Można się bowiem poczuć niczym w nowojorskim teatrze. Jak tam pozostaje w repertuarze sławna inscenizacja Cyganerii Franco Zeffirellego z 1981 roku, tak w Bytomiu Lecha Hellwiga-Górzynskiego, przy czym jest ona o rok wcześniejsza od amerykańskiej (premiera 9 lutego 1980 - przedstawienie z 15 grudnia 2024). Powstała jeszcze za drugiej dyrekcji Napoleona Siessa i pod jego kierownictwem muzycznym.
Obecnie sprawuje je Jerzy Dybał, mający spore doświadczenie operowe, albowiem jako kontrabasista należy do orkiestry Opery Wiedeńskiej, po godzinach występującej jako sławni Wiedeńscy Filharmonicy. Sprawia ono, że stojąc na dyrygenckim podium zwraca uwagę na różne, umykające innym detale, zwłaszcza dźwiękonaśladowczej natury jak buchający ogień, który pochłania rękopis dramatu Rudolfa poświęconego dla ogrzania pomieszczenia na poddaszu. Czy tremolo właśnie kontrabasów, na tle którego rozwijają się motywy rodzajowego obrazu świtu na paryskiej rogatce Enfer na początku trzeciego obrazu, a także ich złowieszcza fermata towarzysząca momentowi śmierci Mimi.
Ponadto to wyraziste zaznaczenie tematów związanych z parą bohaterów z dwóch pierwszych obrazów, kiedy powracają następnie w dwóch kolejnych. Głos Gabrieli Legun jako Mimi niekiedy wydaje się trochę za ciężki jak na tę liryczną partię, ale wynagradza to i dostarcza wiele satysfakcji dzięki umiejętności stosowania legato w sposobie prowadzenia frazy.
Andrzej Lampert posiada duże doświadczenie wokalne i sceniczne pozwalające z powodzeniem zmierzyć się z partią Rudolfa. Oboje najkorzystniej zaprezentowali się w duecie miłosnym O soave fanciulla zamykającym pierwszy obraz, a także w tworzącym trzeci tempo d'attacco, złożonym z krótkich, przechodzących w siebie, przejmujących ariosi: Mimi Rodolfo m'ama e mi fugge, Rudolfa Invan, invan nascondo, ich wspólnego duettina Addio sospetti, wreszcie tercetu i kwartetu, w których dołaczają do nich Marcello i Musetta.

Tym razem nieco rozczarowała mnie Rusłana Kowal jako ta ostatnia, zwłaszcza w walcu Quando men vo zaśpiewanym ostrym i nadmiernym dźwiękiem, z lepszej strony ukazując się w płynącym z oddali śpiewie koloryzowanym dyskretnymi wokalizami Ah! Se nel bicchier sta il piacer na początku trzeciego obrazu i w krótkiej inwokacji Madonna benedetta w następnym.
Kamil Zdebel ujmował szlachetnym i nasyconym brzmieniem swego barytonu w partii Marcella, o tyle niewdzięcznej, że pozbawionej własnego, solowego numeru, jeśli nie liczyć krótkiego duettina z Rudolfem Mimì, tu più non torni na początku ostatniego obrazu. Dobre wrażenie pozostawił Zbigniew Wunsch w roli Collina i w jego krótkiej arii Vecchia zimarra. Cyganeria to melodramat mający przede wszystkim wzruszać i chwytać za serce.

I takim jest na bytomskiej scenie za sprawą śpiewaków oraz orkiestry, niekiedy o impresjonistycznej fakturze, przy czym nie dominuje ona nad solistami, lecz dostarcza barwnego tła dla ich śpiewu. Dyskretnie przypomina też towarzyszące postaciom motywy, budując w ten sposób dramaturgię muzycznych wydarzeń.

Ramowe obrazy rozgrywają się na mansardzie usytuowanej ponad dachami Paryża, z bazyliką Sacré Cœur w tle (scen. Wiesław Lange). Pod koniec duetu Mimi i Rudolfa platforma z nimi przesuwa się w tył, by ustąpić miejsca zbiorowej scenie ulicznej z jakże odmiennym sposobem świętowania Wigilii. I prawdopodobnie z tego powodu w przedświątecznym okresie powróciło na afisz Opery Śląskiej to dzieło Giacomo Pucciniego, a także dla uczczenia stulecia śmierci kompozytora, które przypadło dwa i pół tygodnia temu, 29 listopada.
Lesław Czapliński