Postać wielokrotnie zwraca się do podglądającej ją widowni per „ściano“, mając na myśli konwencję iluzjonistycznego teatru, polegającą na przeniknięciu do innego, przedstawionego świata przez oddzielające od niego, niewidzialne przepierzenie. Naprzód była sztuka teatralna Willyego Russella z 1986 roku.
Trzy lata później powstała jej ekranizacja w reżyserii Gilberta Lewisa. Shirley Valentine to monodram o kobiecie, która wpisała się w obowiązujący model społeczno-obyczajowy. I kiedy dorosłe dzieci odeszły z domu, a małżeństwo sprowadza się do relacji sublokatorskich, zaczyna żałować straconego życia. W swym pierwszym wcieleniu Krystyna Janda świadomie nawiązuje do monologów Hanki Bielickiej, między innymi poprzez założenie zmieniającej ją nie do poznania rudej, kręconej peruki. Pozostaje jedynie właściwy dla niej głos, choć jak tamta od czasu do czasu śmieje się ze swych kwestii. Przejawem scenicznej autentyczności jest fakt dosłownego przygotowywania kolacji. Podobnie było w o pięć lat wcześniejszej sztuce Johna Krizanca Tamara oraz Kolacji na cztery ręce Paula Barza z 1985 roku.
Ostatnią z wymienionych i omawianą Shirley Valentine jako pierwszy w Polsce wyreżyserował Maciej Wojtyszko. Po przerwie, kiedy podczas greckich wakacji bohaterka odważy się być sobą i spełnić swe pragnienia, dokonuje się radykalna metamorfoza postaci i aktorka wystąpi pod własną, znaną dotychczas postacią blondynki z rozpuszczonymi włosami, a więc wizerunkiem utrwalonym przez media.
Nie da się ukryć, że odczuwa się bez mała trzydzieści cztery lata komercjalnej eksploatacji spektaklu mającego premierę w 1990 roku na scenie warszawskiego Teatru Powszechnego, a od 2005 roku granego pod szyldem Polonii, własnego teatru Krystyny Jandy (przedstawienie na scenie Nowohuckiego Centrum Kultury 1 grudnia 2024). Artystka dysponuje znakomitym warsztatem i wieloletnim doświadczeniem scenicznym, choć nie obywa się bez coraz powszechniejszego dziś mikroportu wzmacniającego głos. Dłużej graną, bo od 76 lat w londyńskim teatrze jest tylko Pułapka na myszy Agaty Christie.
Lesław Czapliński