Nie przypadkiem, bo Rent Jonathana Larsona (tekst i kompozycja) to gatunkowo rock opera, a więc z nieprzerwanym strumieniem muzyki, bez mówionych dialogów, której akcja rozgrywa się na planie słynnego dzieła Giacomo Pucciniego, stanowiąc swobodne do niego nawiązanie.

Jak odległy pierwowzór, to także opera wigilijna (stąd premiera w krakowskim Teatrze Variété odbyła się 7 grudnia) i dotyczy w tym przypadku nowojorskiej cyganerii zamieszkującej squat, który ma być wyburzony przez właściciela parceli Benyego, kiedyś jednego z nich, a teraz, jak kamienicznik Benoît, upominającego się o zaległe płatności (angielski tytuł oznacza właśnie czynsz lub wynajem). W latach osiemdziesiątych, a więc pod znakiem LSD, tabletki profesora Timothy Learyego, czego odzwierciedleniem w przedstawieniu jest psychodeliczne operowanie światłem (Wojciech Wąs), rytmicznie pulsującym, a nawet wręcz oślepiającym i rażącym oczy publiczności.
Ale i w cieniu AIDS, co doprowadzi do śmierci jednego z bohaterów – Angela. Bo nie są to już radosne czasy wyzwolonej seksualności lat 60. i 70. Na pierwszym planie występuje para Mimi i Roger. Podczas gdy w operze poznają się, kiedy kobieta odwiedza sąsiada z powodu zgasłej świeczki, to tu piecyka.
Drugą parę tworzy dwóch mężołóżców: wspomniany Angel i Tom Collins, ubrany, jak jego prototyp u Pucciniego o tym samym nazwisku, w płaszcz, który tamten sprzedaje, by sprowadzić lekarza dla ciężko chorej Mimi (reż. Jakub Wocial i Santiago Bello) słynna aria Vecchia zimarra).

Symetrycznie dochodzi jeszcze para żonołóżczyń: Maureen i Joanne, a zatem parytet zostaje zachowany. Świat muzyki operowej przywołany zostaje dodatkowo za sprawą krótkiego cytatu z Habanery z Carmen Georges'a Bizeta poprzedzającego numer pod hasłem Tanga Maureen. Stale powracającym motywem fabularnym pozostaje utrwalanie biegu wydarzeń przez Marca Cohena, człowieka z kamerą, co pozwala na symultaniczną multiplikację obrazu scenicznego, wyświetlanego na bocznych ścianach widowni i współgrającego ze światłem, a zwłaszcza muzyką.
Przedstawieniem (rządzi zespołowość, zwłaszcza w odniesieniu do scen zbiorowych, łączących ekspresję wokalną i taneczną, ściśle ze sobą skoordynowanych (chor. Santiago Bello). Chciałbym w tradycyjnej operze mieć do czynienia z podobnym wyprowadzeniem ruchu scenicznego z partytury, a nie libretta.
Zaznaczywszy powyższe, chciałbym jednak wyróżnić z obsady Jakuba Szyperskiego w roli Angela oraz Małgorzatę Majerską jako Maureen. Wspomnieć też należy o zespole instrumentalnym (kier. muz. Marta Zalewska) umieszczonym na platformie ponad aktorami (dek. Marta Mojnowska).
Pewną słabością dramaturgiczną jest kilka fałszywych finałów w pierwszym akcie, znów posiadających odpowiednik w formie concertata w tradycyjnej operze, a drugi z korzyścią dla ogólnego wrażenia powinien zakończyć się trenem na śmierć Angela Okryję cię, a najpóźniej songiem o Ameryce Bezdomni ludzie". Prawa licencyjne wszakże nie pozwalają na ingerowanie w kształt oryginału, a więc dokonywanie w nim zmian, w tym skrótów, czego nie można powiedzieć w przypadku inscenizatorów tradycyjnych oper.
Lesław Czapliński