14, 15 i 16 grudnia 2024 roku scena Akademii Muzycznej w Bydgoszczy zamieniła się w przestrzeń, w której tradycja spotkała się z nowoczesnością, a wiedeńska elegancja operetki Kálmána ożyła w realiach współczesnych polskich blokowisk.

Księżniczka Czardasza, w inscenizacji Karola Drozda, to dzieło, które nie tylko bawi znaną historią Sylvi Varescu, ale prowokuje do głębszych refleksji nad naszym światem i relacjami międzyludzkimi. Już pierwsze sceny spektaklu rzucają widza w wir zaskakującej interpretacji – zamiast salonów i balów belle époque, na scenie pojawiają się dresy, plastikowe flamingi w dekoracji nocnego klubu pełnego używek. To nie tylko estetyczna zmiana, ale także wyraźny manifest artystyczny.
Operetka, choć głęboko osadzona w tradycji, przemawiać ma do współczesnego widza językiem aktualnego pokolenia. W pierwszym akcie, zaskoczony nietypowym podejściem, poczułem opór – gdzie romantyczna melancholia, gdzie duch czardasza i arystokratyczny sznyt?
Jednak wraz z rozwojem spektaklu zaczęło do mnie docierać, że klimat niemal prostackich zabaw dresiarskiego półświatka staje się pomostem, który łączy przeszłość z teraźniejszością. To nie była inscenizacja „po bożemu”, lecz swoisty eksperyment teatralny, w którym odważne decyzje reżysera przekształciły klasyczną historię w opowieść o nas samych – naszych aspiracjach, rozterkach i marzeniach.

To, co najbardziej uderza w tej inscenizacji, to psychologiczna głębia bohaterów. Współczesne wersje znanych postaci nie są jedynie archetypami operetkowego świata, lecz stają się lustrami, w których każdy widz może zobaczyć swoje własne pragnienia i lęki. Sylvia Varescu, tytułowa „księżniczka”, to uosobienie aspiracji i odwagi. Młoda, instagramowa celebrytka ma rozwinąć karierę w filmie i początkowo nie po drodze jej z narzucającym się wielbicielem. Jej postać, pełna wdzięku i elegancji, symbolizuje dążenie do przełamania schematów i poszukiwania własnego miejsca w świecie.
Z kolei Edwin, młodzieniec rozdarty między miłością a obowiązkiem, pokazuje dylematy jednostki zmagającej się z presją społeczną i rodzinną. Postać Nastki, pełna młodzieńczego wigoru i dystansu, charakterologiczne i wizualne przeciwieństwo Sylvii, wnosi do spektaklu humor, ale też pokazuje siłę autentyczności (jestem jaka jestem i taką mnie kochaj) w relacjach z innymi.

Obok nich Toni i Lolek, wierni przyjaciele Edwina, symbolizują lojalność i prostotę życia często zagubioną w chaosie współczesnego świata a jednocześnie aktywnie działają (choć każdy po swojemu) na rzecz połączenia zakochanych. Spektakl zaskakuje nie tylko wizją artystyczną, ale też umiejętnością budowania emocjonalnego napięcia. Z każdą kolejną sceną stawałem się coraz bardziej wciągnięty w świat przedstawiony – od początkowego niezrozumienia przez pełne zaangażowanie aż po kulminację emocji w finałowych scenach.
To właśnie emocje sprawiają, że Księżniczka Czardasza staje się opowieścią uniwersalną. Miłość, aspiracje, presja społeczna, zachwyt, obrzydzenie, niezręczna sytuacja czy śmiech przez łzy – to wszystko dotyka każdego z nas, niezależnie od epoki czy miejsca zamieszkania. Dzięki temu młody widz (niekoniecznie wiekiem, ale duchem) może odnaleźć w tej historii coś o sobie i dla siebie.
Na szczególne uznanie zasługuje reżyser i choreograf Karol Drozd, który swoją wizją pokazał, że operetka nie musi być reliktem przeszłości. Jego inscenizacja łączy szacunek dla tradycji z odwagą eksperymentowania. To dzieło, które tętni życiem, bo opowiada o życiu – naszym, współczesnym, często skomplikowanym i pełnym kontrastów.

Nie sposób też nie docenić pracy studentów. Wielu z nich po raz pierwszy weszło na profesjonalnie przygotowaną scenę. Przedstawienie było bardzo roztańczone, układy choreograficzne, relacje sceniczne bardzo przypominały młodszego brata operetki – musical.

Widać było zaangażowanie wszystkich planów wykonawczych i sceniczną prawdę. Przygotowanie tak spójnego spektaklu, z trzema obsadami i ograniczonym budżetem, to niezwykłe osiągnięcie kierownictwa i społeczności Wydziału Wokalno-Aktorskiego Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. Orkiestra, także złożona ze studentów, pod batutą Piotra Wajraka wykazała się energią i subtelnością, która w pełni oddała oryginalny tekst partytury i ducha muzyki Kálmána. Księżniczka Czardasza w nowoczesnej, nietypowej inscenizacji to przypomnienie, że sztuka musi ewoluować, aby pozostać żywą.
Tradycja jest ważna, ale równie ważne jest poszukiwanie nowych form i języków, które przemówią do współczesnych odbiorców.Spektakl niesie przesłanie o odwadze – w miłości, w dążeniu do marzeń i w przełamywaniu ograniczeń, które narzuca nam społeczeństwo.

Jest to także hołd dla młodości, kreatywności i energii, które potrafią odświeżyć nawet najbardziej zakorzenione w tradycji gatunki. Księżniczka Czardasza Akademii Muzycznej w Bydgoszczy to dowód na to, że operetka wciąż może być żywym i aktualnym medium, które łączy pokolenia i wywołuje emocje. Realizatorzy spektakli udowodnili, że sztuka nie zna ograniczeń – dresy, flamingi i atmosfera lokalnego półświatka to tylko narzędzia, które podkreślają uniwersalność opowiadanej historii.

Trzy spektakle, trzy różne obsady. Afisz zapowiadający wydarzenie był jednocześnie mini przewodnikiem dla widza. Przy każdej postaci znalazł się krótki, ale sugestywny opis, wskazujący na sposób, w jaki została ukazana w spektaklu. To ciekawy zabieg – intrygował i zachęcał, by odkryć, jak różne interpretacje mogą wzbogacić historię. Nie ukrywam, obejrzenie wszystkich trzech wersji byłoby wyjątkową przyjemnością.
Każda obsada wniosła zapewne do spektaklu coś unikalnego. Różni artyści, różne osobowości, różne spojrzenia na te same role. Ja miałem okazję zobaczyć spektakl 15 grudnia 2024 roku.

Oto obsada tego dnia: Sylvia (celebrytka, gwiazda) – Adrianna Zmudzińska; Edwin („książę” dzielnicy) – Łukasz Seremet (absolwent); Nastka (narzeczona Edwina) – Maria Belashova; Toni (przyjaciel Edwina, bywalec) – Rafał Szalkiewicz; Lolek (kiedyś kochał Izabelę) – Maciej Ziółko; Stanisław (mafioso, ojciec Edwina) – Filip Lasota; Izabela (matka Edwina) – Joanna Musiał; Koreywo-Stachowicz (ochroniarz) – Michał Kukliński; Mrówczyński (pijący notariusz) – Jan Pokora; Dyrektor klubu (pilnuje interesu) – Sebastian Żygowski; Leliwa (chętnie się bawi) – Wiktor Cichobłaziński; Surmiak (pierwszy na imprezie) – Przemysław Liszczak oraz i inscenizacja, reżyseria i choreografia – Karol Drozd a kierownictwo muzyczne i produkcji – Piotr Wajrak.
Z całego serca gratuluję twórcom i wykonawcom. Wykonaliście ogromną pracę, która przynosi efekty. Wasze zaangażowanie i kreatywność dają nadzieję, że przyszłość operetki jest w dobrych rękach. Trzymamy kciuki i czekamy na kolejne produkcje!
Będziemy Was obserwować.
Mariusz Grudzień