Zgodnie z tradycją Opéra w Saint-Etienne wystawiła w trakcie jednego wieczoru dwa dzieła reprezentujące włoską operę werystyczną: melodrammę Rycerskość wieśniacza (Cavalleria rusticana) Pietro Mascagniego i drammę Pajace (Pagliacci) Ruggiero Leoncavallo. Zestawianie tych dwóch pozycji wynika między innymi ze względów praktycznych, gdyż czas trwania każdej z nich nie wystarczy do wypełnienia całego operowego przedstawienia.

Ponadto istnieje także możliwość powierzania ról z obu dzieł tym samym wykonawcom. I choć obecnie zdarza się, że Rycerskość wieśniaczą wystawia się w towarzystwie innych jednoaktówek (na przykład ze Świętą Zuzanną Hindemitha czy Płaszczem Pucciniego), to głównym powodem jej wspólnego prezentowania z Pajacami są łączące oba tytuły elementy: okres powstania, styl, forma i rozgrywająca się na przestrzeni zaledwie paru godzin akcja.
Posiadają one także podobny klimat rzeczywistości, w jakiej egzystują protagoniści czy stopniowo narastającą i wypełnioną przemocą dramaturgię, której finałem jest ponura zbrodnia. Warto jeszcze przy okazji nadmienić, że sceniczne współistnienie przywołanych oper opatrzono niegdyś mianem Cav/Pag, doskonale znanym miłośnikom sztuki lirycznej, którzy chętnie odpowiadają na to hasło, za każdym razem szczelnie wypełniając widownie teatrów na całym świecie.
Wraz z upływem czasu ich gusta ulegają jednak dużym zmianom, toteż realizatorzy kolejnych spektakli prześcigają się w pomysłach, aby oszczędzić publiczności kiczowatych inscenizacji, przez dziesiątki lat królujących na scenach. Tym razem nadanie wzmiankowanym partyturom kształtu scenicznego powierzono włoskiemu reżyserowi Nicoli Berloffie, który już trzy lata temu podbił widzów w Saint-Etienne interesującą inscenizacją Hamleta Ambroise’a Thomasa.
Pracując teraz nad dziełami Mascagniego i Leoncavallo miał on wyraźnie z tyłu głowy wspomnienia związane z atmosferą filmu Ojca chrzestnego Coppoli - którego narracja opiera się w dużej mierze na libretcie Rycerskości wieśniaczej - pomijając jednak mafijny wymiar słynnego włoskiego filmu. W jednym z wywiadów Berloff wyznaje, że inspirował się też mającym konkretne cele społeczne włoskim kinem neorealistycznym z lat czterdziestych i pięćdziesiątych minionego wieku, reprezentowanym przez takich twórców, jak Mario Soldati, Alberto Lattuada, Francesco Maselli czy oczywiście Luchino Visconti.
Zarazem jego prezentowana w Saint-Etienne inscenizacja wymyka się jednak konkretnym odniesieniom i nabiera wręcz abstrakcyjnych cech, co nadaje całemu obrazowi bardziej uniwersalną wymowę. Scenografia Andrei Belliego przywołuje przemysłową i jak się wydaje opuszczoną już halę z poniszczonymi ścianami i pokrytymi rdzą metalowymi wrotami, w której pozostają jeszcze umieszczone z boku i nie wiadomo co zawierające skrzynie.
Taki widok nawiązuje do trudnego i naznaczonego biedą życia protagonistów opery, pomiędzy którymi zachodzą pełne napięć, zazdrości i miłosnych pasji relacje, ostatecznie doprowadzające do tragicznej w skutkach przemocy. W Pajacach w centrum owej zimnej i nieprzyjaznej przestrzeni wznosi się jeszcze bokserski ring, na którym właśnie toczy się pomiędzy dwoma zawodnikami bacznie przez wszystkich obserwowana walka.

Ów ring spełnia również funkcję improwizowanej sceny dla wędrownej trupy teatralnej Cania. Niebagatelną rolę odgrywa w tej scenograficznej oprawie subtelnie prowadzona przez Valerio Tiberiego reżyseria świateł, kreująca mroczne, niejednokrotnie zamglone i jakby zapowiadające nieuchronnie zbliżające się nieszczęścia klimaty. Wreszcie należy jeszcze wspomnieć o bardzo precyzyjnie, a jednocześnie naturalnie prowadzonych działaniach aktorskich, przydających wszystkim postaciom wiarygodności. Wcielają się w nie świetnie pod każdym względem dobrani soliści, z których niektórzy występują - jako się wyżej rzekło - w obu omawianych pozycjach.
Wewnętrzne zmagania i cierpienie oszalałej z rozpaczy Santuzzy poruszająco oddaje niezwykle scenicznie zaangażowana Julie Robard-Gendre, umiejętnie wykorzystująca sugestywnie brzmiący głos do budowania portretu psychologicznego rozgoryczonej dziewczyny, będącej tutaj z woli reżysera w ciąży. Jej partnerem, elektryzującym wyjątkowo ekspresyjnym tenorem, jest wydobywający z roli Turiddu głęboko ludzkie akcenty Tadeusz Szlenkier.
Wyczuwalne wzruszenie na widowni wywołuje scena pożegnania jego bohatera z matką, czyli Mammą Lucią (Mamma, quel vino) - której partię zajmująco śpiewa Doris Lamprecht - podczas której owa dwójka artystów daje świadectwo rzadkiej wrażliwości wokalno-teatralnej. Nie zawodzi też dysponująca soczyście brzmiącym mezzosopranem Marion Vergez-Pascal, obdarzająca postać Loli wdziękiem i zadziornym charakterem.
Jedynie występujący jako woźnica Alfio Valdis Jansons - skądinąd przykuwający uwagę wartościowym barytonem - nie zawsze jest w stanie skutecznie przebić się przez dźwiękową masę orkiestry. Znacznie lepiej sprawdza się on w Pajacach w roli garbatego Tonio, nadając tej postaci niepokojący i wręcz diabelski wymiar. W owej części spektaklu prawdziwy popis sztuki wokalnej i dramatycznego temperamentu daje w partii Neddy (Kolombiny) inteligentnie wykorzystująca swoje niebanalne walory głosowe sopranistka Alexandra Marcellier.
Podobnie jak w Rycerskości wieśniaczej, tak i teraz, Tadeusz Szlenkier jako Canio utrzymuje uwagę słuchaczy w stałym napięciu, triumfując w niezwykle emocjonalnie interpretowanym finale La commedia è finita!. Wreszcie należy jeszcze wspomnieć o pozytywnie uzupełniających obsadę barytonie Matteo Loiu (Silvio) i tenorze Marku Larcher (Beppe) oraz prezentującym pełne brzmienie chórze i bezbłędnie się w owym przedstawieniu odnajdującym zespole dziecięcym Maîtrise de la Loire.

Stojący na czele Orkiestry Symfonicznej Saint-Etienne Loire Christopher Franklin wydobywa z obu partytur spory ładunek intensywnych emocji, dbając o idealne zbalansowanie wszystkich grup instrumentów z solistami i o prowadzenie spójnej narracji muzycznej.
Wzruszającym akcentem przedstawienia było oddanie po jego zakończeniu hołdu zmarłemu parę dni wcześniej Jean-Louisowi Pichonowi, który w latach 1983-2008 stał na czele placówki w Saint-Etienne, nadając jej doceniany powszechnie kształt artystyczny za sprawą odważnie i ze znawstwem planowanych sezonów operowych, o czym z przejęciem mówił obecny szef opery Eric Blanc de la Naulte. Podczas gdy na scenie rozlegała się interpretowana, tym razem już przez cały zespół wykonawczy, modlitwa z Rycerskości wieśniaczej (Ineggiamo, il Signor non è morto), wszyscy widzowie powstali z miejsc i długo trwającymi oklaskami podziękowali byłemu dyrektorowi za jego wieloletnią i niezwykle owocną działalność.
Leszek Bernat