Przegląd nowości

Guślarz z horroru

Opublikowano: środa, 06, listopad 2024 13:40

Dziadów ci u nas pod dostatkiem. Jeśli ktoś często chodzi do teatru to ma w pamięci przynajmniej kilka inscenizacji tej części dramatu, w której mamy wywoływanie duchów. A to Dziady pełne zadumy i pouczeń oparte o romantyczną muzykę Moniuszki Widma, a to tradycyjne, solidne przedstawienia z przeznaczeniem dla szkół, a to ironiczno-prowokacyjne eksperymenty Michała Zadary, a to coś w telewizji...

 

Guslarz 1

 

Na tym tle spektakl Gusła, dzieło reżysera Grzegorza Brala, twórcy Teatru Pieśń Kozła we Wrocławiu, wyróżnia się kilkoma cechami. Wszyscy wykonawcy nieustannie głośno i jeszcze z udziałem sztucznego nagłośnienia krzyczą, niekiedy wręcz urządzają piekielne wrzaski, co zbliża całą tę produkcję do koncertów z grupy black metal czy noise. Już sam ten fakt podnosi temperaturę emocji, śmiem jednak wątpić, czy są to emocje w najlepszym gatunku. 


Po drugie towarzyszy temu muzyka obsesyjna, repetytywna, typowo minimalistyczna – Daniel Grupa klawisze i Kosma Muller skrzypce – która nie pozwala naszej uwadze wyjść z zaklętego kręgu serwowanych emocji. Po trzecie jesteśmy nie tyle może w kaplicy, co na leśnej polanie, albo podobnym uroczysku, gdzie leży seria porzuconych rogów jelenich i innych parzystokopytnych, służących zresztą jako nakrycia głowy niesamowitych bohaterów obrzędu ubranych w kostiumy Adama Łuckiego.

 

Guslarz 2

 

Po czwarte w dwójkowym rytmie postacie te często wirują jak derwisze, a wizualnie przypominają wiedźmy z Makbeta, lub przebierańców z Wesołych Kumoszek z Windsoru. Tak czy inaczej Szekspir się kłania. I po piąte przez dziesiąte postacie widowiska w regularnych odstępach czasu rzucają w publiczność jakimś sypkim materiałem, czymś co przypomina kaszę, ale jest po prostu drobnicą plastikowych odłamków.

 

Guslarz 3

 

Po takich interaktywnych zabiegach czujemy się zobowiązani, by artystom odrzucić przynajmniej część tego dobra, nikt jednak nie przygotował się na współudział w przedstawieniu, nie zabrał ze sobą pomidorów, jajek ani zgniłych winogron. Cóż zatem pozostaje? Wstać na koniec i urządzić wykonawcom huczną owację. W ten sposób Lubuski Teatr w Zielonej Górze, dołożywszy jeszcze w spektaklu drobne aluzje do sytuacji politycznej naszej Ojczyzny, stworzył podstawy by otrzymać nagrodę na 3. Festiwalu Arcydzieł w Rzeszowie, ale jak na mój gust to mu się nie uda.

                                                                       Joanna Tumiłowicz