talent, bo ona ma słuch absolutny i na dowód intonuje ze słuchu czysty dźwięk „a” razkreślne, a także pokazuje na pianinku, jak się zaczyna pierwsze Preludium z Das Wohltemperierte Klavier Jana Sebastiana Bacha. W mieszkaniu kompozytora, który szykuje się do śmierci słyszymy odtwarzany z płyty charakterystyczny fragment Kwartetu Franza Schuberta Śmierć i dziewczyna. Jesteśmy też świadkami bankietu po wykonaniu zapowiadanej Symfonii, na którym zaproszeni goście z berlińskiej socjety i sponsorzy tego szczególnego koncertu wymieniają luźne, jakże autentyczne w swej szczerości uwagi. Warto zapamiętać jednozdaniową recenzję: „Kompozytor pierdnął w twarz muzycznej awangardzie”.

                                                               Joanna Tumiłowicz