Przegląd nowości

Komu bije Witkacy?

Opublikowano: czwartek, 06, luty 2025 21:02

Hasło # studenci na scenę obejmujące projekt współfinansowany przez Miasto Stołeczne Warszawa, ma w założeniu aktywizować kulturalnie młodą inteligencję. Czy społeczność zgrupowana w Teatrze Hybrydy, ponoć jednym z najstarszych w tej kategorii, złożona ze studentów, doktorantów i absolwentów Uniwersytetu Warszawskiego może poprawić wskaźniki zainteresowań i zamiłowań studenckiej braci?

 

W małym dworku 1

 

Tego nie wiemy, sądzimy jednak, że na pewno ich nie pogorszy, a to już bardzo dużo. W ogłoszeniach o spektaklu W małym dworku S.I. Witkiewicza, który odbył się gościnnie na scenie Teatru Druga Strefa, zawiadomiono, że bilety już są wyprzedane, ale oczywiście to jeszcze nie jest masa krytyczna, która dokona kulturalnego przełomu, zmieni ogólne nastawienie młodzieży, złagodzi uprzedzenia, zacznie nową erę itd. itp. To zadanie na całe dekady.

 

W małym dworku 2

 

Jednak oglądając przedstawienie wyreżyserowane przez Sylwestra Biragę, założyciela i dyrektora Teatru Druga Strefa, który gościny udzielił, możemy mieć nadzieję, że pomysł i projekt jest przynajmniej w dobrych rękach. Bowiem to on, będąc formalnie i oficjalnie reżyserem i instruktorem teatralnym w uniwersyteckich Hybrydach, był odpowiedzialny za całość przedstawienia, jego aranżację – Biraga zaprojektował też scenografię owego dworku, układ scen, działania dodatkowe (np. zabawy dziewczynek), zamówił też wspaniałą oprawę muzyczną, do której odniosę się osobno. Wreszcie przygotował wcale niemałą obsadę aktorską składającą się z dziesięciu osób.


W kategoriach teatralnych praca nad przedstawieniem, sposób odczytania tekstu autorskiego, wyodrębnienie punktów kulminacyjnych, wizja całości i połącznie trzyaktowej sztuki w jeden ciąg, to był przykład absolutnego, najwyższego profesjonalizmu. Niezwykle sprawne działania reżysera nie mogły oczywiście ukryć faktu, że na scenie występują amatorzy, naturszczycy, którzy nie przeszli podstawowej edukacji aktorskiej, mają niewielkie problemy z dykcją (choć i zawodowym aktorom coraz częściej się to przytrafia), nie zawsze wytrzymują długie podawanie tekstu w ciągnących się monologach, niezbyt umiejętnie tuszują problemy pamięciowe, wreszcie zbyt grubymi nićmi szyją zróżnicowanie charakterystyk odgrywanych postaci.

 

W małym dworku 3

 

Pan domu, czyli dworku, Stanisław Malicki jako Dyapanazy Nibek, który zgodnie z życzeniem Witkacego ubrany powinien być tabaczkowo z czarną, żałobną przepaską i dalej: brunet, silnie siwawy, broda ogolona, wąsy– występował w czarnym fraczku – i dobrze. Pokazał postać nieco rozkojarzonego ojca, tolerancyjnego wobec jawnej niewierności żony, spolegliwego zarządcę majątku, opiekuńczego ojca wpadającego niekiedy we wściekłość i walącego pięścią w stół.

 

W małym dworku 4

 

Powinien popracować nad dykcją. Jego zmarłą małżonkę, a więc Widmo Anastazji, kreowała chyba najbardziej teatralnie wyrobiona Julia Kwiatkowska (w myśl Witkacowskich przykazań bardzo ładna blondynka o ciemnych oczach). Córki Zosia i Amelka (12-13 lat) Aleksandra Tomasik i Julia Bokacka, dobrze zagrały dojrzewające panienki, zwłaszcza regularnie śmiejące się dziewczyńsko. Trudną rolę miał kuzyn gospodarza i poeta Jęzory Pasiukowski lat 28, ale w wykonaniu Jakuba Stańczaka potrafił tchnąć w postać trochę artystowskiej pychy.


Mniej wyraziście stworzyła postać kuzynki Anety, nauczycielki muzyki, Patrycja Radosz, za to nieźle się spisała jako toporna, prostacka kucharka Urszula (Maria Daniszewska), choć była to niewielka, drugoplanowa rólka. Nieźle też skontrastowali się na scenie dwaj wołowaci oficjaliści Kozdroń i Maszejko (Kacper Kielan i Aleksander Woicki), choć nie ustrzegli się ruchowej niezgrabności. Świetnie natomiast wypadła scena bójki dwóch kochanków i zdradzanego męża.

 

W małym dworku 5

 

I był wreszcie dobry epizodyczny Marceli, chłopiec kuchenny – Toby Tobin. A teraz o muzyce, która praktycznie cały czas leciała z offu. Było to nagranie wyraziście instrumentalno-elektoroniczne, nieopusowane, lejące się w pseudo-orientalnych (Gamelan) meandrach, nie czyniące szkody podawanym przez aktorów tekstom, tworzące nastrój onirycznej niezwykłości.

 

W małym dworku 6

 

Dostarczył jej Michał Górczyński, muzyk, klarnecista i kompozytor, dobrze znany z występów na Warszawskiej Jesieni i w składzie zespołów grających muzykę nowoczesną, czasem improwizowaną, czasem nie (Trio Bastarda, Kwartludium). Muzyka, to była część znacząca wymowy przedstawienia, w którym Witkacy wystąpił z krytyką „dworkowej" konwencji realistycznej i wprowadził deformacje jakby powiązane z Sonatą widm Strindberga. A dodatkowo jako tło muzyczne pojawiają się grane prawą ręką Widma na pianinku pierwsze takty Dla Elizy Beethovena. I jeszcze panienki muszą przez ładnych kilkanaście minut mordować gamy w górę i w dół, aż papa wyjdzie z siebie i powie „Dość!”. Ot, i mamy cały dworek Witkacego, naszą rodzinną sielankę w krzywym zwierciadle, którą można pokazać młodzieży zapatrzonej w ekran smartfona.

                                                                                        Joanna Tumiłowicz