Przegląd nowości

„Cyganeria” czyli Se non è vero

Opublikowano: wtorek, 10, grudzień 2024 22:38

Powiedzenie Giordana Bruno: „Se non è vero, è ben trovato”, czyli po naszemu: „Jeżeli to nieprawdziwe, to przynajmniej dobrze wymyślone” – wydaje się pasować do nowego wystawienia opery Giacomo Pucciniego Cyganeria. Dzięki polskiemu reżyserowi Marcinowi Łakomickiemu, który u nas debiutuje, ale za granicą nieźle już się zaprezentował, w tej historii nic nie dzieje się naprawdę.

 

Cyganeria,Lodz 1

 

Biedna dziewczyna, która przychodzi zapalić świeczkę, ale bez świeczki, gubi klucz, ale klucza nie ma, za chwilę nakłada piękną suknię balową, zaś ubogi poeta występuje w smokingu. Jednak wszystkie następujące po sobie obrazy tworzą trochę nierzeczywisty świat zdarzeń rozgrywający się głównie w emocjach muzyki i siedzących na widowni słuchaczy. Tak jak w pięknej scenie na dachu skromnego domostwa w aureoli spadających gwiazd Rudolf i Mimi odczuwają niespodziane uderzenie miłości.

 

Cyganeria,Lodz 2

 

I my w to wierzymy. Reżyser wraz z autorką dekoracji Eleną Zamparutti i kostiumolożką Cristiną Aceti, stworzyli rzeczywistość fikcyjną, artystycznie przetworzoną, trochę op-artowską, trochę kiczowatą w swej „błyskotkowości”, ale w gruncie rzeczy efektowną i żywą na scenie Teatru Wielkiego w Łodzi. Twórcy pominęli etykietę – opera werystyczna – i zagłębili się w kolażach barw sukien chórzystek, czy żółtych kostiumach dzieci, w zdemolowanych fragmentach artystycznej mansardy i labiryntach restauracji Momus. Ergo – oddali pierwszeństwo muzyce, do której z pewną ręką przyłożył się Rafał Janiak. Jemu trzeba zawdzięczać dobrą słyszalność solistów. Tylko na wysokich i głośnych fermatach tenora i sopranu pozwolił orkiestrze na grę forte, ale we wszystkich innych częściach bardzo melodyjnej partytury trzymał na wodzy blachę i smyczki. 


Nawet gdy soliści śpiewali piano i jeszcze ich głos przebijał się przez spuszczoną z sufitu siateczkę, było ich dobrze słychać. To wśród ostatnio oglądanych dyrygentów rzadkość. A soliści, jak to śpiewacy, raz lepsi, raz słabsi, spełnili pokładane nadzieje. Zwłaszcza czołowa para Iwona Socha i Andrzej Lampert pozwolili swym ładnie brzmiącym głosom płynąć swobodnie, tworzyć niezapomniane kreacje wokalne, wciąż wzmagających ciśnienie krwi muzycznych emocji. Czasem w szczególnie wymagającej frazie coś jakby lekko wokalnie siadało.

 

Cyganeria,Lodz 3

  

Był również całkiem zgrabny muzycznie słynny Walc Musetty, choć Milenie Arsovskiej z pierwszej obsady, uroczej sopranistce pochodzącej z Bałkanów, przydałoby się więcej kultury wokalnej w kształtowaniu emisji i barwy głosu. Partner Musetty, Arkadiusz Anyszka jako Marcello, jedyny z tej czwórki nie będący „śpiewakiem gościnnym”, w bardzo dobry sposób wykonał wszystkie zadania wokalne, jak też aktorskie. Dzielnie mu sekundowali jego pozostali koledzy z Teatru Wielkiego – Benoit i Alcindoro.

 

 Cyganeria,Lodz 4

 

Głównymi zadaniami artystów z owej Cyganerii, były sztubackie zabawy, małpiarskie popisy, próby rozpalenia nawet książkami (FE – to upadek) w kominku i przygotowania posiłku. Wygłupy jednak kończą się w czwartym akcie. Czwórka mieszkańców mansardy odchodzi na stronę, ale nie znika w czeluściach sceny, gdy na pierwszym planie stoi łóżko z umierającą. Dyskrecja towarzystwa znanego raczej z luźnych obyczajów budzi szacunek i dodaje ciężaru etycznego końcowym scenom. Jest też świadectwem, iż robiący karierę na Zachodzie nie dał się w całości pochłonąć bezguściu i ambiwalencji uczuciowej.

                                                                       Joanna Tumiłowicz