Balet Arama Chaczaturiana w Operze Śląskiej w Bytomiu (premiera: 8 marca 2025) przybiera bowiem formę agonu pomiędzy wykonawcami wspomnianej pary protagonistów, których historia postawiła naprzeciwko siebie. A więc Alberto Pecetto i Wiktorem Perdkiem. W drugim akcie pojedynek ten przybiera dosłowną postać i oparty jest na tanecznych imitacjach, a więc powtarzaniu figur przeciwnika.
O ile w wykonaniu Perdka techniczną perfekcją odznaczają się szczególnie tours en l'air czyli obroty w powietrzu i cabrioles, a więc uderzanie łydką o łydkę w trakcie podskoku, o tyle Acetto z kolei imponował piruetami oraz coupes jetés, a zatem podskokami z obrotem zakreślanymi dookoła sceny. Historia ostatecznie przyznała rację Krassusowi. Również natura wyróżniła jego odtwórcę Wiktora Perdka, obdarzając go posągową wręcz figurą. Na mniejszą skalę rywalizacja dotyczyła kobiet obydwu męskich postaci: Frygii w wykonaniu Thais Henrique Rochy oraz Eginy w ujęciu Iriny Cyrul.
Ta ostatnia, jak na balerinę, wyróżnia się wysokim wzrostem oraz bardzo szczupłą, wręcz wiotką sylwetką. Pas de deux pierwszej pary z efektownym podnoszeniem partnerki i jednoczesnym zastyganiem w malowniczych pozach, drugiej natomiast posiadało więcej cech charakterystycznych, polegających między innymi na niemal akrobatycznym przerzucaniu baletnicy. Także połączeni w pary koryfeje otrzymali odpowiedzialne zadania, niewiele ustępujące tym przeznaczonym dla solistów.
Z kolei corps de ballet dostarczał malowniczego i rodzajowego tła, zwłaszcza w przypadku groźnego zastępu legionistów. W epizodycznej roli Gladiatora poległego w bratobójczej walce z ręki Spartakusa, co doprowadziło do wewnętrznej przemiany tego drugiego z niewolnika w mściciela i dało asumpt do zbrojnego wystąpienia, pojawił się Douglas de Oliveira Ferreira, w drugiej obsadzie wymieniający się partiami z Pecetto.
Choreografia Roberta Balogha nawiązuje do układu Jurija Grigorowicza przygotowanego na potrzeby wystawienia w moskiewskim teatrze Bolszoj w 1968 roku, w dwanaście lat po prapremierze w leningradzkim Teatrze im. Kirowa. A zatem dość ściśle osadzona jest w tradycyjnym kanonie klasycznego baletu. Dużą urodą plastyczną odznacza się finałowa apoteoza męczeństwa Spartakusa na krzyżu jako ofiary w imię wyzwolenia ciemiężonych, co czyni z niego świeckiego zbawiciela wszelkich uciśnionych na przestrzeni dziejów.
Zawsze zastanawiało mnie roztkliwianie się nad okrutną, ale jednostkową śmiercią na poły mitycznej postaci Jezusa, podczas gdy nie budził takiego wzruszenia los SZEŚCIU TYSIĘCY ukrzyżowanych powstańców wzdłuż stukilometrowego odcinka Via Appia pomiędzy Kapuą a Rzymem. Scenografia w formie projekcji (Adam Kolarcik) pozwala w oka mgnieniu dokonywać metamorfoz miejsc akcji.
Z Forum Romanum na lochy, w których więzieni są niewolnicy, wnętrze pałacu Krassusa, czy pole bitwy. Od pewnego czasu dobrą praktyką stał się powrót spektakli baletowych z muzyką na żywo, graną przez orkiestrę.
Poprowadził ją Piotr Mazurek, odpowiedzialny za stronę artystyczną tego teatru. Zwracało uwagę wyraziste wydobycie figur rytmicznych charakterystycznych dla stylu Chaczaturiana, inspirowanych kulturą muzyczną rodzinnych stron kompozytora, swą obsesyjną powtarzalnością mogących budzić skojarzenia z minimalizmem, skądinąd wyrosłym z tradycji żydowskiej, również posiadającej bliskowschodnie korzenie. Korzystne nastawienie wywoływało nasycone ciemnymi alikwotami brzmienie orkiestry korespondujące z mrocznym klimatem przywołanych na scenie wydarzeń. Nie od dziś Opera Śląska baletem stoi, co znalazło ponowne potwierdzenie w przypadku Spartakusa, będącego piątą realizacją tego dzieła na polskich scenach muzycznych od warszawskiej premiery w 1968 roku.
Lesław Czapliński