Przegląd nowości

Nieszczęście na polowaniu

Opublikowano: niedziela, 02, marzec 2025 11:30

Strzelanie do gołębi nie popłaca. Taki morał wypływa z sympatycznej , krótkiej opery Johna Blowa Venus and Adonis. Przedstawienie nie ma szczególnie zawiłej akcji. Jest to w zasadzie pochwała miłości, choć librecista na początku stawia kilka pytań dosyć banalnych. Wydaje się jednak, że kto jak kto, ale bogini Wenus powinna mieć te sprawy w jednym palcu.

 

Wenus 1

 

A tu nieszczęście, nie ma happy endu. Ukochany ginie na polowaniu. Nie wszystko więc nam się spodobało, choć widać kilka niezłych pomysłów. Postacie na scenie poruszają się dosyć naturalnie, co już jest osiągnięciem w operze, tym bardziej dawnej. Świetnym rozwiązaniem był półtaneczny pochód chóru, który przechodząc przez scenę „usuwa" w sposób niewidoczny ciało Adonisa.


Wyczuwa się tu rękę Emila Wesołowskiego. Muzyka barokowa w wykonaniu zespołu Polskiej Opery Królewskiej Capella Regia Polona pod dyrekcją Krzysztofa Garstki brzmi bardzo dobrze. Jest przyjazna dla ucha i melodyjna. Sam dyrygent gra na klawesynie, który postawiono na niewielkich organach czyli tzw. pozytywie. Ma dwie klawiatury pod rękoma i z nich często korzysta.

 

Wenus 2

 

Fleciści grają na fletach prostych, czasami na altowych, czasami na bardziej piszczących sopranowych. Prócz tego solistka gra na skrzypcach i stoi przed sekcją smyczków. Z boku są jeszcze chitarrone, wiolonczela, kontrabas. Nic nie zakłóca śpiewu solistów i niewielkiego chóru.

 

Wenus 3

 

Śpiewacy w niezłej akustyce Teatru Królewskiego w Starej Oranżerii także nie powinni mieć jakichkolwiek problemów. Kupidyn w wykonaniu Jana Jakuba Monowida brzmi czysto, przejrzyście, choć gdy soliście nakazano zmienić w jednej ze scen sposób śpiewania na bardziej ironiczny, pojawia się sztuczność. Znakomicie wypada wizualnie i aktorsko Anna Radziejewska jako Wenus. Doskonałe wrażenie robi złota suknia boginii i złote bransolety, podobnie zresztą jest u Kupidyna. Brawo dla Emila Wysockiego. Gdy kochanek Wenus bawi się jej włosami jesteśmy skłonni uwierzyć w prawdziwe uczucie.


W finale bogini wydaje głośne, wysokie tony rozpaczy i dlatego możemy wybaczyć jej ostrość brzmienia mezzosopranu. Baryton Adonisa w interpretacji Adama Dobka jest w pełni zadowalający. Oszczędna ale sensowna reżyseria Pii Partum wyszlachetniła ten krótki, poetycki spektakl, choć paradowanie chóru z całkiem współczesnymi dubeltówkami może nieco drażnić nasze ekologiczne oko. Niewielkie zastrzeżenia można mieć do oprawy wizualnej.

 

Wenus 4

 

Ładnie sprawdziła się „tapeta" ukazująca fragment twarzy słynnej Wenus Botticellego, który przez cały spektakl nie wybiega poza szarość i biel. Dopiero w finale, gdy tragedia kochanków staje się oczywista, ta piękna twarz Renesansu nabiera ciepłych, naturalnych barw. Intrygującym pomysłem są przesuwające się samoistnie archetypiczne drzewa w formie czarnych brył. 

 

Wenus 5

 

Jednak można mieć zastrzeżenia do animacji wideo pokazującej ptaki zrywające się do lotu podczas polowania. I jeszcze dziwniejsze się staje, że są to wszystko, do znudzenia zapętlone i wciąż powtarzane, te same gołębie. Za reżyserię świateł oraz projekcje odpowiadały wspólnie scenografka Karolina Fandrejewska i Pia Partum. Ciekawe, czy król brytyjski, któremu zaserwowano takie widowisko ze smutym zakończeniem, czuł się wystarczająco „rozerwany"?

                                                                     Joanna Tumiłowicz