Przegląd nowości

Forma hybrydowa

Opublikowano: wtorek, 12, listopad 2024 21:58

Tak można określić VII Symfonię „Siedem bram Jerozolimy“ Krzysztofa Pendereckiego. Początkowo miała to być symfonia. Na orkiestrę i chór, niczym koncert fortepianowy Ferruccio Busoniego, co mogłoby przynieść interesujący rezultat, gdyby śpiewem rządziła na przykład praca tematyczna w sonatowym allegro, a wariacyjność w finale.

 

Filharmonia Krakowska 417

 

Pozostało z tego właściwie tylko Scherzo „Lauda, Jerusalem, Dominum“, z wprowadzonymi przez kompozytora tubafonami, zbudowanymi z rur PCV, z których dźwięk wydobywa się za pomocą pingpongowych rakietek, i triem „Benedexit filiis tuis“, w którym do chóru dołącza kwintet solistów. Następnie przyszło kuszące zamówienie z Jerozolimy i tak powstało oratorium Siedem bram Jerozolimy, częściowo z wykorzystaniem materiału do planowanej symfonii. Ex post kompozytor nadał jednak utworowi numerację jako symfonii, walcząc z czasem, by osiągnąć Beethovenowską liczbę dziewięciu, co ostatecznie i tak się nie powiodło. Nawet przy włączeniu do tej listy jako szóstej i ósmej faktycznie suit pieśni.

 

 Filharmonia Krakowska 418

 

Utwór ten usłyszeliśmy w wykonaniu zespołów Filharmonii Krakowskiej i dawnego Chóru Polskiego Radia w Krakowie, a obecnie w Lusławicach, tyle że nie we własnej siedzibie, lecz w audytorium imienia Krzysztofa Pendereckiego w kompleksie Centrum Kongresowego. Poza estradą muzycy zajęli też miejsca w lożach prosceniowach (uzupełnienie sekcji dętej blaszanej), a w szóstej części trębacz swoje solo wykonywał z balkonu drugiego piętra, albowiem według samego kompozytora: dęte instrumenty blaszane są zawsze skrywane albo nieumiejętnie pisane.


Nie ma tego blasku blachy. A u mnie właśnie jest. Nawet często krytykowano mnie, że to takie bardzo napuszone. To właśnie ta blacha góruje w „Siedmiu bramach Jerozolimy“. Całość poprowadził Maciej Tworek namaszczony przez autora na wzorcowego interpretatora jego twórczości. Siedmioma bramami Jerozolimy rządzi swoista symetria. Skrajne części posiadają hymniczny charakter i wieńczą je charakterystyczne dla tego kompozytora świetliste akordy durowe. Uporczywe, dramatyczne ostinata spokrewniają części: drugą i czwartą.

 

Filharmonia Krakowska 416

 

Pomiędzy nimi pojawia się ogniwo a cappella, niczym Stabat Mater w Pasji, w którym mamy do czynienia z divisi chóru i zróżnicowaniem artykulacyjnym, w tym śpiewem a bocca chiusa. Kompozytor utrzymywał, że wiele zawdzięczał w tym względzie profesorowi Stanisławowi Wiechowiczowi, niekwestionowanemu autorytetowi w tej dziedzinie, choć wdowa po tamtym twierdziła, że była to tylko formalność po śmierci Artura Malawskiego, u którego Penderecki studiował przez większość czasu. 


Przy wszystkich wątpliwościach estetycznej natury, utwór dostarcza znacznej satysfakcji pod względem czysto sensualnym. W przeciwieństwie do innych kompozycji Pendereckiego odznacza się znaczną zwartością, którą dyrygent w pełni wydobył i podkreślił.

 

Filharmonia Krakowska 419 

 

W ogóle jego podejście do partytury charakteryzuje daleko posunięty pietyzm, choć w szóstej części pozostawiono tekst hebrajski (recytowany przez Sławomira Jandę), mimo życzenia kompozytora, by używać języka właściwego dla miejsca wykonania: poza proroctwem Ezechiela w części szóstej, które zawsze będzie czytane w języku zrozumiałym dla publiczności – w Jerozolimie po hebrajsku, czyli w języku oryginalnym tego tekstu, a w Polsce po polsku. W programie zresztą figurowała jako Potem spoczęła na mnie ręka Pana (Hajetà alai jad adonài).

 

Filharmonia Krakowska 420

 

Spośród ansamblu solistów od lat specjalizujących się w wykonawstwie dzieł tego twórcy, moją uwagę zwróciła Karolina Sikora, którą słyszałem po raz pierwszy, a która z niezwykłą biegłością pokonywała stojące przed nią wyzwania W partiach wokalnych bowiem dosłuchać się można dawnego Pendereckiego z krtaniołomnymi odległymi przeskokami interwałowymi, w przeszłości niebezpiecznymi dla głosów, dźwiękami o nieokreślonej wysokości, które dają też znać o sobie w skrzypcach. Obok wspomnianej śpiewaczki wyróżniali się ponadto Iwona Hossa i Rafał Bartmiński, a kwintet uzupełniali Anna Lubańska i Artur Janda. Mimo pewnych znamion epigonizmu związanych ze stylistyką tego dzieła, samo jego wykonanie dostarczyło wielu niekłamanych muzycznych wzruszeń.

                                                                           Lesław Czapliński