Przegląd nowości

Ludzie listy piszą...

Opublikowano: poniedziałek, 03, marzec 2025 06:54

Z kilkudziesięciu listów moich czytelników przytaczam dziś fragmenty dwóch, jakże zbieżnych z moimi odczuciami i poglądami, okraszonymi akceptacją wobec moich usiłowań. Pisze do mnie Pani Maria Żyłka-Kędzior z Rzeszowa: „Nie znałam osobiście pana Bogusława Kaczyńskiego, jedynie z ekranu telewizora, ale zawsze czekałam, co i kiedy ukaże się w telewizji z jego osobą. Jak on nam widzom te treści programowe przekazywał. Bo był pod każdym względem profesjonalistą, eleganckim, miłym i sympatycznym człowiekiem, a jaka piękna była jego mowa, spokojna, wyraźna, pełna zaangażowania muzycznego. A teraz, jak Pan sam pisze, od chwili odejścia pana Bogusława nikt w telewizji go nie zastąpił i brak takich programów z muzyką poważną, operą, baletem. Jak można po śmierci atakować takiego człowieka – nie mogę sobie tego w głowie poukładać.

 

Pisząc ten list do Pana pragnę podziękować za te piękne „Listy do nieżyjących”. Czytam je po kilka razy bo są tak piękne… Naprawdę ma Pan niesamowity dar do przelewania pięknych myśli na papier”.

 

A teraz kilka słów od Pani Aleksandry Chwalisz z ziemi Wielkopolskiej, dla której poznański Teatr Wielki był do niedawna symbolem narodowej kultury.

 

„Zwracam się do Pana z prośbą o wyjaśnienie wątpliwości z jakimi się zmagam po piątkowym obejrzeniu opery Jawnuta Stanisława Moniuszki… Wątpliwości moje dotyczą tego, czy i w jakim stopniu można, realizując dzieło mistrza… odbiegać od zamysłu autorów libretta... Tymczasem powitała mnie ponura sceneria od razu przywodząca na myśl Oświęcim, do tego kostiumy i rekwizyty, jak wyjęte ze śmietnika.

 

Wiadomo, że Romowie byli szczególnie niszczeni przez hitlerowskich oprawców i powinno się ten fakt upamiętniać, ale czy Moniuszko mógł to przewidzieć w najczarniejszych snach?... Nijak nie mogę pogodzić np. utworu Wesół i szczęśliwy… z atmosferą grozy wiejącą ze sceny… To już nie niechęć czy wrogość w stosunku do Romów, ale ślepa nienawiść. Pani Ilaria Lanzino jest zadowolona ze swej reżyserskiej pracy, (czytam w programie), ale widz – odbiorca, niekoniecznie. Podobne odczucia miały koleżanki i koledzy z UTW w Grodzisku Wlkp. z którymi wybrałam się na to przedstawienie”.

 

Droga Pani Aleksandro, drodzy operomani z Grodziska! Jedynym wytłumaczeniem opisywanej przez Was sprawy stanowi fakt, że Ilaria Lanzino jest tylko byłą chórzystką z Wiednia, a od ośmiu lat obecna dyrektorka Poznańskiej Opery na wielu sprawach po prostu się nie zna i dotąd nie poczyniła żadnych postępów mimo, że startuje właśnie w konkursie na… dyrektora Opery Narodowej. 


Na zakończenie coś z zupełnie innej beczki. Jak wiadomo, każdy numer „Angory” wychodzi w poniedziałek. Oto co otrzymałem w poczcie już wczesnym poniedziałkowym rankiem, po felietonie: „Co słychać w operowej Łodzi”:

 

„Panie dyrektorze… proszę nie pisać nieprawdy w swoich felietonach. Dyryguję w Operze Krakowskiej od prawie 15 lat… i takie małe złośliwości z Pana strony, że poprowadzę Aidę, ponieważ dyryguje w Łodzi dyrektor Piotr Sułkowski, są nie na miejscu. Nie sądziłem, że w taki sposób będzie się Pan wyrażał o życzliwej Panu osobie… nie otrzymał Pan tego co chciał (swoich muzyczno operowych pogadanek) to czas na miękki hejt … Z poważaniem Marcin Nałęcz Niesiołowski”.

 

Panie Dyrektorze, ależ napisałem prawdę, co zresztą potwierdza Pan w swoim liście. Dyrygowanie przez dyrektora Opery Krakowskiej operetką w Łodzi, nie jest „małą złośliwością”, a raczej pańskim rewanżem za Aidę mimo, że mamy w Łodzi co najmniej kilku dyrygentów do dyspozycji, z nestorem Tadeuszem Kozłowskim (mianowany słusznie dyrygentem honorowym) i jego wielce utalentowanym synem Wiktorem, któremu Pan wprawdzie podpisał dyplom, ale nie dał pracy.

 

Co do pańskiej życzliwości, mam pewne obawy. Każe mi Pan płacić za bilety wstępu do Teatru Wielkiego, w którym pozostawiłem 10 lat niepobitych przez nikogo najlepszych lat mojego operowego żywota. A pamiętane do dziś przez wielu łodzian moje „Warsztaty operowe”, nazywa Pan „muzyczno-operowymi pogadankami”. Wspomniałem kiedyś o nich, bo często pytają mnie o to melomani, gdy tylko pojawię się w Łodzi. Myślałem, że powrót do nich pomoże Panu w kierowaniu tym ukochanym przez nas wszystkich Teatrem. Ale jeszcze raz okazało się, że Pan niewiele z tego rozumie, że Teatr Wielki należy kadrowo i w kontakcie z widzami prowadzić po łódzku, repertuar kształtować według potrzeb tej najlepszej w Polsce publiczności, grać o wiele więcej spektakli i premier, pilnować spraw na miejscu a nie Aidy w Krakowie, a przede wszystkim nie nękać, lekceważyć i poniżać tak wybitne filary tego Teatru jak Joanna Woś czy będące ciągle w dobrej formie wokalnej czołowe solistki, Monikę Cichocką, czy Dorotę Wójcik, nie mówiąc już o narastających konfliktach z pracownikami oraz ewidentnych błędach obsadowych. Widocznie niczego Pana nie nauczyły fatalne doświadczenia w poprzednich teatrach, zakończone spektakularnymi klęskami w Białymstoku i Wrocławiu. 

 

Na poniedziałek 10 marca zaplanowałem spotkanie z publicznością w Auli Uniwersytetu Łódzkiego przy ul. Lindleya 5 o godz. 12:30, zatytułowane tak jak mój felieton „Co słychać w operowej Łodzi”. Niech Pan przyjdzie – pogadamy!

                                                                   Sławomir Pietras