Przegląd nowości

Obecność na estradzie Franka Petera Zimmermanna zobowiązuje…

Opublikowano: niedziela, 10, listopad 2024 07:15

Niemiecki skrzypek na swoim Stradivariusie wygrał szlachetnym dźwiękiem Koncert skrzypcowy d-moll WoO 1 Roberta Schumanna. Skomponowany na 3 lata przed śmiercią twórcy, uznany został za przejaw jego postępującej choroby umysłowej i jako taki na wiele lat utajniony przez Josepha Joachima, któremu był zadedykowany, wdowę Clarę i przyjaciela Johannesa Brahmsa, którego Schumann poznał właśnie w czasie pracy nad tym dziełem.

 

Filharmonia Krakowska 415

 

Paradoksalnie wprowadziła go do życia koncertowego Trzecia Rzesza, która nie tolerowała osób psychicznie chorych. Partia skrzypiec dominuje nad orkiestrą, stąd poza ustępami wyłącznie jej powierzonymi: wstępem wprowadzonym w przeciwieństwie do rozwiązań w dwóch pozostałych koncertach instrumentalnych, kolejnymi wejściami, a także powtarzającym się polonezowym motywem w finale, Łukasz Borowicz wycofywał się na dalszy plan, pozwalając Hansowi Peterowi Zimmermannowi skupić na sobie całą uwagę. W pieśniowej natury środkowym ogniwie oznaczonym jako Langsam wchodził on w subtelny dialog z instrumentami dętymi drewnianymi.

 

Filharmonia Krakowska 412

 

Pod koniec uwagę zwróciły należycie strojące rogi, ale, jak napisałem w tytule, występ z takim muzykiem dopingował, by mu dorównać. Utwór Schumanna pozbawiony jest solowych kadencji, stąd zapewne skrzypek sięgnął po wirtuozowskie ogniwo z sonaty na skrzypce solo Paula Hindemitha, a dla uspokojenia nastrojów po motoryce poprzedniego bisu zagrał Sarabandę z II Partity d-moll BWV 1004 Johanna Sebastiana Bacha. Wykonanie VII Symfonii A-dur op. 92 pozostawiło we mnie mieszane uczucia. Za dużo włożono w nie dynamicznej „pary“, za to zabrakło mi większej finezji w modelowaniu detali. Jedynie w Allegretcie kontrabasy i wiolonczele eksponujące pianissimo jego marszowy temat dostarczyły znacznej satysfakcji. Z kolei w triu Scherza wyróżniało się wyrównane brzmienie blachy. 


Przeszarżowanie dynamiczne prowadzi w końcu u słuchacza do zmęczenia, a w sztuce największy efekt wywiera odpowiednie wyważenie wszelkiego rodzaju kontrastów. Za to Muzyka jesieni Andrzeja Panufnika w skameralizowanej obsadzie bez skrzypiec, odznaczała się brzmieniowym wyrafinowaniem, z dominujacym uporczywym ostinato harfy, czelesty i fortepianu.

 

Filharmonia Krakowska 413

 

Utwór ten potwierdza zarazem asemantyczny charakter muzyki, pod której przebieg podkładać można dowolne treści programowe, albowiem równie dobrze mógł się on kojarzyć z zasugerowanym przez tytuł jesiennymi impresjami (partie harfy i czelesty oraz fletów i dzwonów orkiestrowych), co kompozycją odnoszącą się do batalistyki (werble i wielki bęben). I wszystko byłoby dobrze, gdyby 18 października koncert Filharmonii Krakowskiej nie został zadedykowany pamięci Andrzeja Markowskiego w stulecie jego urodzin, a jednocześnie program niewiele miał wspólnego z jego preferencjami repertuarowymi.

 

 Filharmonia Krakowska 414

 

Również w czasie kierownictwa artystycznego w Filharmonii Krakowskiej poświęcił się głównie propagowaniu muzyki dawnej (np. Monteverdiego) oraz wtedy współczesnej, powołując w tym celu zespół kameralny. Dokonywał licznych prawykonań kompozycji Krzysztofa Pendereckiego czy Henryka Mikołaja Góreckiego (Ad matrem i II Symfonii), ale także uczestniczył w pierwszym nagraniu Carré Karlheinza Stockhausena pod swoją i autora dyrekcją, a także Michaela Gielena i Mauricio Kagela. Z przyczyn oczywistych nie mógł dyrygować dziełami Panufnika jako emigranta objętego zapisem cenzury, co najwyżej pod koniec życia, kiedy został on zdjęty. Do jego śmierci nie był też w Polsce wykonywany Koncert skrzypcowy Roberta Schumanna.

                                                                             Lesław Czapliński