Nie bez powodu Czajkowski określił swoją wywiedzioną z poematu Puszkina operę Eugeniusz Oniegin mianem: sceny liryczne. Albowiem to nie opowiedziana w libretcie historia jest w niej najważniejsza, lecz przede wszystkim myśli i uczucia przeżywających ją postaci.
Mamy tu zatem do czynienia ze swoistym studium pierwszych porywów serca, nadziei i bolesnych rozczarowań krzywdzonych przez okrutny los jednostek, w dodatku zagubionych i przytłoczonych przez funkcjonujące według sztywnych norm i zasad społeczeństwo. Należy się wdzięczność szwajcarskiemu reżyserowi Julienowi Chavazowi za to, że właśnie na ten aspekt dzieła położył akcent w tej prezentowanej obecnie w Nancy, a wcześniej wystawionej już w Magdeburgu, inscenizacji.
Ujmuje ona siłą oddziaływania i poruszającym klimatem, osiągniętym prostymi, ale jakże teatralnie skutecznymi środkami, bez uciekania się do niczego oryginalnego nie wnoszących transpozycji czy nagminnie nadużywanych projekcji wideo, wręcz obsesyjnie ostatnio stosowanych przez pozbawionych inspiracji reżyserów.

Wizja Chavaza zręcznie oscyluje na granicy realizmu i symboliki, nabierając w ten sposób uniwersalnego wydźwięku, w czym duży udział mają scenografka Amber Vandenhoeck, kostiumolożka Sanne Oostervink oraz zjawiskowo sterujący oświetleniem Eloi Gianini.
W dwóch pierwszych aktach mamy jeszcze do czynienia z plastycznym, wszak dyskretnym i pozbawionym czasowych odniesień ilustrowaniem domostwa na rosyjskiej prowincji, z zielonymi pagórkami, ławką i widoczną w oddali werandą. Wszakże w akcie trzecim scena niespodziewanie pustoszeje, jakby symbolizując utratę niewinnego i beztroskiego dzieciństwa. Jej głębię całkowicie wypełnia zwisająca z góry zasłona, na tle której snuje się w półmroku mgła, wprowadzająca pełen zadumy i rozmarzenia nastrój. W tej pustej przestrzeni rozgrywa się słynna scena pisania listu, w którym Tatiana wyznaje Onieginowi swoją pierwszą, bezgraniczną i dziewczęcą miłość.
Owej scenie reżyser nadaje wyjątkowo poetycki charakter: oto bowiem na leżącą na podłodze i wsłuchującą się w porywy wzburzonego serca bohaterkę lecą z góry strzępy podartych kartek, tak jakby nanoszone przez nią na papier słowa nie były w stanie wyrazić jej najgłębszych uczuć.

Zajmująco i dynamicznie ustawione są sceny zbiorowe, podczas których działania chóru zawsze nabierają głębszego sensu, jak wówczas, kiedy pomiędzy jego ustawionymi w szeregach członkami krążą należąca już do innego mężczyzny Tatiana i cierpiący z powodu swego wcześniejszego postępowania Oniegin. Szukają oni ze sobą kontaktu, a zarazem unikają się, krażą jak w labiryncie targających nimi sprzecznych uczuć i pragnień.
Podobną funkcję pełni zamieniająca się w boisko sportowe - jakby symbolizujące swoisty teatr życia - powierzchnia sceny, na której odbędzie się tragiczny w skutkach pojedynek Leńskiego z Onieginem. Intrygującym dramaturgicznie pomysłem jest też wprowadzenie na scenę tajemniczej i niemej postaci ogrodnika (doskonały aktorsko Steven Beard): świadka rozgrywających się wydarzeń? Oniegina w podeszłym wieku? A może symbolu nieuchronnego losu i upływającego czasu? Kiedy podczas pojedynku zwaśnionych przyjaciół Oniegin składa się do oddania strzału, to właśnie owa enigmatyczna postać usiłuje powstrzymać jego rękę, wszakże śmiertelnej kuli, tak jak i przeznaczenia, nic już nie jest w stanie zatrzymać.
Docenić należy z niezwykłym wyczuciem ustawioną grę aktorską wszystkich solistów, którzy nie tylko śpiewem, ale również subtelnie kreślonymi gestami, spojrzeniami czy nieznacznymi ruchami całego ciała nadają ucieleśnianym przez nich postaciom poruszającą wiarygodność.
Emocjonalną różnorodność partii Tatiany bezbłędnie oddaje pochodząca z Albanii sopranistka Enkeleda Kamani. Jej nieraz może pozbawiony powabu, wszak niezwykle naturalny głos pozwala - w połączeniu z rzadkim zaangażowaniem scenicznym artystki - pokazać ewolucję wrażliwej, melancholijnej, a zarazem dumnej bohaterki.

Bezgranicznie szczera w swoich uczuciach, oczekuje tego samego ze strony obiektu jej naiwnej miłości i tym bardziej okrutnie rani ją obojętność Oniegina. Ostatecznie, pomimo wciąż obecnego w jej sercu doń uczucia, potrafi się zdobyć na lojalne i uczciwe zachowanie wobec poślubionego przez nią księcia Gremina. Postać tytułowego protagonisty celnie portretuje dysponujący gęsto i mocno brzmiącym barytonem Jacques Imbrailo, sugestywnie oddający charakter początkowo cynicznego, zblazowanego i gubiącego sens swojej egzystencji młodzieńca, który zbyt późno uświadamia sobie krzywdę, jaką niefrasobliwie wyrządził ufnie wyznającej mu swą najgłębszą tajemnicę dziewczynie.
W partii Leńskiego doskonale odnajduje się wykorzystujący bogatą paletę wokalnego aktorstwa i kapitalnie ogrywający swoją wydawałoby się niezbyt scenicznie korzystną fizyczność Robert Lewis, a jego przykuwającą uwagę ładnie nasyconym kontraltem partnerką w roli beztroskiej i wesołej Olgi jest Héloïse Mas.
Podobają się też mezzosopranistka Julie Pasturaud jako Łarina, wcielająca się w postać niani Filipiewny Sophie Pondjiclis oraz tenor François Piolino (Monsieur Triquet) i świetnie się pod każdym względem prezentujący Joé Bertili (Zariecki). Niezupełnie natomiast przekonuje Adrien Mathonat, którego mało wyraziście brzmiący bas nie sprawdza się - przynajmniej na tym etapie kariery - w partii księcia Gremina.

Nie sposób wreszcie jeszcze nie wspomnieć o imponującym okrągłym, pełnym i doskonale zestrojonym brzmieniem chórze, jak zawsze perfekcyjnie przygotowanym przez Guillaume’a Fauchère. Najcenniejszym atutem omawianej realizacji jest jednak wysublimowana, kreująca melancholijno-nostalgiczne klimaty i wzruszający liryzm, a tym samym pozostająca w pełnej symbiozie z wizją Chavaza, dyrekcja Marty Gardolińskiej. Pod jej czujną i zdradzającą nieomylny instynkt dramaturgiczny batutą, świadomie często obierającą nieco wolniejsze niż zazwyczaj tempa, partytura Czajkowskiego w pełni odsłania swoje intymistyczne i nasycone autentycznymi emocjami oblicze.
Leszek Bernat