Z urodzenia przedwojenny katowiczanin. Później jednak związany z Dolnym Śląskiem, gdzie odbył edukację muzyczną zakończoną w Akademii Muzycznej, której nastepnie był pedagogiem. Po Andrzeju Markowskim i poniekąd z jego namaszczenia przejął kierowanie Filharmonią Wrocławską oraz stworzonym przez tamtego Festiwalem Oratoryjno-kantatowym „Wratislavia Cantans“, którego formułę rozszerzył z czysto muzycznej na poświęconą różnym dziedzinom sztuki.

Z tamtego okresu pamiętam transmitowane przez telewizję (takie to były czasy!) wykonanie pod Strugałą Pasji Józefa Elsnera z kościoła św. Elżbiety. Przejściowo, przez jeden sezon objął po Kazimierzu Kordzie szefowanie Wielkiej Orkiestrze Polskiego Radia i Telewizji w rodzinnych Katowicach. Następnie był zastępcą wspomnianego Korda w Filharmonii Narodowej, znów następując po Andrzeju Markowskim, który wcześniej pełnił podobną funkcję przy Witoldzie Rowickim.
W trudnych latach 80. stał na czele Filharmonii Krakowskiej, przyczyniając się po latach do pierwszych odwiedzin w kraju Romana Palestra, który jako bezpaństwowiec zaopatrzony został w list żelazny, gwarantujący mu bezpieczny powrót do Paryża (poznałem wtedy kompozytora u prof. Alicji Helman, siostry zajmującej się jego twórczością prof. Zofii Bednarczyk).

Z tej okazji w Filharmonii Krakowskiej wykonano pod dyrekcją Tadeusza Strugały Te Deum Palestra zestawione z utworem tego samego gatunku Krzysztofa Pendereckiego (dzień wcześniej w Sukiennicach Capella Cracoviensis kierowana przez Stanisława Gałońskiego z udziałem Davida Pitucha wykonała Koncert saksofonowy emigracyjnego twórcy).
Aliści największe wrażenie wywarło na mnie poprowadzenie przez Strugałę jeszcze przed objęciem dyrekcji Potępienia Fausta Hectora Berlioza z solistami: Aliną Malewicz-Madey, Kazimierzem Pustelakiem i Leonardem Andrzejem Mrozem, które stawiam wyżej od późniejszej interpretacji i nagrania Kazimierza Korda z renomowanymi śpiewakami, w tym zagranicznymi. Żadne z innych wykonań i nagrań tego dzieła nie wywarło już na mnie takiego wrażenia. W 2008 roku, u progu nowego sezonu, w okresie zawirowań w Filharmonii Krakowskiej, przez kilka dni ponownie stanął na jej czele, ale szybko zrezygnował wskutek niedotrzymania przez władze warunków kontraktu. Z kolei za swojej dyrekcji w warszawskiej Orkiestrze Polskiego Radia przyczynił się do nadania temu zespołowi symfonicznego profilu.
Nie tylko występował zagranicą, ale kierował stołeczną Prezydencką Orkiestrą Symfoniczną w tureckiej Angorze oraz na stałe współpracował z Praską Orkiestrą Symfoniczną FOK czyli filmowo-operowo-koncertową. Wśród solistów zasłynął jako niezrównany akompaniator, stanowiący dla nich niezawodną podporę.
Nie tylko w ucha mgnieniu potrafił się do nich dostosować, ale przychodzić z natychmiastową pomocą w razie jakichkolwiek potknięć, na przykład powtarzając takt lub frazę w sytuacji chwilowej luki w pamięci. Wspominała o tym wielka pianistka Gina Bachauer, którą na żywo słyszałem w II Koncercie Brahmsa właśnie z towarzyszeniem Tadeusza Strugały. Przez całe życie pragnął zająć się muzyką operową, ale jego losy potoczyły się w taki sposób, że kariera związana była prawie wyłącznie z estradami koncertowymi.
A u jej zarania prowadził wszakże zespół instrumentalny w przedstawieniach Opery za trzy grosze Bertolda Brechta-Kurta Weilla we wrocławskim Teatrze Polskim. Kiedy w końcu pokierował Wolnym strzelcem Carla Marii Webera w 2001 roku w surowym wnętrzu remontowanej właśnie Opery Wrocławskiej, podczas bankietu po późniejszym przeniesieniu na odnowioną scenę żartował, że wreszcie zadyrygował nie tylko „operą za trzy grosze, ale i za całą złotówkę“. Po batutę sięgał jako dyrygent, poza tym kolekcjonuje te atrybuty sztuki kapelmistrzowskiej, a także jest laureatem diamentowej jako wyróżnienia za całokształt działalności, zwłaszcza na niwie radiowej.
Ad multos annos, Maestro!
Lesław Czapliński