Przegląd nowości

Orfeusz od radości do rozpaczy

Opublikowano: sobota, 09, listopad 2024 06:50

Jeśli ktoś traktuje muzykę dawną jako skamielinę, która jest nudnawa i tonie w archaicznych zwrotach, to po prezentacji koncertowego, a nie scenicznego, wykonania opery L’ORFEO Claudia Monteverdiego powinien zmienić zdanie. Po pierwsze na estradzie Studia Koncertowego Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego rozsiedli się muzycy z dziesiątkami instrumentów, jakich zwykle się nie ogląda w salach filharmonicznych, co już samo w sobie było bardzo ciekawe.  

 

Orfeo 1

  

Gdy Warszawska Opera Kameralna wykonuje muzykę barokową czy też klasyczną w swojej siedzibie w Alejach Solidarności to muzycy z Zespołu Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (MACV) kryją się w przepastnym, głębokim tzw. kanale orkiestrowym, a z widowni można dostrzec tylko czubek głowy dyrygenta. 


Tutaj natomiast mogliśmy do woli podziwiać m.in. Viole da gamba, Violone, Lirone, Flautino, Cynki, Chitarrone, Regał, Perkusjonalia, nie wspominając już o tak banalnym dawnym instrumencie jak klawesyn. Wersja koncertowa genialnego dzieła z XVII wieku wcale nie okazała się uboga ani statyczna.

 

Orfeo 2

 

Była ogromnie zróżnicowana brzmieniowo i wykorzystująca rozmaite składy instrumentalne, zaś śpiewacy i chór włączali się w wykonanie dzieła w odpowiednich momentach zwykle wspierani przez tutti orkiestrowe, lub prowadzeni przez chitarrone z niewielkim udziałem perkusji lub pozytywu. Nie byliśmy świadkami jakże częstego w wykonaniach oper romantycznych siłowania się głosów ludzkich z nawałem dźwięków orkiestry, a zwłaszcza instrumentów dętych blaszanych. W Orfeuszu kompozytor absolutnie wykluczył turnieje, kto się odezwie głośniej, zaś dyrygent Adam Banaszak czuwał nad wierną realizacją partytury.

 

Orfeo 3

 

A teraz przejdźmy do solistów – wykonawców opery. Oczywiście uwaga była skoncentrowana na odtwórcy roli tytułowej i tu trzeba przyznać, że Orfeusz, ten pierwszy śpiewak opisany w starożytnej mitologii, w osobie Krystiana Adama Krzeszowiaka przeistoczył się w zjawisko niemalże nieziemskie. Jego wczucie się w rolę, kreacja aktorska i muzyczna, zaskakiwała prawdą sceniczną i dynamizmem. Artysta w zależności od przebiegu utworu wybuchał radością i entuzjazmem, a później zapadał się w smutku i rozpaczy. 


Mimo braku dekoracji, kostiumów, choćby szczątkowej reżyserii, gotowi byliśmy uwierzyć, że ogarnięty niepohamowaną miłością do Eurydyki staje przed nami i wyznaje swoje najintymniejsze uczucia, protestuje w obliczu śmierci ukochanej, walczy o prawo do jej wybawienia, przekonuje nawet podziemne bóstwa strzegące krainy umarłych. Żadna z postaci występujących w tej operze nie mogła się równać z Orfeuszem, a w obsadzie dzieła znaleźli się znakomici wykonawcy znani nie tylko ze sceny WOK, jak choćby Urszula Kryger, Artur Janda czy Aleksander Kunach.

 

Orfeo 4

 

Swoistą sensacją był też występ Agaty Zubel, sławnej kompozytorki, a zarazem śpiewaczki specjalizującej się w muzyce współczesnej. Już samo pojawienie się tej artystki w Prologu w roli La Musica było znamienne, bo śpiewaczka odziana było w odmiennym stylu, jakby upodabniąjącym ją do tunik mitycznych bogiń, bez zwyczajowych ekstrawagacji i błyskotek typowych kreacji koncertowych.

 

Orfeo 5

 

Rola boginki miała charakter responsoryjny, kolejne sekwencje zapowiedzi mitycznego dramatu przedzielane były orkiestrowymi identycznymi komentarzami, co sprawiało wrażenie swoistej litanii. Godny uwagi był też fakt, że zarówno Orfeusz jak też La Musica śpiewali z pamięci, co pozwalało bardziej niezależnie kształtować wymowę wypowiadanego libretta. Agata Zubel zaprezentowała także oryginalną emisję sopranowego głosu, pozbawioną maniery operowej, zbliżoną do melodeklamacji. Warto dodać na zakończenie, że cały koncert z muzyką Claudia Monteverdiego został nagrany i będzie retransmitowany na antenie radiowej „dwójki”.

                                                                       Joanna Tumiłowicz