W ten magiczny wieczór obejrzałem wspaniały amerykański apokryficzny film z roku 2016, wyreżyserowany na kanwie powieści Anne Rice przez Cyrusa Nowrasteha z Adamem Graewes-Nealene w roli siedmioletniego Jezusa powróconego z Egiptu, podążającego do Świątyni Jerozolimskiej, czyniącego po drodze pierwsze cuda oraz zadającego Marii i Józefowi kłopotliwe pytania, kim właściwie jest.
Było to apogeum moich świątecznych przeżyć. Trochę poniżej ich znalazła się rozmowa Piotra Jaconia z Olgą Lipińską w skądinąd interesującym cyklu „Bez polityki”. Tym razem nie była zbyt ciekawa i nie kleiła się, ale zawsze warto posłuchać, co mówi ta uznana reżyserka, scenarzystka, autorka wielu – co mnie zwłaszcza interesuje – felietonów. Jacoń przyszedł do studia w stroju niemal plażowym, z gołymi nogami bez skarpetek, co jak na porę grudniową było ryzykiem. W końcu okazało się, że program nagrano dokładnie 29 lipca. Trzeba było na Boże Narodzenie nagrać coś nowego zwłaszcza, że „Bez polityki” aż się o to prosi.
Przypadkowo trafiłem na antenie „Republiki” na wredny program „Piachem w tryby”, w którym dwaj nieznani mi osobnicy mimo świątecznego nastroju napadali kolejno na Trzaskowskiego, Tuska i jeszcze inne ofiary, robiąc to bez fantazji, wdzięku, a przede wszystkim umiaru.
Wśród mnóstwa piosenkarzy i amatorów śpiewających w telewizji bożonarodzeniowe kolędy (ani jednej gwiazdy operowej) najbardziej nie podobała mi się leciwa już wykonawczyni muzyki pop Kajah ucharakteryzowana na dziewczynkę, kolędująca po swojemu i zniechęcająca do apetytu przy świątecznym karpiu.
Wyłączyłem więc telewizor i zacząłem rozmyślać nad wyższością Wielkanocy nad Wigilią, mimo że ta rozpoczyna zimę, a tamta – choć to święto ruchome – obwieszcza upragnioną wiosnę. Jeszcze w szkole wbito mi do głowy, że to właśnie w Wigilię urodził się Adam Mickiewicz (1798). Okazało się, że również w wigilię Bożego Narodzenia przed 138-laty urodził się polski dyrygent i pierwszy dyrektor Opery Poznańskiej (1919-1922) Adam Dołżycki. Nikt z nas nie będzie obchodził tej rocznicy, bo ten wybitny muzyk splamił się kolaboracją z hitlerowcami i zapomniany, po latach odszedł z tego świata gdzieś w Bawarii. Odkryłem to i odszukałem wiedząc, jak profesjonalnie prowadził nasz Teatr, a w mroku okupacji ratował muzyków pochodzenia żydowskiego.
Natomiast podczas wigilijnej kolacji czkawką plamiącą świąteczny obrus odbiła mi się nieskuteczność mojej perswazji o konieczności – choćby symbolicznie – obchodów 150 rocznicy urodzin największego polskiego basa Adama Didura, który przyszedł na świat w Woli Sękowej też w wigilię, ale w roku 1874.
Zabiegałem o to u Waldemara Szybiaka w Sanoku już podczas jesiennego Festiwalu Didurowskiego proponując, aby w przeddzień tej rocznicy (niech następnego dnia solenizantem będzie już tylko nasz Zbawiciel) odbył się koncert polskich śpiewaków basowych w dworku w Żelazowej Woli, albo w paradnej sali Domu Kultury w Sanoku – Gala zwycięzców zakończonego niedawno w Bytomiu Konkursu Wokalnego im. Adama Didura.
Zwracając się w tej sprawie do dyrektora Opery Śląskiej Łukasza Goika postulowałem to samo, ale obaj panowie odpowiedzieli szczerze, że na takie wydarzenie nie ma po prostu pieniędzy. Mówili prawdę bojąc się narazić przełożonym, ciągle w stopniu nie wystarczającym zabezpieczających finansową sytuację Festiwalu w Sanoku, czy Opery w Bytomiu.
Natomiast ja, nie bojąc się niczego, pytam w blasku wigilijnych świec, dlaczego tak wytrawni organizatorzy polskiego życia muzycznego jak Szybiak i Goik, czują się bezsilni wobec niemocy uczczenia 150 rocznicy urodzin legendarnej postaci polskiej kultury narodowej o światowym znaczeniu.
Porzuciwszy te smutne myśli wpadłem w pułapkę zapędów twórczych Jakuba Skrzywanka, którego spektakl Spartakus. Miłość w czasach zarazy wyemitowała TVP VOD jako bezpośrednią transmisję z teatru Współczesnego w Szczecinie. „Jakub Skrzywanek, laureat Paszportu Polityki w kategorii teatr – napisano na Facebooku – to artysta znany z odważnych i interwencyjnych projektów. W Spartakusie reżyser sięgnął po jeszcze cięższy kaliber, łącząc dokumentalny realizm z metaforyczną teatralną formą. Spartakus. Miłość w czasach zarazy to nie jest łatwa sztuka. Porusza trudne tematy, wywołuje szok i smutek, ale również otwiera przestrzeń do rozmowy o zmianach, jakie są konieczne w naszym społeczeństwie. Jakub Skrzywanek udowadnia, że teatr może być narzędziem zmiany i miejscem dla najważniejszych dyskusji”.
Krótko mówiąc, koniecznie należy to obejrzeć…
Sławomir Pietras