Johannes Brahms jest autorem Uwertury akademickiej. I akademizm w znacznej mierze określa jego twórczość unikającą przesadnych gestów muzycznych, na klasyczny sposób kładącą nacisk na doskonałość formy, a więc stronę konstrukcyjną i harmoniczną. Stąd Christoph Alstaedt (skądinąd starszy brat wiolonczelisty Nicolasa) z zespołami Filharmonii Krakowskiej kiedy trzeba prowadził jego Niemieckie requiem op. 45 powściągliwie i ze skupieniem, innym razem ze znacznym nerwem.

Na przykład stosując crescendo wiodące do kulminacji kończącej pierwszą część, eksponując marszowy rytm w drugiej, czy w przedostatnim, szóstym ogniwie nadając gwałtowny przebieg ustępowi zaczynającemu się od słów In einem Augenblick, który pod względem swego dramatyzmu stanowi odpowiednik sekwencji Dies iræ z łacińskiej mszy za zmarłych.

Na samym początku nierówne wejście orkiestry mogło zniweczyć cały efekt i nieprzychylnie usposobić do wykonania, ale następujące po tym zjawiskowe pianissimo chóru a cappella na słowach Selig sind, die da Leid tragen z rekompensowało i zatarło poprzednie wrażenie. Filharmoniczny chór pod kierownictwem Piotra Piwki doskonali swój kunszt, osiągając wysoki artyzm, a on sam tego wieczora wspomagał go bezpośrednio swoim tenorowym głosem, podobnie jak dyrektor Mateusz Prendota. Zespół ten stanowi plastyczny instrument, w którego brzmieniu dyrygent może swobodnie rzeźbić i kształtować wizję dzieła, posługując się czytelnym gestem, a jednocześnie unikając estradowej choreografii.
Stąd w dalszym ciągu słuchało się tego dzieła z niesłabnącym napięciem, między innymi za sprawą zastosowania przez Alstaedta rozległej palety dynamicznej. Fortissimo wywierało wrażenie i nie nużyło, bo poprzedzało go forte i gradacje mezzoforte, a także piano i eteryczne pianissimo.

A także z uwagą śledziło się w czytelny sposób zarysowany przebieg kunsztownych fug z trzeciej i szóstej części. W ogóle było to bardzo muzykalne wykonanie, którego jednostkowym przykładem mógł być kotlista Ryszard Haba, niekiedy zaledwie muskający membranę pałeczkami, podczas gdy w innych momentach pozwalający sobie na mocne, gromkie uderzenia.

Początkowo w solo sopranowym w ujęciu Miroam Kutrowatz brakowało mi prowadzenia głosu na sposób instrumentalny, do czego przyzwyczaiła przed laty Stefania Woytowicz, zwłaszcza na tle towarzyszących głosowi dwóch fletów, ale z czasem pojawiła się większa płynność kantyleny. W pełni wywiązał się ze swych zadań wokalnych baryton Rafael Fingerlos dysponujący nośnym głosem, a przy tym nie nadużywający jego mocy. I po takim wykonaniu Niemieckiego requiem można w pełni zrozumieć, dlaczego Eduard Hanslick napisał swój fundamentalny esej O pięknie w muzyce w znacznej mierze pod wpływem utworów tego kompozytora.
Lesław Czapliński