Przegląd nowości

Wiwat jubilaci, wiwat melomani

Opublikowano: czwartek, 06, luty 2025 21:02

Bo nie ma Filharmonii bez muzyków oraz co piątek przychodzących na spotkanie z ich sztuką słuchaczy. To pomiędzy nimi wytwarza się ta magiczna i niepowtarzalna więź, na równi z poziomem wykonania decydująca o tym, czy będziemy mieli do czynienia z rutynowym koncertem czy wyjątkowym wydarzeniem, do którego po wielokroć powraca się w pamięci.

 

Latoszewski Zygmunt 84-5

 

Stąd satysfakcja z jaką przyjęto decyzję wojewódzkich władz samorządowych o wyróżnieniu zespołów złotym medalem Polonia Minor. Warto w związku z tym wspomnieć o wcześniejszym odznaczeniu orderem Sztandaru Pracy II klasy, o którym jakoś obecnie się zapomina? Wczoraj (31 stycznia) uroczyście świętowano osiemdziesięciolecie nieprzerwanego działania Filharmonii Krakowskiej jako instytucji, choć należałoby jeszcze doliczyć poprzedzający czteroletni staż w charakterze Filharmonii GG, dzięki czemu już 2 lutego, a więc w dwa tygodnie po wyzwoleniu miasta spod niemieckiej okupacji można było dać pierwszy koncert.


Bo byli muzycy, nuty, a więc partytury z rozpisaniem na głosy, instrumenty (uratowane przed wywiezieniem, a pośród których podobno przejściowo znajdował się ewakuowany z Austrii tam-tam Wiener Philharmoniker?) oraz sala przedwojennego kina Świt, a wtedy Urania, z której koncertową uczynili ją właśnie okupanci. I tak trwa do dziś. Pamiętam jeszcze z dzieciństwa historycznych koncertmistrzów skrzypiec: Zdzisława Roesnera i Leszka Izmaiłowa, a z podium dyrygenckiego także Zygmunta Latoszewskiego, który poprowadził wspomniany pierwszy powojenny koncert.

 

Filharmonia Krakowska 457

 

Z okazji jubileuszu postanowiono powtórzyć jego program, tyle że w kolejnych utworach przekazując batutę dyrygentom na przestrzeni lat występującym z krakowskimi filharmonikami. Co prawda widziałbym na estradzie poprzednich dyrektorów artystycznych.

 

Filharmonia Krakowska 458

 

Tadeuszowi Strugale uniemożliwił to zapewne sędziwy wiek, Gilbertowi Levine'owi (swego czasu zadyrygował prawdziwym cimelium, a mianowicie 92 Psalmem hebrajskim D. 953 Franza Schuberta) i Charlesowi Olivieri-Munroe geograficzne oddalenie, a Władimirowi Pońkinowi okoliczności polityczne, ale stanąć mogli Tomasz Bugaj (niegdyś poprowadził z tą orkiestrą najlepszą słyszaną przeze mnie interpretację VI Symfonii h-moll Szostakowicza), Paweł Przytocki, który wprowadził do repertuaru współczesną muzykę zagraniczną (Gubajdulina, Glass) czy Michał Dworzyński, pod którego ręką rozpoczęło się artystyczne odrodzenie orkiestry. 


Odwieczne pieśni op. 10, symfoniczny tryptyk Mieczysława Karłowicza, poprowadził wielokrotnie występujący z nią Jerzy Maksymiuk, przez pewien czas pełniący funkcję Doradcy Artystycznego. Przydał im wybitnie akademickich znamion.

 

Filharmonia Krakowska 459

 

Zabrakło mi zatem neoromantycznego falowania muzycznych nastrojów i większej skali ekstatycznych uniesień, również w zakresie dynamiki. Muszę wszakże przyznać; że wywarło na mnie wrażenie wejście kwintetu smyczkowego bez pierwszych skrzypiec we wstępie do drugiego ogniwa, Pieśni o miłości i o śmierci, odznaczające się skupionym, nasyconym brzmieniem, a które symetrycznie zamykają obydwie sekcje skrzypiec.

 

Filharmonia Krakowska 460

 

Trwa odwieczny spór o wyższość jednego z dwóch Szopenowskich koncertów fortepianowych (wiadomo, że drugim, f-moll op. 21 nie wygrywa się konkursów), ale moim zdaniem pod względem muzycznym góruje on nad pierwszym, choć późniejszym e-moll op. 11, zgodnie z oznaczeniem tempa w pierwszej części jako maestoso, a więc bardziej na pokaz uroczyście podniosłym i patetycznym.


Obecny dyrektor artystyczny Alaksandar Chumała wydobył z partii orkiestrowej nieznane odcienie (na przykład ściszone tremolo smyczków w środkowym, zazwyczaj burzliwym ustępie Larghetta), tak że wydawałoby się ten do cna „zgrany“ w Polsce utwór odsłonił przed słuchaczami nieoczekiwane oblicze. Jako solista wystąpił Jan Lisiecki.

 

Filharmonia Krakowska 461

 

Za pierwszym wejściem w Allegro wydał mi się operujący mało zróżnicowanym dynamicznie dźwiękiem, ale w drugim i w trzecim zaczęły spod jego palców dochodzić uszu wszelkie subtelności, w tym agogiczne, wykraczające poza styl brillant, szczególnie dominujący w bliźniaczym koncercie. Ale kulminacją w tym dziele jest romantyczne, poetycko rozmarzone Larghetto z bardziej kontrastowym epizodem po środku. I takim właśnie było tego wieczora.

 

Filharmonia Krakowska 462

 

Najwięcej okazji do wirtuozerskiego popisu znajduje pianista w finale w rytmie kujawiaka i mazura z efektem con legno czyli uderzaniem w struny drzewcem smyczka oraz zawsze oczekiwanym sygnałowym solo waltorniowym, które tym razem w wykonaniu Adama Kozłowskiego zabrzmiało bez zarzutu. Dołożonym bisem Jan Lisiecki oddał natomiast ukłon w stronę patrona Filharmonii, wykonując Preludium des-dur op. 1 nr 3 Karola Szymanowskiego.


Po przerwie Antoni Wit swoim obyczajem z pamięci, zadyrygował Patetyczną op. 74 Piotra Czajkowskiego wieloletni szef konkurencyjnych Orkiestry i chóru Polskiego Radia i Telewizji, aliści, zanim to nastąpiło, po raz pierwszy zetknąłem się w dzieciństwie z jego sztuką podczas koncertu filharmonicznego, a obecnie pełni on honorową funkcję dyrygenta gościnnego.

 

Filharmonia Krakowska 463

 

Artysta przejrzyście zarysował szeroki łuk tego bardzo osobiście i nietypowo potraktowanego przez kompozytora cyklu symfonicznego (Allegro non troppo poprzedza wyjątkowo rozbudowane Adagio, symetrycznie do zamykającego i, wbrew tradycji, utrzymanego w wolnym tempie Adagio lamentoso), wyłaniającego się z niskich dźwięków kontrabasów i do nich pod koniec zmierzającego.

 

Filharmonia Krakowska 464

 

Trochę zepsuły efekt oklaski po Scherzu, które bardzo często wywołuje wprowadzająca w błąd huczna koda z efektem acceleranda czyli przyśpieszenia. Należy życzyć krakowskim filharmonikom, orkiestrze i chórowi (ten ostatni, mimo istnienia, nie wystąpił 2 lutego 1945 roku, stąd zabrakło go i wczoraj) kolejnych uroczyście obchodzonych rocznic pod prężną dyrekcją Mateusza Prendoty, wykraczających daleko poza tradycyjne Sto lat, które zagrano po pierwszej części, a do którego dołączyła publiczność pod nieobecność wspomnianego zespołu wokalnego.

                                                                     Lesław Czapliński