Dziadów ci u nas pod dostatkiem. Jeśli ktoś często chodzi do teatru to ma w pamięci przynajmniej kilka inscenizacji tej części dramatu, w której mamy wywoływanie duchów. A to Dziady pełne zadumy i pouczeń oparte o romantyczną muzykę Moniuszki Widma, a to tradycyjne, solidne przedstawienia z przeznaczeniem dla szkół, a to ironiczno-prowokacyjne eksperymenty Michała Zadary, a to coś w telewizji...
Na tym tle spektakl Gusła, dzieło reżysera Grzegorza Brala, twórcy Teatru Pieśń Kozła we Wrocławiu, wyróżnia się kilkoma cechami. Wszyscy wykonawcy nieustannie głośno i jeszcze z udziałem sztucznego nagłośnienia krzyczą, niekiedy wręcz urządzają piekielne wrzaski, co zbliża całą tę produkcję do koncertów z grupy black metal czy noise. Już sam ten fakt podnosi temperaturę emocji, śmiem jednak wątpić, czy są to emocje w najlepszym gatunku.
Po drugie towarzyszy temu muzyka obsesyjna, repetytywna, typowo minimalistyczna – Daniel Grupa klawisze i Kosma Muller skrzypce – która nie pozwala naszej uwadze wyjść z zaklętego kręgu serwowanych emocji. Po trzecie jesteśmy nie tyle może w kaplicy, co na leśnej polanie, albo podobnym uroczysku, gdzie leży seria porzuconych rogów jelenich i innych parzystokopytnych, służących zresztą jako nakrycia głowy niesamowitych bohaterów obrzędu ubranych w kostiumy Adama Łuckiego.

Po czwarte w dwójkowym rytmie postacie te często wirują jak derwisze, a wizualnie przypominają wiedźmy z Makbeta, lub przebierańców z Wesołych Kumoszek z Windsoru. Tak czy inaczej Szekspir się kłania. I po piąte przez dziesiąte postacie widowiska w regularnych odstępach czasu rzucają w publiczność jakimś sypkim materiałem, czymś co przypomina kaszę, ale jest po prostu drobnicą plastikowych odłamków.

Po takich interaktywnych zabiegach czujemy się zobowiązani, by artystom odrzucić przynajmniej część tego dobra, nikt jednak nie przygotował się na współudział w przedstawieniu, nie zabrał ze sobą pomidorów, jajek ani zgniłych winogron. Cóż zatem pozostaje? Wstać na koniec i urządzić wykonawcom huczną owację. W ten sposób Lubuski Teatr w Zielonej Górze, dołożywszy jeszcze w spektaklu drobne aluzje do sytuacji politycznej naszej Ojczyzny, stworzył podstawy by otrzymać nagrodę na 3. Festiwalu Arcydzieł w Rzeszowie, ale jak na mój gust to mu się nie uda.
Joanna Tumiłowicz