Przegląd nowości

„La Cenerentola” Rossiniego w Opéra national de Lorraine w Nancy

Opublikowano: piątek, 20, grudzień 2024 13:29

Tradycyjnie już wiele teatrów operowych wystawia w okresie świątecznym lżejsze gatunkowo pozycje repertuaru, wpisując się w ten sposób w ogólnie panującą atmosferę. Okazji tej nie przegapiła również Opera w Nancy, która zaproponowała swojej publiczności niezwykle popularnego Kopciuszka (La Cenerentola) Gioacchino Rossiniego, zdefiniowanego przez kompozytora jako dramma giocoso.

 

Kopciuszek,Nancy 1

 

Przygotowanie nowej realizacji powierzono belgijskiemu reżyserowi Fabrice’owi Murgii, znanemu ze swojej pasji do sztuki filmowej, która w większym czy mniejszym stopniu wpływa na kształt jego inscenizacji. Wystarczy chociażby przypomnieć pokazanego w Liège Turka we Włoszech Rossiniego czy Zaczarowany pałac Luigiego Rossiego, zaprezentowany w Dijon, a następnie właśnie w Nancy.


Także i w tym przypadku wywiedzione z bajki Charles’a Perraulta libretto Jacopo Ferrettiego zostało przez Murgię przepuszczone przez filtr filmowych odniesień, głęboko pobudzających jego wyobraźnię. I choć reżyser oszczędził nam politycznych skojarzeń i nawiązań do aktualnych wydarzeń na świecie, co stanowi teraz w wielu placówkach operowych dominującą tendencję, to nie uległ również pokusie nadania wizji dzieła Rossiniego feerycznego wymiaru utrzymanej w disneyowskiej konwencji baśni.

 

Kopciuszek,Nancy 2

 

Stylistyka jego scenicznej propozycji czerpie raczej ze źródła filmowych realizacji, takich jak Rodzina Adamsów Barry’ego Sonnenfelda, Hotel Transylwania Genndy’ego Tartakovsky’go oraz filmów grozy czy z dorobku amerykańskiego reżysera i scenarzysty Tima Burtona.

 

Kopciuszek,Nancy 3

 

To dlatego Fabrice Murgia ubiera tytułową bohaterkę w stylu gotyckim (kostiumy Clara Peluffo Valentini): czarne pończochy, równie czarne buty z wysokimi podeszwami i nabijany cekinami łańcuch, mroczny makijaż i zielone włosy. Angelina, czyli tytułowy Kopciuszek, w niczym nie przypomina tutaj skromnej dziewczyny, prześladowanej przez przyrodnie siostry i źle traktowanej przez ojczyma. Często wspina się do antresoli lub chowa w jakiejś usytuowanej pod wysokimi schodami kanciapie, w której oddaje się dość demonicznym zajęciom, polegającym na torturowaniu i preparowaniu lalek, prezentowanych później w stanie rozpadu w małych gablotkach. Co istotne, przy lada okazji Angelina demonstruje swoją niechęć do towarzystwa pozostałych domowników, z upodobaniem trzymając ich na dystans.


Tak więc reżyser tworzy obraz zbuntowanej i niejednokrotnie agresywnej nastolatki o mocnym charakterze, wyraźnie żywiącej głęboką nienawiść do patriarchalnych układów panujących w domu Don Magnifica. Ten ostatni jest przypominającym swoim wyglądem Donalda Trumpa prostakiem, właścicielem Hotelu Transylwania (o czym informuje wielki napis), z umieszczonym pośrodku i dobrze zaopatrzonym w trunki barem (scenografia Vincent Lemaire), wokół którego kręcą się podejrzani osobnicy. Dwie siostry Kopciuszka, czyli Klorynda i Tyzbe, prezentują się w lateksowych spodniach koloru czerwonego i z telefonami komórkowymi w rękach, służacymi im do nieustannego kontrolowania swojej urody.

 

Kopciuszek,Nancy 4

 

Z kolei odziany również w stylu gotyckim książę Ramiro kojarzy się raczej za sprawą swojej aparycji (fryzura irokeza) i zachowania z fantastyczną i pochodzącą z jakiegoś horroru postacią. Towarzyszy mu zaś noszący banalny - co nieco w tym kontekście zaskakuje - strój Dandini. Wreszcie może także dziwić sposób budowania wizerunku Alidoro, czarodzieja i filozofa, który w owej inscenizacji kompletnie zatraca swój tajemniczy charakter. Murgia czyni bowiem zeń szefa grupy bliżej niezidentyfikowanych agentów, odzianych w ciemne garnitury oraz wyposażonych w czarne okulary i słuchawki służące do utrzymywania pomiędzy sobą kontaktu. W tak zaplanowanej koncepcji baśniowość ustępuje miejsca atmosferze melancholii, niepokoju i ekscentryczności. Żałować wszakże można, że w tej wizji, utrzymującej przecież wciągający rytm narracji, pojawiają się pomysły nietrafione, a czasem wręcz zbędne. Niczego na przykład nie wnoszą projekcje wideo, rzucane na zawieszony w głębi ekran w formie lustra. Głównie są to ujęcia łapane na żywo przez krążących po scenie kamerzystów (to obsesyjny chwyt wielu współczesnych reżyserów) i wyświetlane z minimalnym opóźnieniem czasowym. Wywołują one u widzów pewien dyskomfort, odczuwany najmocniej wówczas, kiedy gesty widocznego na ekranie dyrygenta są spóźnione w stosunku do muzyki. W odbiorze przeszkadzają też niektóre utrzymane w złym guście gagi. Wystarczy chociażby wspomnieć o krążącym po scenie z piłą elektryczną (hałas pracy jej silnika dobiega z głośników) w ręku Kopciuszku, jakby zmierzającym do okrutnego rozprawienia się z szykanującym go ojczymem. Irytujące jest też narzucone chórzystom i statystom groteskowe podrygiwanie i miotanie, nawet podczas muzycznych epizodów przepojonych liryzmem. W tej sytuacji najwięcej satysfakcji dostarczają celnie obsadzeni - w większości przypadków - soliści.


Prawdziwą rewelacją okazuje się występ brytyjskiej mezzosopranistki Beth Taylor, finalistki konkursu BBC Cardiff Singer of the World 2023 oraz laureatki nagrody Elizabeth Connel 2022. W roli Angeliny młoda artystka zachwyca nieprzeciętną osobowością sceniczną, dynamiczym śpiewem i wyrazistą artykulacją, a także szerokim wachlarzem możliwości interpretacyjnych.

 

Kopciuszek,Nancy 5

 

Zakochanym w niej księciem Ramiro jest dysponujący rossiniowskim tenorem Dave Monaco, o perfekcyjnej emisji, swobodnej górze skali i cennej umiejętności plastycznego frazowania, świadczącej o doskonałym opanowaniu sztuki bel canta. W partii lokaja Dandiniego dzielnie mu sekunduje czarujący ładnie zabarwionym głosem włoski baryton Alessio Arduini.

 

Kopciuszek,Nancy 6

 

Ponadto podziw wzbudzają bawiące naturalną vis comica sopranistka Héloïse Poulet i mezzosopranistka Alix Le Saux, wokalnie i aktorsko świetnie odnajdujące się w rolach złośliwych sióstr: Kloryndy i Tyzbe. Pewien niedosyt pozostawia natomiast występ pozostałych solistów, z wcielającym się w Don Magnifica, a rozczarowującym pozbawionym mocy i dźwięczności basem Gyula Nagym na czele. Mocy nie brakuje natomiast forsowanemu do przesady głosowi basa Sama Carla, który interpretując partię czarodzieja Alidoro grzeszy brakiem wokalnej elastyczności i przerysowaną grą sceniczną. Żadnych zastrzeń nie można natomiast formułować pod adresem belgijsko-amerykańskiego dyrygenta Giulio Cilony, stojącego na czele Orkiestry Opery Narodowej Lotaryngii. Z trzymaną w ryzach energią i lekkością prowadzi on spojną, potoczystą i giętką narrację muzyczną, wielobarwną i bezbłędnie wspierającą solistów.

                                                                              Leszek Bernat