Przegląd nowości

Opera Lubelska zaprasza!

Opublikowano: wtorek, 18, luty 2025 21:05

Z pewnym niepokojem wybierałem się na Don Giovanniego do Lublina. Po pierwsze ciekawy byłem jak działająca od blisko dwóch lat dyrekcja Opery Lubelskiej poradzi sobie z wprowadzeniem na afisz arcydzieła Mozarta. Opery, której posiadanie w repertuarze każdej sceny operowej świadczy o jej znaczącej pozycji.

Giovanni,Lublin 1

A po drugie, czy reżyseria Wojciecha Adamczyka, pomimo dużego doświadczenia (17 spektakli w teatrach muzycznych), będzie do przyjęcia przez melomanów. Przeważnie tak bywało, że kiedy reżyserami dzieł operowych byli filmowcy, to ich twórczość była mocno krytykowana i szybko znikała z afisza. Nie będę przytaczał rażących przykładów takich reżyserii, bo nam melomanom są one dobrze znane. Wspomnę tylko, że sukcesu nie odnieśli nawet tak wybitni reżyserzy filmowi jak Kazimierz Kutz (Halka – Teatr Wielki w Warszawie) i Andrzej Żuławski (Straszny dwór –Teatr Wielki w Warszawie).


Jedynym „filmowcem”, który umiał, moim zdaniem, pogodzić reżyserię z dziełem muzycznym kompozytora jest Lech Majewski (Pokój saren – Opera Śląska w Bytomiu, Król Ubu –Teatr Wielki w Łodzi i Carmen – Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie). 

Giovanni,Lublin 2

Wojciech Adamczyk interesująco połączył operę ze sztuką filmową, nie tylko dlatego, że  umiejscowił akcję we włoskim studiu filmowym, ale również dlatego, że prowadzona akcja sceniczna, była świetnie, zsynchronizowana ze zmianą dekoracji które przypominały różnorodne ujęcia filmowe, charakteryzowały się planem ogólnym lub detalem (wille, fontanny, posągi, samochody). Spektakl był niezwykle widowiskowy za sprawą scenografii, którą stworzył Marek Chowaniec, a której dopełnieniem były interesujące kostiumy autorstwa Marii Balcerek.

Giovanni,Lublin 3

Bohaterom opery reżyser przypisał odmienne role niż w oryginale. Stali się oni: producentem filmowym, córką potentata przemysłowego, hrabią, właścicielem stoczni, słynną aktorką, asystentem producenta filmowego, aktorską gwiazdą i początkującą aktorką. Przeniósł akcję opery do drugiej dekady XX wieku, ale uwspółcześnienie nie odbyło się kosztem muzyki. Dokonano tylko niewielkich, symbolicznych skrótów. Muzyka, tak jak powinno być w operze, miała nadrzędną rolę nad wszystkimi innymi składowymi spektaklu. Mozart górował nad całością przedstawienia za sprawą orkiestry, o co zadbał konsekwentnie i z uwagą dyrygent Vincent Kozlovsky. Niestety wysiłek muzyków nie jest i nie będzie w pełni zauważalny i doceniany, dopóki nie zostanie odpowienio udoskonalona akustyka Sali Operowej w lubelskim Centrum Spotkania Kultur.


Jeśli chodzi o protagonistów, to dla mnie doskonale muzycznie, jak zwykle, wypadł Rafał Siwek, a aktorsko Dariusz Machej, który nie miał sobie równych. Wyróżniłbym również Karinę Skrzeszewską, Aleksandrę Łaski i Piotra Maciejowskiego, natomiast nie zachwycił mnie Daniel Mirosław. 

Giovanni,Lublin 4

Opera Lubelska jest najmłodszą polską operą i trzeba przyznać, że poczyna sobie nieźle. Kiedy przyglądałem się publiczności na wypełnionej po brzegi widowni, to zauważyłem, że przeważają ludzie bardzo młodzi. Świadczyć to może o tym, że sztuka liryczna w Lublinie ma perspektywicznie bardzo duże szanse na poszerzenie grona swoich wielbicieli i znawców opery. Dowodzi to też, że dyrektor Kamila Lendzion doskonale wyczuwa naturalną potrzebę dążenia młodzieży do jej ideału, wychodzi jej na przeciw i skutecznie zaprasza do siebie, aby poznała tajemnice Sztuki.

Giovanni,Lublin 5

Opera Lubelska istnieje niecałe dwa lata, a już teraz można zauważyć jej wpływ na rozwój kulturalny województwa lubelskiego, a przecież to dopiero początek. Wiele jeszcze pracy przed młodą dyrekcją, szczególnie edukacyjnej i promocyjnej, ale warto za te poczynania trzymać kciuki i życzyć, żeby również do kolejnych premier byli zapraszani polscy artyści o światowej sławie, tak jak to miało miejsce teraz. Lublinianie pewnie życzyliby sobie, aby Rafał Siwek dopisał do listy miast, w których występuje regularnie – Monachium, Zurych, Berlin, Hamburg, Madryt, Moskwa, Petersburg, Bruksela, Tel Aviv, Tokio, Paryż, Londyn – również Lublin. Na koniec warto też odnotować, że wśród publiczności dostrzegłem znajome twarze dziennikarzy i melomanów z Warszawy, Krakowa, Rzeszowa, Kielc i Wrocławia.

                                                                    Juliusz Multarzyński