Profesor Jacek Dyrzyński zapisał się w mojej pamięci mocno i bardzo pozytywnie. To On podczas studiów wywarł tak mocny wpływ na moje postrzeganie sztuki, a przez to wpłynął na moją postawę artysty i twórcy. Wyliczanie tych słów i gestów jakie napłynęły z jego strony urągałoby skromności i wstrzemięźliwości, więc lepiej skupię się na słowach osób, które wzięły udział w pożegnalnej uroczystości. Msza w Kościele Środowisk Twórczych w intencji Zmarłego, celebrowana przez ks. Grzegorza Michalczyka, krajowego duszpasterza środowisk twórczych i rektora kościoła pw. św. Andrzeja Apostoła i św. Alberta Chmielowskiego, zgromadziła spore grono Jego przyjaciół, znajomych, studentów, doktorantów i współpracowników.

Odczytano list minister kultury i dziedzictwa narodowego Hanny Wróblewskiej, co dokonał podsekretarz stanu Sławomir Rogowski, a także Rektora ASP w Warszawie Błażeja Ostoi Lniskiego, który odczytała prorektor uczelni Barbara Kowalewska. Wspomnienie o Profesorze przedstawił jego następca na stanowisku kierownika pracowni wiedzy o działaniach i strukturach wizualnych Jan Mioduszewski. Przepiękny apel o modlitwę za Profesora, jego rodzinę, żonę Małgorzatę i wszystkich z nim związanych wygłosiła siostra Natanaela Błażejczyk, Felicjanka, pierwsza zakonnica, która ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie na wydziale rzeźby i grafiki, i zrobiła tutaj doktorat. O swojej przyjaźni z Profesorem i jego niezwykłej osobowości wspomniał także Waldemar Dąbrowski, obecnie dyrektor Teatru Wielkiego Opery Narodowej (niegdyś minister kultury), gdzie przed tygodniem otwarto wielką i wspaniałą wystawę dzieł Jacka Dyrzyńskiego, zwanego „Mistykiem Kwadratu”, wystawę, której nie zdążył już zobaczyć jej twórca. Nie można też pominąć składnika duchowego nabożeństwa, które wypełniła muzyka. Chorał organowy Jana Sebastiana Bacha zagrał wspaniale Piotr Grinholc, a jeszcze bardziej zachwycił swoimi wiolonczelowymi utworami młody artysta Piotr Olesz, który wykonał katalońską tradycyjną lamentację oraz Preludium z VI Suity na wiolonczelę solo Jana Sebastiana Bacha. Te muzyczne łączniki, które przedzielały ustalony porządek mszy żałobnej dostarczyły niezwykłej refleksji, pociechy dla zgromadzonych. Nawet jeśli przychodzi nam pożegnać wspaniałych ludzi, to przecież zostaje z nami ich dzieło zawarte w pracach, które wyszły spod ich rąk, z ich talentów, umysłów i serc. Dlatego nigdy ich nie zapomnimy.
Joanna Tumiłowicz