Dzień 13.01.2025 to pierwsza rocznica śmierci Romualda Twardowskiego. W Kościele Środowisk Twórczych pw. św. Andrzeja przy ul. Senatorskiej w Warszawie, odbyła się msza św. w intencji zmarłego kompozytora oraz okolicznościowy koncert jego muzyki. Z konieczności wybrano repertuar kameralny.

Koncert zapowiadała wdowa po muzyku Alicja Twardowska, która na wstępie w skrócie przypomniała sylwetkę kompozytora. Młody Romuald był m.in. organistą w wileńskim kościele św. Jana, tym samym, w którym 100 lat wcześniej do mszy grał na organach jego wielki poprzednik Stanisław Moniuszko. Ale i późniejsza droga twórcza Romualda Twardowskiego nie była tak bardzo różna od Ojca Polskiej Opery Narodowej, choć opera nie znalazła się na pierwszym miejscu w jego twórczości. Ukuto jednak termin „neoarchaizm" charakteryzujący jego styl kompozytorski, co też jakoś zbliżyło go do Moniuszki.
Obaj swymi utworami nie wybijali drzwi w muzycznych obyczajach, korzystali jednak wszechstronnie z najlepszych zdobyczy warsztatu kompozytorskiego, ale nie gonili za nowinkami, nie starali się być obrazoburczy ani kontrowersyjni. Nowatorstwo dźwiękowe nie było ich zamiarem, raczej komunikatywność i przyjazne nakierowanie na możliwości percepcyjne zespołów muzycznych, a przede wszystkim słuchaczy. Taki był zarówno Moniuszko, jak i Twardowski. Taki wizerunek nakreślił też koncert utworów wykonywanych na tym szczególnym koncercie w miejscu świetnie nadającym się do kameralnych spotkań z muzyką. W Kościele Środowisk Twórczych jest doskonała, wręcz kryształowa akustyka, bez ułamka pogłosu, co wysuwa na pierwszy plan pełne brzmienie instrumentów, czego nie dokonałoby nawet najlepsze nagłośnienie.

Warto dodać, że na Mszy za Romualda Twardowskiego pojawił się nie byle kto, bo Marszałek Sejmu RP i kandydat na prezydenta Szymon Hołownia. Niestety nie doczekał wspaniałego koncertu rozpoczynającego się po nabożeństwie. Koncert otworzyła sopranistka Dorota Całek śpiewając z towarzyszeniem organów pieśń kościelną O Matko Miłosierdzia. Przy instrumencie zasiadł Piotr Grinholc. W ten cudowny sposób znaleźliśmy się w atmosferze pieśni kościelnych Stanisława Moniuszki, bo łagodna melodia oparta na długich dźwiękach wprowadzała nas w nastrój religijnego skupienia, taki jak w utworach wokalnych autora Halki. Wspomnijmy jego pieśń O Mario, bądź pozdrowiona. Spokojna, liryczna melodia płynęła też z następnego, już świeckiego utworu, Canzony na wiolonczelę z fortepianem. Tutaj mieliśmy udział młodego wiolonczelisty Mateusza Gębskiego, który z powodzeniem oddał natchniony charakter tej śpiewnej kompozycji. Niezwykle uważnie, precyzyjnie dostosowując swój akompaniament do wizji solisty, towarzyszył mu na fortepianie doświadczony pianista i kameralista Wojciech Świętoński. Artysta ten towarzyszył też Dorocie Całek w pieśni bez słów, czyli wokalizie Kołysanka. Świetne świadectwo talentu kompozytorskiego Romualda Twardowskiego przyniosła następna kompozycja, trzyczęściowa Sonatina na dwoje skrzypiec. Zawierała ona po mistrzowsku przetworzoną melodykę zaczerpniętą z naszego folkloru, ale największe wrażenie robiło naprzemienne prowadzenie tematu przez skrzypce pierwsze i drugie, które w danym momencie przechodziły do roli akompaniatora, czyli ludowej basetli. Ten utwór o niewątpliwych walorach pedagogicznych zagrali Andrzej Gębski ze swą córką, Martą Gębską-Wiercińską. Następnie znów wróciliśmy do muzyki sakralnej Romualda Twardowskiego.
Usłyszeliśmy Ostatnią Wieczerzę z Tryptyku Paschalnego na organy w wykonaniu Piotra Grinholca, utwór z jednej strony dosyć tradycyjny, ale zawierający tajemnicze, jakby wychodzące poza obowiązujący system współbrzmienia.

I znów Dorota Całek zaśpiewała kościelną pieśń Regina Coeli, kompozycję jej dedykowaną przez kompozytora. Koncert zakończyło Trio młodzieżowe na skrzypce, wiolonczelę i fortepian. Utwór dwuczęściowy jakby trochę zapatrzony w impresjonistyczne współbrzmienia, zwłaszcza w partii fortepianu, tworzył krajobraz muzyczny pełen fantazji i wyrafinowania dynamicznego.
Zmieniła się tutaj obsada wykonawców. Joanna Okoń zagrała na skrzypcach, Anna Wróbel na wiolonczeli, zaś przy fortepianie zasiadła Maria Gabryś-Heyke, wszystkie panie związane z Uniwersytetem Muzycznym Fryderyka Chopina, gdzie profesorem kompozycji był też Romuald Twardowski. Ten piękny koncert pokazał, że w spuściźnie artysty, który pozostawił po sobie ponad 400 dzieł o różnym rozmiarze i charakterze, jest wiele pereł muzycznych, które powinny być w stałym repertuarze koncertowym.
Joanna Tumiłowicz