Przedwczoraj obchodzono Międzynarodowy Dzień Muzyki, której patronką również jest kobieta – święta Cecylia. Nie dziwi zatem, że muzycy z Collegium Musicum Bonn swój dzisiejszy gościnny występ w Krakowie w całości poświęcili twórczości czterech kompozytorek. Koncert fortepianowy a-moll op. 7 Clary Wieck, zwłaszcza ostatnio jest dość często wykonywany. W tamtych czasach każdy szanujący się wirtuoz powinien był posiadać w swym repertuarze własny utwór tego gatunku. Warto podkreślić, że skomponowała go nastoletnia pianistka.
Podobnie jak koncert w tej samej tonacji jej przyszłego męża Roberta Schumanna, początkowo składał się z jednej części, uzupełnionej następnie o dwa brakujące ogniwa cyklu. Można się w nim dosłuchać zapowiedzi późniejszych dokonań na tym gruncie Franza Liszta w pierwszej części, a w pasażach polonezowego finału przyszłych kaskad z II Koncertu Camille'a Saint-Saënsa.

Najciekawszą jest zrazu solowa romanza z czasem przechodzącą w duet z wiolonczelą. Dialog, tym razem skrzypiec i wiolonczeli występuje w wolnej części – Lento con espressione – Symfonii e-moll op. 32 Celtyckiej Amy Beach. Jest to wczesny utwór tej amerykańskiej kompozytorki, przynależny jeszcze do epoki późnego romantyzmu. Oparty jest nie tyle na szczerej inwencji, ile solidnie opanowanym rzemiośle, polegającym między innymi na zgrabnej instrumentacji. Celtyckiego, a konkretnie irlandzkiego pochodzenia była Augusta Holmes, która jednocześnie sama tworzyła teksty do swych utworów wokalno-instrumentalnych, w tym wystawionej za swego życia opery Czarna góra.
Warto odnotować polonicum w jej twórczości jakim jest poemat symfoniczny Polska. Pozostawała pod znacznym wpływem Richarda Wagnera i Césare'a Francka, którego była uczennicą. Słychać to w zagranym Allegro feroce o silnie schromatyzowanej fakturze i potędze brzmieniowej, z wysuwającymi się na pierwszy plan puzonami w charakterystycznym punktowanym rytmie. II Uwertura op. 24 Francuzki Louise Farrenc, która otworzyła koncert, utrzymana jest w bohaterskiej tonacji Es-dur, a jej przebieg oparty jest na formie sonatowej.

Po wstępie następuje prezentacja materiału tematycznego ulegającego następnie przetworzeniu. Dają w nim znać o sobie reminiscencje z uwertur Webera. Promocja nieznanej twórczości wymaga bezbłędnego wykonania. Najwięcej wysiłku włożono w przygotowanie Symfonii Amy Beach, a dyrygentka Rebekka Zastrow zadbała tym razem o większe zróżnicowanie planów dynamicznych, czego mi nie dostawało w przypadku Uwertury Farrenc.

Wyróżniał się zwłaszcza ładny, przytłumiony dźwięk kwintetu smyczkowego, a także sekcja puzonów. Brzmienie waltorni pozostawiało natomiast wiele do życzenia. W grze Izabeli Jutrzenki-Trzebiatowskiej brakowało mi odpowiadającego stylowi brillant bardziej dobarwionego dźwięku, który wydawał mi się nieco kostyczny. Artystka natomiast w pełni odnalazła się dopiero w świecie Szopenowskiej emocjonalności Nokturnu c-moll z op. 48, którego identyfikację zawdzięczam p. Renacie Żełobowskiej-Orzechowskiej.
Lesław Czapliński